
Rok 1956. Ava Lark z dwunastoletnim synem Lewisem wynajmuje dom w atrakcyjnym miejscu, przedmieściach Bostonu. Jest piękną rozwiedzioną Żydówką i kobietą pracującą. Sąsiedzi okazują się niezbyt życzliwi. Lewis tęskni za nieobecnym ojcem i przyjaźni się z dziećmi, które także wychowują się bez ojca: Jimmym i Rose. Pewnego popołudnia Jimmy znika. Sąsiedzi – ogarnięci zimnowojenną paranoją – wykorzystują okazję, by jeszcze bardziej odsunąć się od Avy i jej syna.
Po latach, gdy Lewis i Rose znowu się spotykają, usiłując rozwikłać tragiczną zagadkę, muszą zadecydować: czy powinno się mówić prawdę, nawet jeśli rani ukochane osoby, czy też pewne tajemnice lepiej zostawić pogrzebane na zawsze?
Seria "Leniwa Niedziela" mogłaby sugerować, że będzie to lektura ciepła, leniwa właśnie. Nic bardziej mylnego. Książka jest niesamowita. Autorka nie napisała książki o zaginięciu. Napisała przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy zostają i muszą się zmierzyć z codziennością, która nadchodzi po zniknięciu kogoś bliskiego. Jak bardzo taka tragedia upośledza rodzinę, przyjaciół? Jak wpływa na sąsiadów? Co wyzwala w rodzicach dzieci, które mieszkają w sąsiedztwie?
To jedno oblicze powieści. Niesamowite zagłębienie się w psychikę bohaterów. Tych głównych i pobocznych.
Drugie to sama zagadka. Cały czas, do końca książki zastanawiałam się, gdzie jest Jimmy. Nie dawało mi to spokoju ani na moment. I dla mnie to jest kunszt. Bo umiejętność trzymania czytelnika w takim napięciu to sztuka. Podsycanie ciekawości, takie złapanie na haczyk tutaj jest przeprowadzone rewelacyjnie.
Z tyłu na okładce jest taka opinia:
„Książka Gdzie jesteś, Jimmy? opisuje świat, w jakim chcielibyśmy zatrzymać się dłużej, oraz tajemnice, które usiłujemy rozwikłać, czytając do bladego świtu”.
Jeżeli chodzi o dosłowne rozumienie to zgadzam się tylko z drugą częścią zdania. Osobiście za nic nie chciałabym zamieszkać razem z Avą na przedmieściach Bostonu. Nie chwiałabym zatrzymywać się tam na dłużej. Nigdy w życiu. Natomiast chciałbym stać się przyjaciółką matki Levisa, Avy właśnie. I namówić ją do przeprowadzki. W bardziej kolorowy, przyjazny świat. Ale to z czytaniem do bladego świtu i pragnienie rozwikłania tajemnic to stuprocentowa prawda. Polecam!

"Niezwykła historia o wielkiej mocy książek i prawdziwej miłości, porównywana do powieści Carlosa Ruiza Zafóna.
„Tęsknię za czasem, kiedy byliśmy panami życia”, mówi, krzątając się po kuchni, Lola. Jej dawna egzystencja, pełna marzeń, poświęcona była książkom i dyskusjom w kawiarniach, leniwym sjestom i snuciu wizji lepszej Hiszpanii, która w tamtym okresie powoli uczyła się demokracji. Jednakże przyszedł rok 1936, rok wybuchu hiszpańskiej wojny domowej, i życie zamieniło się w walkę. Teraz, po piętnastu latach, Loli i jej mężowi Matíasowi pozostał jedynie mały antykwariat, na wpół ukryty w jednej ze starych madryckich dzielnic, i sprzedawanie przypadkowym klientom romansów i zapomnianych klasyków. To tutaj, w tej skromnej księgarence, pewnego popołudnia roku 1951 Lola pozna Alice, kobietę, która znalazła w literaturze sens istnienia. We dwie, czytając wspólnie jedną książkę, zabiorą nas do Anglii początków XX wieku, gdzie poznamy pewną dziewczynkę, dorastającą w nieświadomości, kim byli jej rodzice.
Powieść Marian Izaguirre to hołd złożony lekturze, ale również opowieść o dwóch kobietach, które wiedzą o życiu zbyt dużo, by móc o tym mówić."
Pamiętacie jak prosiłam o tytuły, które ostatnio czytacie? Kilka mnie naprawdę zaintrygowało, w tym ten (Iwonko dzięki wielkie :)). Zakochałam się. Ale więcej napiszę jutro. W każdym razie to książka, którą mogę okrasić takim komentarzem:
Rzeczywiście skończyłam ją z takim poczuciem, że muszę odczekać zanim sięgnę po następną. Więcej o "Tamtych cudownych latach" jutro.
Natomiast największy problem miałam z Vintage. Sklepem rzeczy zapomnianych. Długo nie mogłam się zdecydować co mam myśleć o tej książce. O tym też będzie wpis. Już wkrótce :)
Czytaliście którąś z wymienionych pozycji? I czy zdarza wam się mieć kaca książkowego? :)