sobota, 20 grudnia 2014

piątek, 19 grudnia 2014

Kto przygarnie filiżanki i ogromniasta prośba o rybę:)

Udało mi się w końcu wydrukować wszystkie komentarze dotyczące nieszczęśliwych filiżanek i zagonić Tyśka do michy skąd wylosował ten jeden:

Jestem 503359-tym klikiem na Twoim blogu.
Wiele z tych klików jest moich, bo zaglądam tu baaaardzo często od wielu, wielu miesięcy.
Madziu, pozdrawiam serdecznie i ściskam mocno.
Dziękuję za wszystko.
Edyta


Edyto bardzo, bardzo serdecznie gratuluję, no i nie ukrywam, że spada na Ciebie ogromna odpowiedzialność:) W końcu będziesz musiała dbać o to by filiżanki miały się dobrze :) 

A teraz prośba. Słuchajcie potrzebuję przepisu na rybę po grecku. I to jest mój ogromny kulinarny problem. Nie wychodzi mi paskuda, nie  wiem dlaczego. Jakoś proporcje miałąm zaburzone, za bardzo była pomidorowa, za mało rybna... Poratujcie co? 

środa, 17 grudnia 2014

Odliczanie do świąt! Dzień czwarty!

W ramach odreagowania po poprzednim poście odliczanie na wesoło:)


O smutku pustego miejsca...

Piotr Stachiewicz "Sprzedawca szopek"
Uwaga dzisiaj będzie na smutno. I bardzo osobiście.
Święta Bożego narodzenia są szczególne, bo chyba jako jedyne łączą większość ludzi. Przesłanie płynące z wiary to jeden wymiar a drugi to ciepło, dbałość i troska o drugiego człowieka, rodzina. Dzięki temu te kilka dni grudniowych staje się najpiękniejszymi i bardzo szczególnymi w ciągu całego roku. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bez względu na to ile mamy lat z utęsknieniem czekamy na pierwszą gwiazdkę, na śnieg, na opłatek i na bożonarodzeniowy cud, bo nawet jeżeli się do tego nie przyznajemy gdzieś tam w głębi serca tkwi zakorzenione od dawien dawna przekonanie, że to najlepszy czas na to by niemożliwe stało się możliwym. Ale nigdy w życiu nie jest tak, że coś jest czarne albo białe. I dlatego te dni poza radością i nadzieją niosą też wielki smutek. Smutek pustego miejsca przy stole.
Gdy byłam malutką dziewczynką to puste miejsce oznaczało tajemnicę i ekscytujące oczekiwanie. Tajemniczy, zbłąkany wędrowiec pobudzał wyobraźnię. W dziecinnej głowie pojawiały się obrazy starca zakutanego w stary, podarty płaszcz albo kobiety w błękitach, tulącej do siebie niemowlę. Nie pojawiały się żadne wątpliwości. Puste miejsce przy stole było dla kogoś, kto zapuka, wejdzie i usiądzie nad czystym i czekającym talerzem. Nawet przez myśl wtedy nie przychodziło, że można by zamknąć przed takim kimś drzwi. I to jest mój pierwszy smutek pustego miejsca przy stole. Bo dziś zapewne ktoś kto zapukałby do moich drzwi w wieczór wigilijny zostałby rzecz jasna przyjęty ale z mieszaniną lekkiej obawy. Obawy, która nadchodzi wraz z tym jak odchodzi bezpieczne dzieciństwo i bezapelacyjna wiara w ludzi.
Potem puste miejsce przy stole nabrało innego wymiaru. Szarpało serce w drobne strzępy. Odszedł mój ukochany tato. Tuż przed wigilią. Do mojej dziesięcioletniej głowy nie trafiało, że już nigdy nie pojawi się w drzwiach, że na zawsze zniknie stale obecna paczka papierosów leżąca na ławie, na której stała choinka. Nie mogłam patrzeć na pustą, wymytą popielniczkę. Wydawało mi się, że jest tak samo opuszczona jak ja. Słowo nigdy nabrało innego znaczenia. Puste miejsce przy stole również.
Z begiem lat to coroczne puste miejsce przynosiło ze sobą coraz więcej smutku i tęsknoty. Co roku czeka już nie tylko na mojego tatę ale i na babcię, dziadka, kogoś kto miał się urodzić ale niestety nie doczekał do tego momentu. Czasami widzę tego chłopca lub dziewczynkę, rośnie razem z Zuzą i Tyśkiem. I jest mi żal. Ale wiem też, że ten smutek pustego miejsca jest niezbędny do tego by święta były pełne. I nie tylko święta ale całe nasze życie. Tęsknota i smutek są w nie wpisane, tak samo jak to puste miejsce jest wpisane w wigilijny wieczór. Najważniejsze tak naprawdę jest to, że to puste miejsce nigdy nie jest tak naprawdę puste. Że wypełniają je nasze wspomnienia, miłość i tęsknota. Że być może usiądzie tam jakiś zbłąkany wędrowiec ale to wcale nie przeszkodzi temu by ci którzy odeszli byli razem z nami. Puste miejsce pomieści wszystkich. Dlatego moi kochani ja już w tej chwili wiem, że przy wigilijnym stole razem ze wzruszeniem i przeogromnym poczuciem szczęścia, dopadnie mnie też ten lekki smutek. I że będę miała łzy w oczach gdy zaczniemy się dzielić opłatkiem, którego płatek położony zostanie również na tym pustym talerzu. I nie zamierzam się tych łez wstydzić. W wigilijny wieczór dzieje się bowiem cud pamięci o tych, którzy byli, odeszli ale są. Jeden z wielu cudów grudniowych...
A na zakończenie wiersz ks. Jana Twardowskiego, który nieodmiennie mnie wzrusza...

Dawna Wigilia
Przyszła mi na wigilię zziębnięta głuchociemna
z gwiazdą jak z jasną twarzą – wigilia przedwojenna
z domem co został jeszcze na cienkiej fotografii
z sercem co nigdy umrzeć porządnie nie potrafi
z niemądrym bardzo piórem skrobiącym w kałamarzu
z przedpotopowym świętym z Piłsudskim w kalendarzu
z mamusią co od nieszczęść zasłonić chciała łzami
podając barszcz czerwony co śmieszył nas uszkami
z lampką z czajnikiem starym wydartym chyba niebu
z całą rodziną jeszcze to znaczy sprzed pogrzebów
Nad stołem mym samotnym zwiesiła czułą głowę
Nad wszystkie figi z makiem – dziś już posoborowe

Przyszła usiadła sobie. Jak żołnierz pomilczała
Jezusa z klasy pierwszej z opłatkiem mi podała

wtorek, 16 grudnia 2014

Świąteczne odliczanie! Dzień trzeci!

Tysiek (lat 7) gdy zobaczył ten obrazek głęboko westchnął i powiedział:
- Lubię święta, wtedy czuję , że mógłbym  nawet mieć żonę:)
Cóż nie ukrywam, że czuję się uspokojona bo bardzo chciałabym mieć kiedyś dużo wnucząt:)