piątek, 23 marca 2018

Jak zostać pisarką czyli kto pojedzie ze mną na warsztaty?

Moi kochani z dużą niecierpliwością czekałam na to żeby móc podzielić się z Wami tą wiadomością. Wiem jak ważna jest dla Was akcja "Kto napisze ze mną książkę". Wiem jak bardzo, część z Was, marzy o pisaniu, o wydaniu własnej powieści. Odbierając od Was maile, wiadomości często myślałam, że rewelacyjnie byłoby móc się tak naprawdę spotkać, porozmawiać, podzielić się wiedzą i zaprzyjaźnić. I teraz dochodzimy do niespodzianki :) Otóż moi kochani, razem z Wydawnictwem Znak chcemy zaprosić Was na piękny majowy weekend, W Sudety (w końcu tam jest już nie tylko moje ale nasze ukochane Malownicze), na warsztaty pisarskie. Oprócz tego, że będę tam ja, cała dla Was, będzie też niecodzienna okazja spotkania się z pisaniem od tej drugiej, bardziej niedostępnej  strony. Będzie możliwość zajrzenia za kulisy wydawania powieści. Będziecie mogli posłuchać i podpytać o stronę redakcyjną fantastyczną Panią Redaktor, o kuluary promocji moją ukochaną Promotorkę, o... Mogłabym tak długo wymieniać :) Krótko mówiąc będzie dużo się działo, będzie inspirująco, będzie ciepło i twórczo.
Teraz kilka konkretów, co trzeba zrobić.
1. Otóż trzeba napisać opowiadanie o dalszych losach ulubionego bohatera z „Serca z piernika” aut. Magdaleny Kordel, (czyli mojego :)) o maksymalnej długości do 12 stron (do 21 600 znaków ze spacjami).  
2. Prace konkursowe można zgłaszać w okresie od 23 marca do 6 kwietnia 2018 roku.
3. Przesyłamy zgłoszenia na adres mailowy starczynska@znak.com.pl
Spośród nadesłanych prac wyłonimy dziesięć zwycięskich i ich autorzy zostaną zaproszeni na spędzenie twórczego weekendu w cudownym, klimatycznym miejscu. Dodatkowo zostanie stworzona lista rezerwowa. 

To są główne punkty, ale bardzo Was proszę o zapoznanie się z regulaminem, tam jest dużo więcej szczegółów. Regulamin dostępny jest w zakładce (na górze) "Jak zostać pisarką". Oczywiście do pisania opowiadań zapraszamy również panów. "Jak zostać Pisarką" to hasło nawiązujące do mojej historii, dlatego brzmi tak kobieco :)

Jeżeli macie jakieś pytanie do mnie, proszę, zostawiajcie je w komentarzach lub piszcie na adres mailowy: magdakor@vp.pl

poniedziałek, 5 lutego 2018

Ogrody Zuzanny lecą do...

Ja już wiem i już Wam mówię :) Najpierw jednak chciałam podziękować naszym wspaniałym Paniom, za rewelacyjny tydzień, za to, że zechciały nam towarzyszyć i trochę się z nami zakolegować. Niech kolejna powieść się pisze, my czekamy! Dziękuję też wszystkim, którzy tu zaglądali, komentowali, czytali i czuli się dobrze tutaj, wśród nas. A teraz, uwaga! Jeden "Ogród" wędruje do Eweliny Łukawskiej, za odpowiedź na pytanie dlaczego właśnie do niej ma  trafić "Ogród" , drugi do Moniki Płatek za intrygujące pytania. Serdecznie gratulujemy, życzymy wielkiej radości z lektury i spokojnej nocy dla Was wszystkich!
P.S. Adresy do wysyłki proszę wysłać na maila: magdakor@vp.pl

niedziela, 4 lutego 2018

Z sakiewki wysypały się nie tylko pytania ale i odpowiedzi :)

zapraszam na mój fanpage :)
Z sakiewki wysypały się nie tylko pytania ale i odpowiedzi :) I ja sporo się z nich dowiedziałam :) Zapraszam do lektury! Wszystkie informacje na temat tego do kogo polecą ogrody Zuzanny jutro wieczorem. A na fb trwa rozdawajka :) Może ktoś jeszcze ma ochotę wziąć w niej udział :) A teraz oddaję głos Szanownym Autorkom :)

Anonimowy1 lutego 2018 10:42

To jak to jest z tą mową kwiatów? Czy to, że dana osoba lubi jakiś szczególnie kwiat coś o niej mówi? I skąd Panie czerpały wiedzę o mowie kwiatów? Anna Grzebalska


Justyna: Nie wiem, czy mówi wiele o niej, natomiast na pewno mnie mówi coś o niej. Jeśli ktoś lubi bzy – automatycznie, w myślach włączam go do „klubu wielbicieli bzów”, do którego sama należę. To samo z peoniami… Od razu zaczynam podejrzewać, że łączy nas jakieś pokrewieństwo dusz.

I skąd Panie czerpały wiedzę o mowie kwiatów?

Justyna: To Jagna była odpowiedzialna za wiedzę na temat wiktoriańskiej mowy kwiatów, sprowadziła sobie reprinty starych ksiąg z Wielkiej Brytanii. Ja ograniczam się do wąchania i czucia 😊

Jagna: Nie sądzę, żeby ulubiony kwiat ujawniał jakieś cechy charakteru.Bardziej chyba mówi o naszej przeszłości. Ktoś kocha malwy, bo pamięta je z ogrodu babci, komuś goździki kojarzą się ze ślubem, pierwszą randką. Myślę, że w ulubionych kwiatach zakodowane są nasze wspomnienia.Jeśli zaś chodzi o naszą pracę nad książką, korzystałyśmy z reprintów dziewiętnastowiecznych podręczników o mowie kwiatów, wydanych przez Forgotten Books.

Anonimowy1 lutego 2018 11:10

Jak wygląda od strony technicznej wspólne pisanie? Skąd pomysł na duet? Będzie wspólne świętowanie sukcesu? Z pozdrowieniami Agnieszka Średnicka

Justyna: Ja od paru lat pisałam już książki dla dzieci, moje „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” przyniosły mi mnóstwo szczęścia i wiedziałam już, że „nie święci garnki lepią” – słowem, jeśli masz pomysł i umiesz pisać, to da się to zrobić. Jagna chciała napisać książkę obyczajową, ale brakowało jej takiego „kopniaka”. Wydaje mi się, że to ja powiedziałam: zróbmy to razem. Ale nie będę sobie przypisywać tu zasług, bo zwyczajnie… nie pamiętam. Decyzja zapadła szybko i spontanicznie. Oczywiście, że będzie świętowanie – jak tylko znajdziemy na to czas. Nie udało nam się świętować zakończenia pisania pierwszego tomu, ,właśnie z braku czasu. Może teraz pójdzie lepiej.

Jagna: Wspólne pisanie jest przyjemne! Na pomysł stworzenia tego duetu wpadłyśmy niedługo po narodzinach mojego synka. Choć był wyczekany i
wytęskniony, trudno było mi z początku pogodzić pracę i macierzyństwo, wpadłam w dołek. Książka miała mi pomóc się z niego wydobyć. I faktycznie, tak się stało. A co do sukcesu i świętowania: miałyśmy spotkać się na półmetku prac nad pierwszym tomem i wypić szampana. Nadal stoi w lodówce, a tymczasem my już piszemy drugi tom...


Wierszowane recenzje1 lutego 2018 11:17
Kto pierwszy wpadł na pomysł napisania książki w duecie? Czy to była taka nagła myśl, czy może już od dawna miały Panie to w zamiarze?

Justyna: Tak jak napisałam, była to dość szybka, spontaniczna decyzja. Jagna chciała, ja chciałam i pewnego dnia po prostu decyzja zapadła. To był szybki proces.

Jagna: Hmm... Trudno powiedzieć, która z nas pierwsza wpadła na ten pomysł. Pamiętam, że narodził się podczas rozmowy telefonicznej i chyba początkowo był to żart: chodź, napiszemy razem książkę, hahaha. Ale traf chciał, że dzień po tej rozmowie Justyna miała spotkanie z dyrektorem wydawnictwa WAB, opowiedziała mu o tym naszym żarcie, on nie wykazał się poczuciem humoru, wziął sprawę na serio i... Nie było już odwrotu.

Nela Grodzicka1 lutego 2018 11:24
1. Skąd wziął się pomysł na książkę. 2. Dlaczego pisany w duecie. 3. Czy nieznanym autorkom ciężko jest wydać książkę - znaleźć wydawcę. - Sylwia Kubik

1. Skąd wziął się pomysł na książkę.

Justyna: To nie był jeden pomysł, a wiele pomysłów – są one odzwierciedleniem wszystkiego, co dla nas ważne: miłości do przyrody i zwierząt, marzenia o miejscu takim jak Stara Leśna, gdzie ludzie wprawdzie mają problemy, ale też znajdują one pozytywne rozwiązanie, no i gdzie więzi międzyludzkie są bliskie i serdeczne. Wniosłyśmy do tej książki swoje widzenie świata. Natomiast mowa kwiatów, to konik Jagny.

2. Dlaczego pisany w duecie.

Justyna: Bo razem możemy więcej, szybciej i lepiej. Jesteśmy bardzo różne, na różnych życiowych etapach: Jagna ma małe dziecko, moje dzieci są już całkiem duże (16, 21, 26), parę miesięcy temu tragicznie owdowiałam. Wnosimy do książki kawałki swojego życia i emocji – różnych. Dlatego wspólnie możemy stworzyć głębszy, pełniejszy obraz.

3. Czy nieznanym autorkom ciężko jest wydać książkę - znaleźć wydawcę.

Justyna: Nam to poszło wyjątkowo szybko i łatwo. Ale też szlak miałyśmy przetarty dzięki temu, że ja wydaję już książki – dla dzieci. Rozmawiałam z szefem wydawnictwa WAB o zupełnie innej książce i powiedziałam mu: wiesz, mamy pomysł na powieść. On powiedział: przyślij, a potem zadzwonił i powiedział: „Moja szefowa działu literatury obyczajowej przybiegła do mnie krzycząc: bierzemy to, bierzemy!”

Jagna: To miała być trochę książka terapeutyczna: gdy po urodzeniu synka zaliczyłam baby bluesa, marzyłam, by znaleźć się w świecie, w którym nieprzespane noce nie są ważne, niemowlęta nie płaczą, szefowie nie krzyczą. W miłym, przyjemnym miejscu. No i tak powstała Stara Leśna, w której mieszka tytułowa Zuzanna. A że świat ten wspólnie wymyśliłyśmy, więc razem go opisałyśmy na kartach książki. Nie było nam trudno znaleźć wydawcę - Justyna jest znaną autorką książek dla dzieci 😊

Jola Jola1 lutego 2018 11:46

Mam tylko jedno pytanie odkąd o Paniach usłyszałam. Czy można pisać w duecie bez konfliktu, jak to wyglądało podczas Waszej współpracy?

Justyna: Nie można, konflikty się zdarzają, ale to jest bardzo twórcza sprawa, jeśli udaje się nie zafiksować na swoim ego. Każde pokonanie konfliktu sprawia, że tekst wychodzi tylko lepszy. Serio. My spierałyśmy się dosłownie dwa, może trzy razy – za każdym razem dlatego, że za bardzo pokochałyśmy nasz świat i naszych bohaterów i fakt, że „ta druga” chce coś w tym świecie nabazgrolić, był trudny do zniesienia.

Jagna: Nam się to w każdym razie nie udało 😁 Najbardziej pokłóciłyśmy się pod koniec pracy: każda z nas kochała bohaterów książki i uważała, że są bardziej jej własnością niż tej drugiej. Było więc wiele: No co ty, ona nigdy by tak nie powiedziała, albo: Co? To do niego nie pasuje, zmień to! Ale, jak to między kobietami bywa, kłótnie pomogły oczyścić atmosferę. I piszemy dalej!


Wierszowane recenzje1 lutego 2018 11:59
Kto chciałyby Panie napisać jakiś thriller (niekoniecznie razem),czy to raczej nie ta bajka?

Justyna: Uwielbiam thrillery, ale nie jestem pewna, czy umiałabym taki napisać. Nie myślałam o tym. Mam zbyt duże skłonności do „heheszkowania” – zrobiłabym z seryjnego mordercy fajtłapę albo pechowca. Zaraz by to położyło gatunek 😉
Jagna: No, to faktycznie nie nasza bajka. Choć w drugim tomie planujemy elementy thrillera, jeden z bohaterów będzie miał problemy z prawem. Więcej nie zdradzę.


Merenwen1 lutego 2018 12:35
- Czy Panie już wcześniej interesowały się mową kwiatów, czy dopiero na potrzeby książki zaczeły zgłębiać temat i skąd czerpały informacje.
- Z opisu wynika że w powieści ważną rolę odgrywają zwierzęta. Czy autorki mają swoich pupili i czy ewentualnie były pierwowzorem.
- Jakie Panie mają hobby, co lubią robić w wolnym czasie?
Pozdrawiam

Justyna:
Mowę kwiatów odkryła przede mną Jagna, wcześniej nie miałam pojęcia o tym skomplikowanym języku. Mam dwie suczki - Merde i Brombę, papugę Zbigniewa i dwa myszoskoczki. Zbigniew ma wystąpić w 3 tomie 🙂 Moim hobby jest rękodzieło - jestem absolwentką Uniwersytetu Ludowego w Woli Sękowej, gdzie uczyłam się M.in haftu krzyżykowego. Trochę o nim jest w Ogrodzie Zuzanny 🙂

Jagna: To głównie ja zafascynowałam się mową kwiatów, usłyszałam o niej kiedyś przypadkiem, w programie o brytyjskich ogrodach. Jestem psychologiem, szkoliłam się na terapeutę rodzinnego. Problemy w komunikacji między ludźmi to mój żywioł.  Pomyślałam: hej, a gdyby najważniejszych rzeczy nie trzeba było mówić słowami, gdyby dało się do tego wykorzystać ten sekretny, piękny język? To był pierwszy impuls. Potem ściągnęłam przez amazona reprinty wiktoriańskich podręczników o mowie roślin. Z nich czerpałyśmy wiedzę. Jeśli chodzi o pupili, to aktualnie mam dwa psy, dwa koty i konia o wdzięcznym imieniu Brego. Jeszcze czekają na opisanie w którejś z książek 😊 A hobby? Ogród, książki i zwierzęta!



Monika Płatek1 lutego 2018 12:34
Witam! 1.Kiedy i w jakich okolicznościach się panie poznały? 2. Załóżmy, że każda z pań chce opowiedzieć coś o sobie i swoim życiu za pomocą bukietów kwiatów własnej kompozycji - jak wyglądałby ten bukiet, co chciałyby panie nam przekazać za pomocą mowy kwiatów? 3. Które ze znanych dzieł malarskich mogłoby przedstawiać/ilustrować ogród każdej z pań? Pozdrawiam

Witam! 1.Kiedy i w jakich okolicznościach się panie poznały?

Justyna: Poznałyśmy się w 2000 roku,w redakcji miesięcznika Claudia.

2. Załóżmy, że każda z pań chce opowiedzieć coś o sobie i swoim życiu za pomocą bukietów kwiatów własnej kompozycji - jak wyglądałby ten bukiet, co chciałyby panie nam przekazać za pomocą mowy kwiatów?

Justyna: Ja mam dwie odpowiedzi – i nie będę się sugerować mową kwiatów, bo jej nie znam na pamięć. To Jagna ma wszystkie podręczniki. Natomiast o sobie najchętniej opowiadałabym bukietem ciemnofioletowego, pachnącego bzu – ze względu na ten najpiękniejszy zapach na świecie. Albo jesiennymi różami. Podobno gdy przyszłam na świat (a urodziłam się ostatniego dnia lata) mój tata przyniósł mojej mamie wiązankę jesiennych, herbacianych róż. Oba bukiety, choć różne, znaczą to samo: jestem sentymentalna i uwielbiam piękne zapachy 😊

3. Które ze znanych dzieł malarskich mogłoby przedstawiać/ilustrować ogród każdej z pań?

Justyna: U mnie to zdecydowanie Picasso 😉 – żartuję trochę, ale w rzeczywistości nie mam talentu do ogrodnictwa. Mój ogród przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. Niczego nie udaje mi się wyhodować, sadzę to tak, to śmak – jedyna rzecz, która mi świetnie rośnie, to świerki. I paprocie. Oraz pokrzywa – z niej robię herbatę i zupę. Mam też kącik ziołowy, bo zielarstwo to moja skryta pasja.

Jagna: Poznałyśmy się prawie 20 lat temu w redakcji pisma dla kobiet, w której obie pracowałyśmy. Nasza ówczesna szefowa była psychopatką, żywcem wyjętą z "Diabeł ubiera się u Prady". Chyba to tak bardzo nas zbliżyło do siebie. A co chciałabym przekazać mową kwiatów? Chyba wręczyłabym Wam wszystkim, kochane panie, bukiety z niezapominajek, konwalii i głogu. Żebyście o nas pamiętały. Chcemy dla Was pisać i będzie to nasze największe szczęście, jeśli plan ten się powiedzie. Jeśli zaś chodzi o malarza, to mam nadzieję, że mój ogród przypomina te z obrazów Bazylego Albiczuka. Projektowałam ogród z myto jego płótnach...

Anonimowy1 lutego 2018 16:49
1.Czy łatwo jest pisać w duecie?
2.Czy są w książce akcje,które wydarzyły się w rzeczywistości?
3.Jakie są Wasze marzenia?
BeniaBadera

1.Czy łatwo jest pisać w duecie?

Justyna: I łatwo – bo szybciej i więcej pomysłów, i trudniej – bo trzeba iść na kompromisy.


2.Czy są w książce akcje, które wydarzyły się w rzeczywistości?

Justyna: Jest ich cała masa! Ja robię to nagminnie: wkładam do książki fragment prawdziwego życia, prawdziwe sytuacje. Robię to i w książkach dla dzieci, i w książkach dla dorosłych. Podam tylko jeden przykład: historia Olgi Sobczak wydarzyła się naprawdę i właśnie tak, ja to opisałam – i była to historia opiekunki mojego brata. Podobnie cały wołyński wątek Cecylii jest mocno inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Prawdziwy jest list, który weterynarz Stasiński znalazł w książce – to list mojego pradziadka do mojej babci. Również ksiądz Fąfara ma odpowiednik w rzeczywistości.  I ten odpowiednik podarował kiedyś swoją gitarę znajomemu chłopcu. Dużo tego.


3.Jakie są Wasze marzenia?
Justyna: Mnie w tej chwili ciężko marzyć. Choć książka jest wesoła – ja jestem w żałobie, niedawno zmarł mój mąż. Czas na marzenia przyjdzie, ale jeszcze trochę. Oczywiście chciałabym, żeby naszej Zuzannie się udało, żebyście ją pokochały. Ale nie umiem w tej chwili nazwać tego „marzeniem”

Jagna: Moim zdaniem w duecie pisze się łatwiej i przyjemniej niż w pojedynkę. Zwłaszcza, gdy jest to duet z przyjaciółką! W książce zawarłyśmy wiele autentycznych wydarzeń i historii. Ot, choćby taki szczegół: Adam znajduje pod drzwiami tarasowymi śpiącego młodego nietoperza. To przytrafiło się mnie kilka lat temu. Jeśli chodzi o marzenia, to jestem mało oryginalna. Pragnęłabym zdrowia i szczęścia dla moich bliskich. No i chciałabym móc dalej pisać. Założyć małą pasiekę. Mieć jeszcze córeczkę.  I... O rany, nie piszę już więcej!

Anonimowy1 lutego 2018 17:39
1.Jak to sie stalo, ze postanowily Panie napisac ksiazke w duecie ? 2.Czyja byla inicjatywa napisania wspolnej ksiazki ? 3. W jakich okolicznosciach sie Panie poznaly ?
STEFANIA KUPCZAK

Justyna: Proszę popatrzeć na wcześniejsze odpowiedzi :)

Jagna: Przyjaźnimy się i dobrze rozumiemy, więc uznałyśmy, że fajniej będzie pisać we dwie. Dobrze się dopełniamy, książka jest dzięki temu
pełniejsza. Nie pamiętam już, która pierwsza rzuciła pomysł, byśmy wspólnie pisały, pewnie zrodził się sam podczas telefonicznej burzy mózgów. A znamy się prawie 20 lat, pracowałyśmy z jednej redakcji, dowodzonej przez szefową - mobberkę, która kazała nam siedzieć w biurze
do 21 i nie była w stanie zapamiętać imion podwładnych. A było nas raptem kilkanaście...


Aneta1 lutego 2018 18:31
Na kwiaty można patrzeć.
Kwiaty można wąchać.
Gdyby trzeba było dokonać wyboru (oby nigdy się tak nie stało!) co lepiej byłoby wybrać: stracić węch czy wzrok?
Wiem...okrutne...ale intrygujące i zmuszające do myślenia...
Aneta P.

Justyna: Jednak węch. Przykro mi to mówić, bo dostarcza on przyjemności. Ale znacznie trudniej funkcjonować bez wzroku.

Jagna: Rany boskie! Jak każdy, wolałabym nie tracić w życiu absolutnie niczego, ale gdyby ktoś postawił mnie przed takim okrutnym wyborem, zachowałabym wzrok. Uwielbiam zapachy, ale mam znajomego, który w ogóle ich nie czuje z powodu polipów. Twierdzi, że to niezła dieta odchudzająca 😊

Jola1 lutego 2018 21:16
Każda książka ma swoją duszę. Co mogą Panie powiedzieć o duszy "Ogrodu Zuzanny"? Czy jest rozważna ,czy romantyczna? Czy kobieca,czy też są tam pierwiastki męskie?Jaką ma w sobie tajemnicę? Jolanta Ćmil

Justyna: Zuzanna jest rozważna. Ale i romantyczna, oczywiście – czy inaczej pielęgnowała by w sobie przez tyle lat wspomnienie o tej młodzieńczej miłości. Pierwiastki męskie w naszych bohaterkach owszem są – bo są i w nas, piszących. Każda kobieta, która musi sobie radzić w życiu, ma pierwiastki tradycyjnie przypisywane mężczyznom. Oczywiście, że Zuzanna ma w sobie tajemnicę – o tej tajemnicy jest cała książka!

Jagna: Och, "Ogród Zuzanny" ma zdecydowanie romantyczną duszę! I faktycznie skrywa pewną tajemnicę. Nie mogę jej jednak wyjawić, bo zepsułabym całą przyjemność z czytania 😊

Anonimowy1 lutego 2018 21:21
1. Czy po napisaniu tej książki inaczej patrzą Panie na rośliny w swoich przydomowych ogródkach?
2. Skoro w książce tyle jest o roślinach, to ja pomyślałam o... ziołach. I herbatkach, które podałabym bohaterkom, gdybym mogła je spotkać osobiście. Dla babci - herbatka lipowa na długowieczność, Krystynie - napar z piołunu (by zrozumiała, że nie można być takim zgorzkniałym) oraz - dla Zuzanny - napar z miłorzębu japońskiego, który doda energii do zmian. 
Czy Panie podałyby swoim bohaterkom inne herbatki?
3. W liście napisały Pani, że Zuzanna, komponując ogród, przesyła w ten Adamowi wiadomość. A jaką wiadomość dla czytelników zawarły Panie w książce? 

1.Czy po napisaniu tej książki inaczej patrzą Panie na rośliny w swoich przydomowych ogródkach?

Justyna: Choć w naszym duecie to nie ja jestem ekspertką od roślin – rośliny od dawna do mnie mówią i zaprzyjaźniam się z nimi, jak z ludźmi. Dlatego ciężko mi przychodzi np. wycinanie czegoś. Nie wycina się członka rodziny, który jest z tobą od kilkunastu lat!

2.Skoro w książce tyle jest o roślinach, to ja pomyślałam o... ziołach. I herbatkach, które podałabym bohaterkom, gdybym mogła je spotkać osobiście. Dla babci - herbatka lipowa na długowieczność, Krystynie - napar z piołunu (by zrozumiała, że nie można być takim zgorzkniałym) oraz - dla Zuzanny - napar z miłorzębu japońskiego, który doda energii do zmian. 
Czy Panie podałyby swoim bohaterkom inne herbatki?

Justyna: Myślę, że pani pomysł jest tak dobry, że ja chętnie wypiję wszystkie trzy. Nawet piołun: jest żółciopędny, oczyszcza wątrobę, a to zawsze dobrze robi. Łatwiej schudnąć – czego Krystyna absolutnie nie potrzebuje, a ja – i owszem.

3. W liście napisały Pani, że Zuzanna, komponując ogród, przesyła w ten Adamowi wiadomość. A jaką wiadomość dla czytelników zawarły Panie w książce?

Justyna: Warto wierzyć w miłość. Warto utrzymywać dobre bliskie więzi z rodziną, przyjaciółmi, ale też sąsiadami. Trzeba się opiekować zwierzętami. Nie wolno pielęgnować w sobie uprzedzeń do innych narodów. Oraz: czasem kura okazuje się kogutem, a dziewięćdziesięciolatka może mieć zielone paznokcie.

Jagna: Chyba faktycznie inaczej teraz patrzę na rośliny w moim ogrodzie - pisząc książkę dużo czytałam o roślinach, dowiedziałam się wiele nowych rzeczy. Teraz wiem, że moje brzozy, zaatakowane przez gąsienice, przyzywają za pomocą lotnych związków zapachowych sikorki! Spryciule! Natomiast bohaterkom podałabym moje ulubione herbatki ajurwedyjskie. Nie mam pojęcia o ajurwedzie, ale lubię napary z cynamonu, pieprzu, bazylii... Dla Zuzanny - coś na odwagę, dla Krystyny - na dobry humor, a dla Cecylii - na długowieczność 😊 Jeśli zaś chodzi o wiadomość dla czytelników, to kryje się ona w podtytule książki...

pasjonatka książek1 lutego 2018 22:16
Pierwsze pytanie do pani Justyny :D Na początku zastanawiałam się, czy to przypadkowa zbieżność nazwisk, ale chyba jednak nie :D
1. Łatwiej się Pani pisało książkę przeznaczoną dla dorosłego odbiorcy, czy te dla dzieci? 
2. Z ilu części będzie się składała seria "Ogród Zuzanny"? Renata Bednarczyk

1. Łatwiej się Pani pisało książkę przeznaczoną dla dorosłego odbiorcy, czy te dla dzieci?

Justyna: Książki dla dzieci są krótsze – i to jedyna różnica. Zdziwię panią: to jest tak samo łatwe i trudne. Nie widzę wielkiej różnicy w sobie, piszącej dla małego odbiorcy, i dla dorosłego. Tak jak nie widziałam różnicy, pisząc teksty w gazetach luksusowych, np. w Twoim Stylu czy w Naju. To kwestia wyboru formy. Ale każdego czytelnika trzeba traktować poważnie. Dla dzieci fajniej się pisze o tyle, że można na przykład szaleć z wyobraźnią. Ja chętnie posadziłabym Zuzannę na latającym dywanie – ale czy panie zaakceptowałyby taki zwrot akcji 😉

2. Z ilu części będzie się składała seria "Ogród Zuzanny"? 

Justyna: Na razie mowa była o trzech, a jeśli ją pokochacie – jest pomysł i na czwartą część. Teraz piszemy drugą. Każda z trzech jest poświęcona innej z przyjaciółek. Po Zuzannie – czas na Wiolę. Trzecia będzie Kazia.

Jagna: Pytania są raczej do Justyny, ale odpowiem na ostatnie: mamy pomysły na cztery tomy "Ogrodu Zuzanny". Ile powstanie - zależy od czytelniczek.



Edyta Chmura1 lutego 2018 23:52
1. Czy lubią Panie dostawać kwiaty? Jeśli tak, to jakie?
Ja muszę się przyznać, że kwiaty nie należą do moich ulubionych prezentów. Mąż już wie, że nie ma co mi ich kupować, bo tak szybko więdną, że tylko mnie zasmucają ;) Nawet znalazłam cytat w "Błękitnym zamku" L.M.Montgomery, który idealnie wyjaśnia moje upodobania:
„Szkoda zrywać leśne kwiaty. Zabrane ze swego naturalnego środowiska tracą połowę piękna i czaru. Cieszyć się nimi należy inaczej: szukając i znajdując w oddalonych zakątkach, napawając wzrok ich widokiem i pozostawiać je nietknięte. Ze sobą zabieramy tylko wspomnienie ich uroku i zapachów”. 
2. Proszę sobie zatem wyobrazić, że w dniu moich urodzin mamy się spotkać. Kwiatów mi Panie nie podarują, ale za to mogą mnie zabrać w jakieś urokliwe miejsce. Co to będzie za miejsce? :)
Pozdrawiam!

Justyna: Uwielbiam Błękitny zamek, jako dziewczyna przeczytałam tę książkę chyba ze dwadzieścia razy… Ale kwiaty w domu bardzo lubię, jak najbardziej. Lubię je też dostawać – wczoraj dostałam przepiękną azalię, tulipany i hiacynta. Mam już dzięki temu kawałek wiosny w domu.


2. Proszę sobie zatem wyobrazić, że w dniu moich urodzin mamy się spotkać. Kwiatów mi Panie nie podarują, ale za to mogą mnie zabrać w jakieś urokliwe miejsce. Co to będzie za miejsce? :)

Justyna: A nie mamy żadnych ograniczeń w czasie i przestrzeni? Ja ostatnio myślę, że chciałabym polecieć na Azory – portugalskie wyspy, na środku oceanu. Jest tam przepięknie. Zielono, jednocześnie egzotycznie i europejsko. Gdyby nam się zgrały terminy i miałaby pani ochotę, zabrałabym panią z przyjemnością!

Jagna: Och, doskonale rozumiem te wątpliwości! Nie potrafię ścinać kwiatów we własnym ogrodzie, chyba, że zbliża się burza i jest jasne, że za chwilę zostaną zmiecione z powierzchni ziemi. Cięte kwiaty kupuję od starszych pań na bazarze. Natomiast Panią, Edyto, zaprosiłabym do mojego ogrodu. W sezonie pełno tu kwiatów, ptaków, a i dobre towarzystwo się znajdzie 😊

czwartek, 1 lutego 2018

Zaczynamy napełniać sakiewkę czyli sakiewka z pytaniami została otwarta :)

Moi kochani zaczynamy zadawać pytania Pani Justynie i Pani Jagnie . Jedna osoba może maksymalnie zadać 3 pytania. Pod tym postem w komentarzach. Jedno z najciekawszych, najbardziej intrygujących (wyboru dokonają autorki) wygra "Ogród Zuzanny". Pytania zbieramy do jutra (do 2 lutego), do 22:00. Wiem, że część z Was nie czytała jeszcze powieści ale sporo już o niej można przeczytać. I tutaj na blogu i w necie ogólnie. Panie napisały do nas piękny list, który też może inspirować. To co? Zaczynamy?

środa, 31 stycznia 2018

Witaj na świecie Zuzanno! Czyli świętujemy narodziny powieści :)


Makatka wyszywa się dalej. Moim zdaniem powstaje nam przepiękny, ciepły i pełen barw obraz. Ale przechodzę do meritum: otóż moi kochani dziś mamy oficjalną premierę "Ogrodu Zuzanny". Trzeba by było odśpiewać sto lat, powiedzieć "Witaj na świecie maleńka" (swoją drogą to tytuł jednej z moich ulubionych powieści:)) i pogratulować serdecznie Autorkom. Niniejszym wszystko to czynię, poza śpiewaniem, bo bardzo Was lubię i nie chcę skazywać nikogo na takie wstrząsające i nie dające się zapomnieć doświadczenie :)
Drogie Panie, Justyno i Jagno, serdecznie Wam gratulujemy i z otwartymi ramionami witamy wśród nas wszystkie panie Czaplicz.
A jak urodziny to i niespodzianka. Z tej okazji nasze Autorki napisały specjalnie dla Was tekst. Trochę o sobie, trochę o książce, trochę o ogrodach... Ja od siebie powiem tylko tyle: po lekturze mam takie nieodparte wrażenie, że obie Panie są z tych co znają Józefa i wydaje mi się, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. A teraz zapraszam Was do przeczytania :) Oczywiście jeżeli ktoś czuje potrzebę (a zapewne ją czujecie:)) można zostawić w komentarzach paę miłych słów :) Wszak należy ciepło przyjąć Zuzannę :)
A i jeszcze jedna rzecz: zapraszam wieczorem, na sakiewkę z pytaniami i tak jak zawsze będzie można zadawać pytania autorkom i przy okazji przytulić egzemplarz "Ogrodu". A teraz oddaję głos Jagnie i Justynie :)

Dzień dobry, to my :)

Jest takie stare przysłowie: „Chcesz być szczęśliwy jeden dzień, upij się. Chcesz być szczęśliwy tydzień – urządź świniobicie. Chcesz być szczęśliwy miesiąc – ożeń się. Chcesz być szczęśliwy całe życie – załóż ogród”. Kiedy zaczęłyśmy myśleć nad książką wiedziałyśmy, że musi być pełna miłości i rodzinnego ciepła, ale szukałyśmy też magicznej „przystani”, rajskiego świata, do którego mogłybyśmy zaprosić nasze czytelniczki. Ponieważ obie kochamy zieleń i mamy ogrody, mniej lub bardziej zadbane, wydawało nam się oczywiste, że tą przystanią stanie się właśnie ogród.
Jesteśmy osobami absolutnie różnych temperamentów – a mimo to w trakcie pisania udało nam się dość szybko „zgrać”. Na początku ustaliłyśmy zarys fabuły, spis bohaterów, każda zaproponowała swoich. Potem opisałyśmy ich historie i wymieniłyśmy się opisami. Jednocześnie ustaliłyśmy, jak mają wyglądać postacie z książki– żeby każda mogła sobie wyobrażać podobnie. Omawiałyśmy rozdział po rozdziale (cały czas tak robimy) i prowadziłyśmy „swoje” wątki. Oczywiście, nie obyło się bez drobnego starcia, pod sam koniec. Okazało się bowiem, że każda z nas włożyła w „Ogród Zuzanny” tyle serca, tyle własnych historii i marzeń – że nagle, gdy „ta druga” chciała coś do tego dodać, była postrzegana jak intruz. Na szczęście ten stan trwał krótko. Za długo się znamy, za bardzo się lubimy. Uważamy też, że tak bardzo się różniąc, możemy więcej dać naszej powieści. Nowe spojrzenie, dzięki temu obraz Starej Leśnej, miasteczka, w którym rozgrywa się akcja powieści, staje się wielowymiarowy. 
Nie mogłam się zdecydować, które zdjęcie wybrać więc dodałam dwa :) 

A skąd pomysł na tytuł? Główna bohaterka projektuje dla swojego byłego ukochanego ogród – szczególny, bo mówiący. Być może jedyny na świecie założony zgodnie z wiktoriańską mową roślin. W dziewiętnastowiecznej Anglii kobieca kibić musiała być ciasno opięta gorsetem, ale w życiu społecznym także brak było swobody – obowiązywały konwenanse. Zwłaszcza uczuć nie wolno było komunikować wprost, więc wymyślono inny, sekretny język: porozumiewano się nim, wręczając drugiej osobie bądź to bukiet, bądź zasuszone płatki konkretnego kwiatu. Kompozycja z niezapominajek, gałązki kwitnącego głogu i konwalii znaczyła: „Nie zapominaj mnie! W tym cała moja nadzieja”. Nasza Zuzanna, komponując nasadzenia w ogrodzie Adama, przekazuje mu inną, skomplikowaną i szalenie ważną dla wielu osób wiadomość. A jaką – by się o tym przekonać, trzeba przeczytać książkę… Zapraszamy!


wtorek, 30 stycznia 2018

Strzeżcie się czyli "Ogród Zuzanny"

"Ogród Zuzanny" brzmi niewinnie. A tymczasem moi drodzy nie ulegajcie pozorom, nie dajcie się zwieść, krótko mówiąc: strzeżcie się!  Bo w momencie gdy otworzycie książkę i leniwie przesuniecie wzrok po pierwszych słowach przepadniecie i słuch po Was zaginie. Z pełną świadomością zignorujecie głodnego męża, jęczące potomstwo... Ba, żebyście w pełni pojęli co was czeka dodam, że nawet domagający się napełnienia miski kot, nic nie wskóra. A wiadomo, że zignorowanie potrzeb kota to już wyższa szkoła jazdy:). Bowiem "Ogród Zuzanny" wciąga i nie daje się odłożyć.
W tej powieści jest wszystko co kocham i co Wy pokochacie. Trzy pokolenia kobiet: babka, matka i córka, mieszkające pod jednym dachem, w urokliwym domu - Kurzej Stopce. Domu, którego absolutnie nie chce się opuszczać. W kuchni zawsze jest coś pysznego do przegryzienia, najstarsza z pań Czaplicz, Cecylia, piecze i gotuje jak anioł. I ogólnie jest takim domowym aniołem stróżem. Gdy trzeba przytuli, pogłaszcze i pocieszy ale też umie nieźle zmyć głowę. Parzy tajemnicze herbatki, robi motanki, zaczarowuje rzeczywistość. Krystyna, jej córka ma zupełnie inny charakter. Życie jej nie oszczędzało i zapewne dlatego oblekła się w kolczasty, ochronny pancerz. Tylko, czy na pewno jest jej w nim wygodnie? Czy naprawdę jest taka szorstka, czy udaje tak skutecznie, że nawet samą siebie potrafi oszukać? Jest jeszcze Zuzanna, wnuczka Cecylii i córka Krystyny. Mądra, wrażliwa i bardzo pogubiona. Sama wychowuje syna, pracuje jako projektantka ogrodów, które jednocześnie są jej wielką miłością i pasją. Zuzanna kocha rośliny i fascynuje się wiktoriańską mową roślin. Uwierzcie, że znając sekretny język kwiatów, można powiedzieć praktycznie wszystko. Wyznać miłość, oznajmić, że ma się żal a nawet, że skrywa się pewne tajemnice. Zuzanna tęskni za miłością. I choć stara się brać przykład z babci, nie zawsze udaje jej się patrzeć na świat z optymizmem, choć trzeba przyznać, że bardzo się stara.
Polecam z całego serca!!!

Sporo też w tej powieści, barwnych postaci pobocznych (choć właściwie nie wiem, czy można je tak nazwać, bo każda z nich odgrywa w powieści istotną rolę), które sprawiają, że samemu chciałoby się zamieszkać w Starej Leśnej. Proboszcz Fąfara - motocyklista, sąsiad pań Czaplicz, Jacek Wtorek - zwariowany ekolog, cukiernik Stanisław Grzybek- smakosz, Kazia i Wiola - przyjaciółki Zuzanny, Wiesław Koczocik - aptekarz... Można by było jeszcze długo wymieniać. Ale jeżeli nadal nie czujecie się dostatecznie przekonani dodam, że spotkacie tutaj niesamowicie wojowniczą kurę, świnię, która nadmiernie wyrosła, psa, który cierpi na brak miłości... I jak tam czujecie się choć odrobinę zaintrygowani? Powinniście :)
Ta książka pachnie kwitnącym ogrodem i  ciastem, budzi tęsknotę za domem i opiekuńczymi ramionami bliskich. Sprawia, że nagle uważniej patrzymy na przyjaciół, dzieci i współmałżonków. Jest mądra i głęboka, bo mówi o tym co najważniejsze: o lojalności, miłości i przyjaźni. O wybaczaniu i zrozumieniu. O przewrotności losu i tęsknocie za miłością. Jest zarazem zabawna i wzruszająca, ciepła i otulająca.  Emanuje z niej świeżość, radość i przykazanie, by czerpać z życia pełnymi garściami. 
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że pokochałam bohaterów "Ogrodu Zuzanny". I zachęcam Was byście pozwolili sobie na to samo :) 

Dodatkowo zapraszam Was jutro, bo o książce i trochę o sobie opowiedzą same autorki. Tymczasem tutaj pod tekstem napiszcie dlaczego chcielibyście przeczytać "Ogród Zuzanny". Razem z paniami Jagną i Justyną wybierzemy jedną z odpowiedzi a jej autora obdarujemy powieścią. Pozdrawiam Was serdecznie!