piątek, 27 marca 2015

Weekend z książką :)


U mnie na tapecie "Stulecie Winnych" tom pierwszy a wy co czytacie? I jak? Pojedynczo czy kilka pozycji jednocześnie? I które z czytających byście wybrali? Tę panią z pierwszego zdjęcia czy pana z drugiego? Zauważyliście, że zdjęć z czytającymi panami jest mniej?


środa, 25 marca 2015

Zwariowaliśmy, zwariowaliście czyli o potędze marzeń i miłości do książek

Księgarenka "Opowieści Samotnej sosny" w Big Stone
Gap (zdjęcie STĄD)
Jestem bibliofilem. Kocham stare domy. Mam marzenia i wiarę że się spełnią. Męża który jest moim najlepszym przyjacielem. I dość często gdy opowiadamy z Kubą o tym o czym marzymy słyszymy od ludzi: "Zwariowaliście". Po tym wstępie już jasno widać, że byłam skazana na zachwyt. Choć jeszcze o tym nie wiedziałam. Wy też pewnie jeszcze nie wiecie, że to nie będzie opowieść o nas tylko o Jacku i Wendy. Parze, która postanowiła podążyć za marzeniami i założyć własną księgarnię z używanymi książkami.
"Księgarenka w Big Stone Gap"stała na mojej półce już od dawna. Właściwie sięgnęłam po nią przez przypadek. Po prostu wylosowałam książkę z półki na której stoją te nie przeczytane (dobrze przyznam się od razu, że sporo mam tych półek z zaległościami:)). Otworzyłam i przepadłam. Od pierwszych stron. Właściwie wystarczyło zerknięcie na fragment:

"Kiedy sprzedajesz komuś książkę, nie sprzedajesz po prostu trzynastu gramów papieru, tuszu i kleju - sprzedajesz całe nowe życie. Miłość, przyjaźń, humor i statki na morzu w nocy - w książce, prawdziwej książce, są całe niebo i ziemia."

Christopher Morley, The Haunted Bookshop

I serce zaczęło mi szybciej bić. A potem było tylko lepiej. Jack i Wendy kupują stary dom:

"Za sprawą czegoś, co niebezpiecznie przypominało kaprys, zostaliśmy przerażonymi właścicielami edwardiańskiej posiadłości z pięcioma sypialniami i trzema łazienkami, z których tylko jedna działała, skrzypiącymi drewnianymi podłogami i przeciekającym dachem. Nie mieliśmy grosza przy duszy. Pod wpływem salsy i sangrii postanowiliśmy założyć w tym domu księgarnię z używanymi książkami, choćbyśmy to mieli przypłacić życiem."

Cóż poczułam się trochę tak jakbym właśnie czytała o sobie i Kubie (mężu). Wprawdzie nie kupiliśmy jeszcze domu ale wierzę, że w końcu ten moment nadejdzie. Dom najprawdopodobniej nie będzie edwardiański ale za to też będzie miał skrzypiące podłogi, schody na piętro i zapewne niejedną rzecz cieknącą, walącą się i wymagającą naprawy. Fragment z brakiem grosza przy duszy też zabrzmiał niepokojąco znajomo. I choć u nas prawdopodobnie będzie pensjonat/agroturystyka/coś w ten deseń to mam nadzieję, że będzie przypominało choć trochę księgarenkę. A księgarnia Jacka i Wendy to nie jest zwyczajne miejsce. Mam wrażenie, że coś co rodzi się nie z chłodnych kalkulacji ale przede wszystkim powstaje za sprawą marzeń nie może być zwyczajne. Już samo to, że powstało z miłości sprawia, że takie miejsca są odrobinę magiczne, klimatyczne i przyciągające niczym magnes. Czytając "Księgarenkę" widziałam te wszystkie półki zapełniające się powoli książkami, widziałam Jacka i Wendy dźwigających pudła, głaszczących swoje koty, rozmawiających z klientami. Ich księgarnia stała się miejscem spotkań, zwierzeń, miejscem gdzie pod osłoną książek, przy ciepłej szklance herbaty i ciasteczkach każdy mógł się wypłakać, podzielić swoimi kłopotami, radościami i nadziejami. Albo w zupełnym milczeniu schronić się wśród przyjaźnie mruczących książek.

Ale początki wcale nie były łatwe. Życie w niewielkim miasteczku rządzi się swoimi prawami. I na początku niewiele osób traktowało pomysł z księgarnią na poważnie. Na wiadomość o planach Wendy i Jacka mieszkańcy zwykle reagowali jednym słowem: "Zwariowaliście"! Bardzo wymowne jest jedno ze zdań w książce, mówiące właśnie o początkach i reakcji sąsiadów: "Cieszymy się, że tu jesteście, szkoda że nie zostaniecie dłużej".
Ale jak widać chcieć znaczy móc. Wendy i Jack wytrwali. Spełnili swoje marzenie, stworzyli miejsce do którego ciągną mieszkańcy miasteczka i ci, którzy muszą do księgarenki dojeżdżać i tacy, którzy wpadają do niej wtedy gdy przyjeżdżają z wizytą do krewnych i przyjaciół. Co niektórzy przychodzą na pogawędki, inni by pogłaskać leżące na półkach z książkami koty jeszcze inni by robić to wszystko razem. No i większość kupuje książki, przegląda książki, wącha książki... Tak moi kochani to trochę przypomina mały skrawek raju.
Księgarenka jest jedną z tych książek, które zamieszkają na półce z ulubionymi. Jest dla mnie takim wskaźnikiem, że trzeba podążać za marzeniami. I ciężko pracować by mogły się spełnić. Tym cenniejsza, bo opisująca prawdziwe zdarzenia i prawdziwych ludzi. Księgarenka w Big Stone Gap naprawdę istnieje, historia jest prawdziwa, Wendy i Jack zapewne teraz siedzą u siebie wśród półek i piją aromatyczną herbatę. Jeżeli ktoś z Was jeszcze nie miał okazji przeczytać "Księgarenki" serdecznie polecam. I ostrzegam, że książka sprawia, że czytający nie tylko chce odmienić swoje życie ale zaczyna wierzyć, że mu się to uda.
A tutaj możecie zajrzeć do Jacka i Wendy :)




piątek, 20 marca 2015

Plan coś co potem...

Macie czasem takie momenty kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno? No ja właśnie zaliczyłam dzisiaj taki dzień. Rewelacyjnie wpisują się tutaj słowa Tuwima: "Plan coś co potem wygląda absolutnie inaczej". Poza tym, że wszystko się gmatwało to jeszcze dodatkowo Pulet (nasza suczka) została lekomanką i zeżarła pół opakowania ulgiksu oraz podleczyła stawy flexusem. Cóż wzdęcia jej przez najbliższe dni nie grożą:) Co więcej ulgiks chyba jej nie zasmakował bo drugą połowę opakowania wypluła.
A tak naprawdę weszłam tutaj żeby powiedzieć Wam, że mąż mi właśnie zaśpiewał fragment piosenki, sprzedał mi ją i teraz łazi mi po głowie nieustannie. A co mam tak sama się męczyć, niech wam też zacznie łazić:) Dzielę się więc z wami piosenką "Pytasz mnie" :)


poniedziałek, 16 marca 2015

Pysznie! Czyli sernik z kajmakiem, mleczkiem kokosowym i dżemem porzeczkowym:)


Oto dowód: wyszedł:)
Właściwie powinnam zacząć od zanucenia: ona temu winna, ona temu winna. Mówiąc ona mam na myśli Sabinkę. Jakiś czas temu podczas rozmowy przez telefon rozpływała się nad tym jaki to właśnie dobry sernik pochłania do porannej kawy. I od tamtego momentu się zaczęło. Wizja sernika zaczęła krążyć nade mną. Skradać się tuż za moimi plecami. Umiejętnie kusić. No i w końcu w sobotę się poddałam. Ale że lubię eksperymentować zwykły sernik nie wchodził w grę. I tak upiekłam to kajmakowo - kokosowe cudo. Dobre. A dowód? Wczoraj już go nie było. dodam tylko, że wyciągnęłam go z piekarnika w sobotę wieczorem więc ulotnił się w tempie ekspresowym :) Jeżeli by ktoś miał ochotę podaję przepis. Grzechu warte więc zachęcam do zrobienia:)

Kajmakowe serowe cudo

Składniki:

1 kg twarogu sernikowego zmielonego trzykrotnie (lub pół na pół z mascarpone)
3 łyżki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki cukru pudru
5 jajek
200 ml mleka kokosowego z puszki
1 puszka ok. 500 g masy kajmakowej
opcjonalnie 2 łyżki likieru amaretto
kakao
100 g dżemu z czarnej porzeczki

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 180 stopni C. Składniki na masę serową miksujemy na małych obrotach miksera i niedługo, do połączenia się składników.
Do większej miski włożyć ser, dodać mąkę ziemniaczaną, cukier puder i zmiksować. Następnie dodawać po jednym jajku za każdym razem miksując, tylko do połączenia się składników. Na koniec dodać likier amaretto i zmiksować.
Masę podzielić na pół, do jednej dodać mleko kokosowe i zmiksować. Do drugiej dodać masę kajmakową i również zmiksować (jeśli w masie kajmakowej są grudki najlepiej ją wcześniej rozmiksować mikserem lub energicznie wymieszać rózgą/trzepaczką).


Do tortownicy o średnicy ok. 23-24 cm wylać połowę "białej" masy, równomiernie rozprowadzić po powierzchni. Wstawić do piekarnika i piec przez ok. 13-15 minut do ścięcia się masy. Wyjąć tortownicę na blat i wyłożyć połowę serowej masy kajmakowej, delikatnie wyrównać powierzchnię i znów piec przez ok. 13 minut do ścięcia się masy. Wyjąć formę z piekarnika, oprószyć kakao, na wierzch wyłożyć łyżką resztę białej masy. Piec jak poprzednio. Teraz wyłożyć dżem a na wierzch resztę serowej masy kajmakowej i upiec jak poprzednio.
Wyłączyć piekarnik i studzić sernik stopniowo, najpierw otworzyć drzwiczki, później wysuwać sernik z piekarnika. Ostudzić, zdjąć obręcz i schłodzić bez przykrycia. Przed podaniem posypać kakao przez sitko.

Przepis pochodzi STĄD

sobota, 14 marca 2015

Okładkowo :)

Zapraszam: są z miłością w tle i to taką, która niejedno ma imię:) Głosujcie, za momencik wstawię ankietę. Głosujemy przez tydzień do 21 marca. A oto bohaterki:

okładka numer 1

okładka numer 2

okładka numer 3

okładka numer 4

okładka numer 5

okładka numer 6

okładka numer 7