czwartek, 27 sierpnia 2015

Biblioteczny stosik, pierwszy ale nie ostatni :)

To chyba mój pierwszy w życiu stosik :) Znaczy sfotografowany, bo stosików to ja miałam, mam i będę miała pod dostatkiem. To moje plany czytelnicze na najbliższy czas. Czytaliście coś z tego? Albo chcielibyście przeczytać? Albo może chcielibyście recenzję któregoś z tytułów? Jeżeli tak to piszcie :)



Od góry:

Marsha Mehran "Zupa z granatów".
Trzy piękne siostry Aminpur, uciekinierki z ogarniętego rewolucją Iranu, przybywają do małego irlandzkiego miasteczka Ballinacroagh. Otwierają w nim egzotyczną Cafe Babilon. Chociaż tradycyjne perskie potrawy, kuszące nieznanymi aromatami, intrygują mieszkańców, tajemnicze kobiety budzą nieufność i wrogość. Siostry muszą znaleźć sposób, by pokonać ludzką niechęć i zjednać sobie przyjaciół w nowym miejscu. Zupa z granatów- debiut który stał się międzynarodowym bestsellerem - to wypełniona zapachami i smakami magiczna opowieść o konfrontacji dwóch odmiennych kultur, przypominająca Czekoladę i Przepiórkę w płatkach róży. Dodatkowo dla smakoszy trzynaście przepisów na oryginalne potrawy.


Gillian Flynn "Mroczny zakątek"
Libby Day była małą dziewczynką, gdy zamordowano jej matkę i dwie starsze siostry. To jej zeznania doprowadziły do skazania jej piętnastoletniego brata Bena na dożywocie.

Dziś, po dwudziestu pięciu latach, Ben nadal siedzi w więzieniu, a Libby desperacko potrzebuje pieniędzy. Kiedy więc członkowie Klubu Zbrodni, stowarzyszenia, które fascynuje się tajemniczymi zabójstwami uznają, że Ben został niesłusznie skazany i proponują jej pieniądze w zamian za pomoc w jego uwolnieniu, Libby nie może się nie zgodzić. Musi poradzić sobie z demonami przeszłości, ocenić, co naprawdę pamięta z tamtej nocy, a co wmówiono jej w trakcie śledztwa i wreszcie poznać prawdę o swojej rodzinie. Czy brutalnego morderstwa dopuścił się brat, posądzany o satanizm? Czy śledczy popełnili błąd?

Gillian Flynn jest światowym fenomenem wydawniczym. Jej ostatnia powieść, „Zaginiona dziewczyna”, sprzedała się w ponad 6 milionach egzemplarzy i zapoczątkowała modę na thrillery psychologiczne -podobną do tej na kryminały skandynawskie po publikacji trylogii „Millenium”.

Jej debiutancka powieść „Ostre przedmioty”, jako pierwsza w historii, zdobyła dwie Dagger Award. „Mroczny zakątek” został wybrany najlepszą książką roku według „Publisher’s Weekly”, ulubioną książką krytyków „New York Timesa” i „Chicago Tribune”. Tej jesieni w kinach pojawią się ekranizacje dwóch jej powieści: „Zaginionej dziewczyny” w reżyserii Davida Finchera i „Mrocznego zakątka” z Charlize Theron w roli głównej.



Susan Gloss "Vintage. Sklep Rzeczy Zapomnianych" 
W czym tkwi istota kobiecej przyjaźni? Może w umiejętności słuchania i współodczuwania?

Violet, właścicielka sklepu z używanymi rzeczami Vintage, potrafi słuchać. Historii o rzeczach. I historii o ludziach. Jej klientki często odkrywają przed nią swoje tajemnice, choć – na pozór – często mówią tylko o przedmiotach. Porządkując szafy – porządkują swoje życie. I wspomnienia.

Swoją historię ma wszak plamka na sari, w którym wychowana w tradycyjnej hinduskiej rodzinie Amithi ruszyła do Ameryki u boku poślubionego w Indiach męża. I jej rubinowe kolczyki, przechodzące od pokoleń z matki na córkę, w których Jayana, córka Amithi, nie chce wziąć tradycyjnego ślubu. I oddana do butiku sukienka, z którą wiąże się dramat zerwanych zaręczyn April. Kostiumy teatralne i historia wyboru między nowojorską sceną teatralną a dużą rodziną. I kapelusz babci Violet (nie na sprzedaż!)…

W sklepie rzeczy zapomnianych Vintage nie ma rzeczy bez historii, a losy wielu ich byłych i przyszłych właścicielek (i właścicieli!) niekiedy zaskakująco się ze sobą splatają. Przyjaźń nie zna bowiem barier wieku, rasy, pochodzenia. Daje moc, pomaga wyjść bezpiecznie z najtrudniejszych życiowych zakrętów.

A miłość? Potrafi wybaczać. Ale też zmusza do trudnych wyborów.

Jednak żeby naprawdę się zaprzyjaźnić, trzeba też umieć się otworzyć, a to najtrudniej przychodzi samej Violet. Czy jej sklep pełen niecodziennych rzeczy przetrwa?

Sklep rzeczy zapomnianych Vintage to czarująca opowieść o szukaniu nowego życia, o miłości i nadziei, które możemy znaleźć nawet wtedy, gdy się tego najmniej spodziewamy. O możliwościach, które w nas tkwią, a które pomagają nam w sobie odkryć oddane przyjaciółki.

„Cudowna historia stanowiąca kwintesencję prawdziwej kobiecej przyjaźni” – Stephanie Evanovich, „New York Times”.


Józef Ignacy Kraszewski "Wspomnienia Wołynia Polesia i Litwy"
Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy – relacja z podróży po Kresach Józefa Ignacego Kraszewskiego wydana w Wilnie w 1840 roku. Wydanie
paryskie z 1860 ilustrowane było szkicami wykonanymi przez pisarza.











Jan Marcin Szancer "Curriculum vitae"
Chciał być malarzem, tworzyć monumentalne dzieła, został najwybitniejszym ilustratorem książek dla dzieci i młodzieży. Dla grafików, ilustratorów to absolutny ideał, mag. Czarodziej wyobraźni, ambasador wyobraźni, to tylko nieliczne z imion opisujących magiczną moc jego twórczości, dzięki której bez reszty zawładnął i ukształtował wyobraźnię wielu pokoleń Polaków. Trudno znaleźć czytelników, których nie uwiódł delikatnymi, subtelnymi twarzami ludzi o pięknych oczach, smukłych sylwetkach, bajkowym mikrokosmosem pełnym chrząszczy, biedronek, koników polnych, motyli i… krasnoludków. Trudno znaleźć kogoś, kogo nie wprawił w zachwyt owocami współpracy z Janem Brzechwą, Julianem Tuwimem i innymi wybitnymi pisarzami. Lokomotywa, Pan Kleks, Baśnie Andersena, Pinokio to tylko nieliczne z niezapomnianych, wspaniałych dzieł wielkiego mistrza ilustracji.

Wznowiona po ponad 40 latach autobiograficzna książka przypomina niezwykłego artystę, człowieka wielkiej pasji i wrażliwości.

Lekko, bez zbędnego nadęcia, językiem wspaniałego gawędziarza wprowadza nas autor w swoje bogate, aktywne życie, poprzez świat dzieciństwa i młodości przedstawiając swoje fascynacje oraz rozterki życiowe i artystyczne z tego okresu życia.

Muzą Jana Marcina Szancera była ukochana żona Zofia z domu Sykulska. To ona zainspirowała go do napisania tej niezwykle ciekawej książki.

Jesienna lista

Idzie jesień. Nie ma wątpliwości. Czuć już to coś charakterystycznego w powietrzu, wieczory zrobiły się chłodniejsze, liście żółkną... Nadchodzi czas gorącej herbaty, ognia na kominku, włóczenia się po leśnych wrzosowiskach. Babiego lata i promieni słońca, chłodniejszego, bardziej stonowanego jesiennego właśnie. Czas grzybobrań. wieczorów z książką (niby czytanie wieczorne u nas jest czymś normalnym ale to jesienne ma niepowtarzalny klimat), do łask wrócą ciepłe pledy i swetry. Oczywiście do kalendarzowej jeszcze trochę brakuje, ale kalendarz kalendarzem a jesienne symptomy jesiennymi symptomami.
Lubię jesień, poranne mgły, zdystansowane słońce, kolorowe liście. Deszcz i wiatr, który szarpie gałęziami drzew. Dobrze mi wtedy w ciepłym domu, zatulonej w koc z kubkiem herbaty i kotem na kolanach. Wejdźmy w jesień wspólnie. Może listą jesiennych piosenek? Jeżeli jakąś lubicie (nie musi mówić bezpośrednio o jesieni, może się Wam z jesienią kojarzyć) wklejcie mi do niej link z youtuba w komentarzach. Do soboty, do późna w nocy. Niedzielny poranek rozpoczniemy właśnie naszą wspólną listą. Powklejam wszystkie jesienne piosenki. Zobaczymy przy okazji jak komu jesień się kojarzy :). Na dobry początek zaczynam:




środa, 26 sierpnia 2015

Zbrodnia w Szkarłacie, musicie, po prostu musicie przeczytać!

Lubicie zagadki, tajemnice rodzinne, stare dwory z tradycjami i ich mieszkańców, którzy dodatkowo mają wyraźnie zarysowane charaktery?  Jeżeli tak to "Zbrodnia w szkarłacie" jest książką właśnie dla Was. A jeżeli jeszcze lubicie jak książka Wam pachnie dobrą kuchnią, taką, że aż ślinka cieknie, jeżeli z rozrzewnieniem myślicie o dawnych spiżarniach zapełnionych frykasami to tym bardziej nie powinniście przegapić tej powieści. A jeśli dodatkowo marzy Wam się możliwość podejrzenia tego jak odbywały się przygotowania do ślubu mieszkanki dworu to... Sami wiecie:) Koniecznie musicie sięgnąć po książkę autorstwa pani Kasi.
A ślub poprzedzają niecodzienne okoliczności. Panna Helena, przyszła panna młoda, nie ma posagu, choć teoretycznie jest on na wyciągnięcie ręki, ukryty gdzieś na terenie posiadłości, przez jej dziadka. Dodatkowo rodzina ma kłopoty finansowe, stoi na skraju bankructwa. Dwór jest zadłużony, przyszła panna młoda z rezerwą odnosi się do narzeczonego a jakby tego było mało w jednym z pokoi dochodzi do morderstwa. Sami przyznacie, że to dość trudne warunki do urządzenia romantycznego ślubu. 
I z tym wszystkim będzie musiał poradzić sobie  nietuzinkowy detektyw Jan Morawski (osobiście uwielbiam Jana. Bo jak nie kochać kogoś takiego? Inteligentny, przystojny, błyskotliwy. Po prostu marzenie :)) , który początkowo miał li i jedynie zająć się poszukiwaniem ukrytego skarbu.  Teraz będzie miał pełne ręce roboty. 
Kim jest morderca? Czy dojdzie do ślubu? Dlaczego pruski urzędnik jest tak podejrzanie miły? Czy uda się ocalić dwór, który nie jest tylko majątkiem ale uosabia wszystko to co polskie?    
Cóż nie odpowiem na żadne z tych pytań. Nie mogłabym odebrać Wam przyjemności z odkrywania tych wszystkich tajemnic, ze smakowania każdej strony. Bo "Zbrodnia w Szkarłacie" jest właśnie taką powieścią, którą się smakuje.Można się w niej rozkochać. 
Dzięki niej dane mi było przenieść się w czasie do roku 1900, zamieszkać w Jeziorach - wielkopolskim dworze, słuchać zegara wygrywającego w szczególnych momentach Mazurek Dąbrowskiego, zasiadać wraz z mieszkańcami do posiłków, kłopotać się problemami życia codziennego i z zapartym tchem uczestniczyć w poszukiwaniu sprawcy zbrodni.
Katarzyna Kwiatkowska stworzyła barwną i nietuzinkową galerię postaci, splotła ze sobą ich losy i tak je zagmatwała, że nie sposób oderwać się od lektury. Tajemnica goni tajemnicę, napięcie rośnie, bohaterowie co rusz nas zaskakują a ich poczynania sprawiają, że to co początkowo zdawało się oczywiste staje pod znakiem zapytania.
„Zbrodnia w szkarłacie” to nie tylko kryminał ale też świetna powieść historyczna, szpiegowska i przygodowa, z pasjonującym wątkiem miłosnym. To powieść o tym, że nawet gdy Polski nie było na mapach istniała w sercach Polaków. O patriotyzmie, tradycjach skrzętnie pielęgnowanych w polskich domach.  Do końca czytałam z wypiekami na twarzy. A gdy dotarłam do ostatniej strony było mi żal żegnać się z mieszkańcami Jezior i z dworem, w którym nieoczekiwanie dla samej siebie się zadomowiłam.

Koniecznie musicie przeczytać! 

sobota, 22 sierpnia 2015

Czytam... I chcę być Ziemniaczaną Damą.

Czytam "Tysiąc dni w Toskanii". Lubię książki Marleny de Blasi. Są mądre. Nie przesłodzone. Pachnące włoską kuchnią. Pełne krętych ścieżek, uroczych zakamarków, uśmiechów i najróżniejszych charakterów. Można w nich znaleźć atmosferę domu i zaostrzyć nimi apetyt. Nie tylko na jedzenie ale też na to by marzyć i oddychać pełną piersią. I wierzyć. Poza tym pani Marlena wyznaje tę samą filozofię życiową co ja. Oto fragment, którym chciałabym się z Wami podzielić:

"... - Kiedyś znałam pewną kobietę bardzo podobną do ciebie - mówię.
- Chcesz powiedzieć, że wyglądam na Amerykankę? -pyta nieśmiało Flori,tylko nieznacznie obracając głowę w moją stronę.
- Nie do końca. Widziałam tę kobietę zaledwie raz. Miałam wtedy osiem, dziewięć lat. Byłam z wizytą u przyjaciół albo krewnych mojej babci, na wybrzeżu liguryjskim, nieopodal Genui. Raczej nie bardzo mi się tam u nich podobało. Tak czy inaczej wyruszyłam na spacer po plaży, niedaleko domu naszych gospodarzy, ispotkałam pewną kobietę piekącą ziemniaki w ognisku rozpalonym z kawałków drewna wyrzuconego przez fale. Miała na sobie kilka warstw długich spódnic, cała była owinięta szalami i chustami. Uśmiechnęła się do mnie, a ja usiadłam obok niej na piasku i zaczęłam ją obserwować. Wyciągnęła z kieszeni płaską srebrną butelkę, ujęła moją rękę i nalała na nią kilka kropli gęstego, ciemnozielonego płynu.Następnie wypiła odrobinę tajemniczego napoju, uśmiechając się i zamykając z lubością oczy. Ja zrobiłam to samo. Najpierw pomyślałam, że ten zielony syrop jest okropny - zupełnie jakbym piła krople żołądkowe. Jednak gdy go przełknęłam, poczułam właściwy smak i wtedy na mojej twarzy również pojawił się uśmiech. Pierwszy raz w życiu skosztowałam oliwy. (...) 
- Proszę cię, nie przerywaj, mów dalej.
- Otóż ta Ziemniaczana Dama przykucnęła na piasku podobnie tak jak ty przed chwilą. Na nogach miała grube kalosze widoczne spod spódnic.Wpatrywała się w ogień i co jakiś czas wstawała, żeby cisnąć w morze jakiś kamień albo kawał drewna.A gdy ziemniaki przypiekły się na złoty kolor, obróciła je i namaściła oliwą. Rzuciła też garść soli, którą wyjęła z innego magicznego schowka, rozniecając wielkie płomienie. W końcu wsadziła dwa albo trzy kawałki ziemniaka na patyk i podała mi. Zdążyłam nabrać na nie tak wielkiej ochoty, że jadłam parząc sobie usta - nie mogłam się nasycić ani pieczonymi ziemniakami, ani tą chwilą. Chciałam wtedy być nią. Kobietą z plaży. Nosić takie spódnice, szale, chusty i mieć srebrną buteleczkę. Też chciałam umieć sprawić, że kartofel smakuje lepiej niż czekoladowe ciasteczko. To właśnie ona, bardziej niż ktokolwiek inny, pozwoliła mi poznać samą siebie.Niekiedy zastanawiam się czy ta Ziemniaczana Dama nie była jakimś duchem, który pojawił się, by przekazać mi jedną z największych tajemnic - że o urodzie życia decyduje umiejętność cieszenia się chwilą. Tylko, że ta kobieta istniała naprawdę, Flori. I gdy myślę o niej teraz, uświadamiam sobie, że na pewno miała swoje zmartwienia. Ale znalazła sposób, na to, by jej życie mimo wszystko było piękne, tak jak tamtego popołudnia. Przyszło jej to tak samo łatwo, jak wyciągnięcie z kieszeni srebrnej flaszeczki. To był jej dar dla mnie. Pokazała, że szczęście jest kwestią wyboru."

Wiecie co? Też chce być taką Ziemniaczaną Damą. Zaczarowywać zwykłe dni i cieszyć się codziennością. Głęboko wierzę, że szczęście jest kwestią wyboru. Kto się do mnie dołączy i zostanie Ziemniaczaną Damą?

Jak by to było gdyby książek nie było

Wyobrażacie sobie taką sytuację: wstajecie o poranku a wasze półki zapełnione do tej pory książkami świecą pustką. To samo dzieje się w księgarniach, bibliotekach no po prostu wszędzie. Znikają ebooki, audiobooki. Nie ma. Matko, wizja którą tu przedstawiłam przeraziła mnie śmiertelnie. Chyba byłby to swoisty koniec świata. I teraz wyobraźcie sobie w jakiej pustce żyją ludzie, którzy nie czytają... Tak jak Arturo na powyższym zdjęciu nie wiem jak oni mogą to znieść.