sobota, 21 stycznia 2017

U babci jest słodko...

Babcia to jedno z piękniejszych słów świata. Babcia to miłość, ciepło, bezpieczeństwo. To otwarte ramiona, cukierki ukryte w zakamarkach przepastnej torby, stare opowieści, nucone wieczorami piosenki, ciche wieczorne rozmowy, kuchnia węglowa, blask ognia i zapach ciasta... To wielki stół przy którym zasiadała cała rodzina, to mądrość i dobre słowa. Babcia to lek na duże i małe smutki. To dobry duch małych i dużych smutnych i wesołych. To dobra wróżka dzieciństwa i dorosłości. To przywilej bycia małym wnusiem nawet wtedy gdy małym już dawno się być przestało.
Wszystkim babciom chciałabym życzyć wszystkiego co najlepsze. By ich wielkie serca w których jest tyle miłości i poświęcenia otrzymywały w zamian dokładnie to samo: bezkresną miłość i dobroć. Chciałbym im życzyć pamięci innych, nie tylko w tym styczniowym dniu ale przez okrągły rok.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Kordelowa przegięła :) Czyli trzy po trzy o pisaniu

Zadziwiające jak losy różnie się plotą. Pamiętam ten czas gdy pisałam "Wino z Malwiną" i byłam przekonana, że to już ostatnia książka o Malowniczym. A potem, potem pojawiła się Magda i jej "Wymarzony dom". W tym samym miasteczku. Z tą samą Kraśniakową i jej sklepem na rynku, z Uroczyskiem, które w każdym momencie jest gotowe na przyjęcie gości, z panem Mieciem, który pojawia się w już w "Sezonie na cuda" ale tak naprawdę dopiero w "Wymarzonym domu" nabiera swojego specyficznego, Mieciowego charakteru :) Pamiętacie jego pierwsze spotkanie z Madeleine? 

Grzebiąc w torebce w poszukiwaniu kluczy, ruszyła na ocieniony dzikim winem ganek. Stojąc już pod drzwiami, kątem oka dostrzegła jakiś podejrzany ruch. Zdjęta nagłym przerażeniem obejrzała się i zobaczyła, jak z pogrążonego w półmroku kąta ganku gramoli się jakaś postać. Przed oczami stanęły jej wszystkie sceny brutalnych mordów, o jakich czytała i jakie widziała w filmach. Ten ktoś dziwnie się poruszał, ściskając coś pod pachą, i w dodatku wydawała chrapliwe dźwięki.
Jezus Maria, na pewno  ma tam nóż,  przemknęło jej przez myśl i zaczęła gorączkowo grzebać w torebce. Żeby chociaż mieć klucze w ręku... Marne to narzędzie obrony, ale zawsze lepsze niż nic.
Tymczasem przed struchlałą Magdą zatrzymał się zarośnięty, niedomyty osobnik. Przez  moment wpatrywał się w dziewczynę przekrwionymi oczami i nagle, tak jak stał, runął na kolana. Spod pachy wysunęła mu się butelka i rozprysnęła się na podłodze obryzgując obrzydliwie cuchnącym płynem buty dziewczyny.
        Ło, mój ty aniele! - ryknął pełnym głosem domniemany oprawca i w  podniosłym geście wyciągnął ręce w jej stronę. – Na ciebie czekałem całe życie!
Magda słysząc nieoczekiwane wyznanie poczuła, że przerażenie powoli zamienia się we wściekłość. Nie dość, że śmierdziel przestraszył ją śmiertelnie, nie dość, że robi z siebie pajaca, to jeszcze do tego wszystkiego zalał jej całkiem nowe buty czymś, co cuchnie jak podupadająca gorzelnia!
         Czyś ty, człowieku, zwariował? - zapytała lodowato. – Już ja ci dam anioła! Jak wezmę zaraz miotłę, jak pogonię – rozpędzała się, ale ku jej zaskoczeniu na klęczącym jej przemowa nie zrobiła  najmniejszego wrażenia.
        A co tam! Tak ładnie do mnie panienka mówi: pogonię! Żadnego szczucia psami, żadnego wyzywania! - w oczach pijaczyny stanęły łzy. 
Magda poczuła zakłopotanie i lekkie wyrzuty sumienia. Śmierdziel, bo śmierdziel, ale w końcu też człowiek.
        Panie... Jak pan się nazywa? - Z westchnieniem popatrzyła na gapiącego się w nią jak sroka w gnat faceta.
        Miecio jestem... Szkoda, że się butelka zbiła, bo byśmy mogli wypić za spotkanie. Romantycznie by było, bo ja nawet świeczkę tam w kącie mam...
        Panie Mieciu – przerwała mu rozkoszne rojenia, z niepokojem zerkając w kierunku wskazanego przez niego kąta. – Przede wszystkim niech pan wstanie i uważa na szkła. Jeszcze tego by brakowało żeby się pan pokaleczył. Czy ja dobrze rozumiem, że mieszka pan na tym ganku, bo jest pan bezdomny?
        Ja, bezdomny? - oburzył się gramoląc się z kolan. – A skąd. Chałupę mam, jak malowanie. Będzie miała panienka ze mną złote życie – dodał patrząc rozmarzony w oczy Madeleine, która nie wiedziała, czy cała ta sytuacja bardziej ją bawi czy irytuje. – Tylko jest jeden mały kłopot. Żonę mam straszną heterę...
        No tak, to jest pewien problem – odparła rozbawiona. - Sam pan widzi, że chwilowo nie jesteśmy sobie pisani. To teraz niech pan idzie do domu i wytrzeźwieje. Bo aż żal na pana patrzeć.
Co za ulga, gdyby pan Miecio nie miał domu... Ale na całe szczęście miał i dom i żonę, w dodatku, heterę i w związku z tym Magda nie musiała się o niego martwić.
        Idę! Ale wrócę! - zapowiedział pan Miecio, składając na jej dłoni mokry pocałunek. – No anioł, po prostu anioł – dodał na odchodnym i lekko się zataczając, ruszył przed siebie.
Madeleine najpierw upewniła się, że naprawdę poszedł i z westchnieniem ulgi sięgnęła po raz kolejny do torebki. Tym razem klucze znalazły się od razu. Co więcej razem z nimi wyciągnęła również pieprz w sprayu, który nosiła ot tak, na wszelki wypadek, żeby czuć się bezpieczniej, gdy sama wracała wieczorami do domu.
- Kiedy ich potrzebowałam, to ani jednego, ani drugiego nie można było znaleźć! Na chorobę nosić to wszystko, skoro w decydujących momentach okazuje się, że mała damska torebeczka jest bez dna i zamienia się w wielką czarną dziurę, w której wszystko ginie – mruknęła do siebie wsuwając pierwszy klucz do starego zamka. 
Przekręciła go bez najmniejszego oporu, tak samo zresztą, jak i drugi. Natomiast przy trzecim, ostatnim zamku zaczęły się problemy. Żaden klucz do niego nie pasował.

A potem do bezradnej Magdy przyjechała Majka i pszczelarz Florian. No właśnie Majka... Czy wiecie, że "Wino z Malwiną", jak na razie ostatnia opowieść o Majce, wzbudziło wśród czytelników największe emocje? To jedyna powieść odnośnie, której dostawałam od Was takie wiadomości: "Przyzwoity pisarz tego czytelnikowi nie robi" :). Uwierzcie, że naprawdę starałam się być przyzwoita. Tyle tylko, że to co się wydarzyło w "Winie z Malwiną" przerosło nawet mnie. Postacie właściwie same zadecydowały, że historia, którą dla nich przygotowałam im nie pasuje. I zrobiły coś zupełnie innego. Coś czego się nie spodziewałam. To fragment recenzji Sabinki z Sabinkowego czytania (całość TUTAJ). Już jej tytuł "Jestem wściekła" mówi o tym co myśli autorka :)

Z przyjemnością, spacerkiem i w doskonałym towarzystwie powróciłam do Malowniczego i jego mieszkańców. Miło jest tu powracać...
Magdalena Kordel w swej najnowszej powieści "Wino z Malwiną" zdecydowanie stawia na zmiany! Zmiany, zmiany i jeszcze niespodzianki, to wszystko okraszone jak zwykle poczuciem humoru!
Czytelnik trafia do Uroczyska i Majki. Czeka go tam mnóstwo emocji, zaskoczeń, ale też ciepła. Domowa atmosfera zakłócona jest tylko zwykłymi domowymi problemikami...
Maja nadal prowadzi pensjonat, dodatkowo pracując w szkole, choć dyrektorka szkoły nie ułatwia jej zadania... W domu "wychowuje" córkę ( a może odwrotnie?), poskramia cztery psy i kota, nadal przyjaźni się z Jagodą, Miodkiem i...weterynarzem Czarkiem...
Mania wpada na genialny pomysł...
Jagoda czeka na rozwiązanie...
Miodek pomaga kobietom jak może i potrafi...
Czarek...tu "Kordelowa" przegięła!
Proboszcz jak to proboszcz...
A i nowe postaci się pojawią i zaskoczą!
Zacznie się dziać! Oj zacznie! Kiedy w Malowniczym pojawia się Niemka, nie Niemka! Mieszkańcy mają ochotę na...

No właśnie "Kordelowa przegięła" :). No może troszkę. Ale w sumie to w życiu nie ma nic pewnego. A że Majka mieszka w Uroczysku, a tam sezon na cuda już się rozpoczął to na pewno to zakończenie musiało tak wyglądać. Żeby potem wydarzyło się coś zupełnie innego :)
   

 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Świńskie bzykanie czyli "Sezon na cuda" nadchodzi

Już za dwa dni oficjalna premiera "Sezonu na cuda". Podobno to najzabawniejsza z moich książek. Piszę "podobno", bo ja nie powinnam się wypowiadać w tej kwestii. Obawiam się, że nie jestem w stanie właściwie tego ocenić. Ale skoro czytelnicy tak twierdzą, to na pewno tak jest :) Natomiast z całą pewnością mogę stwierdzić, że Majka zrobiła sporo dobrego dla mnie i mojej rodziny. Pisząc o niej pozwalałam sobie na nowo uwierzyć, że wszystko jest możliwe. Że poczucie humoru, dystans i wzięcie się z życiem za bary to gwarancja szczęścia. Przekonałam samą siebie, że nawet jeżeli zaliczy się potknięcie to natychmiast trzeba się podnieść, poskładać w całość pogruchotane kości i maszerować dalej. To właśnie pisząc "Uroczysko" a potem "Sezon na cuda" wypracowałam zasadę: popłakać, popłakać a potem wstać, rozejrzeć się dookoła i stwierdzić: jaka piękna katastrofa! I tak zostało mi do dziś. Jeżeli ktoś jeszcze nie zna opowieści o Majce to zapraszam na fragment. A może skusicie się na nowe, przepiękne wydanie? Wiecie, premiera już 11 stycznia :)



(...)
- Myślę, że jest niezbędny jako środek znieczulający. Złagodzi trochę świadomość tego, co będzie się tu działo przez najbliższe tygodnie. A tak à propos, Marysia wie o twoich planach?
- Nie, najpierw chciałam pogadać z tobą. Poza tym trudno rozmawiać z kimś, kogo nie ma. Gdy jej powiedziałam, że żadna Słowacja nie wchodzi w grę, moja córka niczym wcielenie zbuntowanego demona wybiegła z domu i jeszcze nie wróciła.
- I co, nie szalejesz z niepokoju, że coś głupiego przyjdzie jej do głowy? Czy ty przypadkiem nie jesteś chora? - Jagoda utkwiła we mnie zdziwione spojrzenie.
- Nie szaleję, od momentu gdy zadzwonił do mnie tata Filipa Krawca i powiedział, że moja córka jest u nich i wypłakuje żal do niesprawiedliwej matki, czyli do mnie, w oparcie ich sofy w salonie – wyjaśniłam, krzywiąc się na myśl o tym, co przeżywa Bogu ducha winny facet i sofa.
- Wiesz co, nie rozumiem dzisiejszej młodzieży. Ja na jej miejscu wolałabym wypłakiwać się w mankiet Filipkowi. Ostatecznie skoro już gnała taki kawał, powinna coś z tej rozpaczy mieć. Oparcie sofy oraz salon ma i bez wychodzenia z domu. – Jagoda wzruszyła ramionami.
- Ona też pewnie by wolała jakiś męski mankiet, ale Filipka nie zastała, a jego ojciec nie spełnia kryteriów, więc padło na sofę. Mam tylko nadzieję, że Maryśka nie pomalowała dzisiaj oczu którymś ze swoich mazideł, bo w innym wypadku będę musiała płacić za czyszczenie kanapy. Dobrze, że Filip już wraca, bo strasznie żal mi jego biednego ojca. Biedak stwierdził, że zupełnie nie wie, co się robi z płaczącymi nastolatkami.
- Oświeciłaś go? - Jagoda spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
- A gdzie tam. W tej dziedzinie nie doznałam jeszcze objawienia, natomiast jesteś pierwszą osobą, której się do tego tak otwarcie przyznaję. W każdym razie pan Krawiec obiecał, że odwiezie Marysię do domu, jak tylko uda mu się ją trochę uspokoić. Naiwny facet, widać sądzi, że to jest możliwe. Nie powiedziałam mu, że histeria ma szanse przejść po świętach, gdy Mańka będzie widziała czarno na białym, że nigdzie nie jedzie – mruknęłam z rezygnacją. – Po co mam człowieka dodatkowo dołować.
- Czy to oznacza, że z całą pewnością zdążymy wypić wino i rozplanować świąteczny wieczór, zanim Marysia przemówi ludzkim głosem?
- Obawiam się, że w tym wypadku z istotą ludzką będziemy mieć do czynienia dopiero za parę lat. Nawet wigilijna noc cudów nie pomoże i prędzej uwierzę w bydlątka gadające ludzkim głosem, niż w zczłowieczenie mojego dziecka. Jak to ktoś powiedział o nastolatce? Jest szansa, że za trzy, cztery lata, gdy wejdę do pokoju córki, zastanę w nim człowieka. To niestety bardzo adekwatne do mojej sytuacji. Na razie jednak skupiłabym się na tym, że prawdopodobnie Marysia nerwowo wykończy biednego faceta i do końca zbezcześci jego kanapę. Dlatego zadzwoniłam do taty i poprosiłam, żeby ją stamtąd zabrał. Może przy okazji przemówi jej do rozumu. W końcu to dziadek, powinien mieć u niej jakiś autorytet.
- Na to bym zbytnio nie liczyła. – Jagoda sceptycznie pokręciła głową. – Ale przynajmniej się pokłócą, a to im zwykle dobrze robi. Zauważyłam, że na twojego tatę awanturki z wnuczką działają niezwykle ożywczo, a Mania jest później tak zmęczona, że odpuszcza pozostałym. Tak więc summa summarum pomysł był dobry. No, skoro już rzuciłaś swojego ojca na żer, to my możemy brać się do roboty.
- Boże, co się z tobą porobiło? Pan Florian ma na ciebie fatalny wpływ. Po prostu istna pszczółka, od dziś w ważnych momentach będę ci znacząco bzykała – stwierdziłam, po czym skojarzyłam osobę pszczelarza z bzykaniem i dostałam ataku śmiechu.
- No tak, co niektórym wino dziś już nie będzie potrzebne. A wracając do bzykania, to głodnemu chleb na myśli. Chyba porozmawiam o tym z Czarkiem. – Jagoda westchnęła teatralnie.
- Ani mi się waż! - zaśmiałam się, wycierając mokre od łez oczy. – Zresztą Czaruś nie ma nic wspólnego z pszczelarstwem, tak więc zapewne takie „bzzzzz” nic mu nie powie. Próżny trud, moja droga!
- Ty masz rację – przyznała Jagoda z diabelskim błyskiem w oku. – Ja w odpowiednich momentach będę do ciebie chrumkać. Bardziej adekwatnie do wiejskiego weterynarza, nie sądzisz? – zapytała, chichocząc.
- Sądzę. Sądzę, że wyszedł nam z tego niezły numer: świńskie bzykanie – wyjęczałam, ledwo żywa ze śmiechu.
I właśnie gdy całkowicie oddałyśmy się opętańczej wesołości i skręcane śmiechem wylądowałyśmy na dywanie, do pokoju weszła Marysia. Widząc nas, z wyrazem osłupienia na twarzy skamieniała niczym żona Lota.



Oczywiście gdy dorosły człowiek – dodajmy: człowiek będący matką – raz na jakiś czas się zapomni, to akurat w tym momencie na bank pojawi się dziecko rzeczonego człowieka. A gdy los jest nad wyraz złośliwy, poza dzieckiem zjawią się jeszcze owego człowieka rodzice i będą mogli w pełnej krasie obejrzeć sobie własną dorosłą latorośl w sytuacji, w której pod żadnym pozorem nie powinni jej nigdy zobaczyć. Rzecz jasna mówię tu o sobie, bo gdy w drzwiach pokoju pojawiła się Marysia, tuż za nią stanęli moi rodzice i ze zgrozą do woli przyglądali się, jak obie z Jagodą czerwone i potargane leżymy na dywanie. Pierwsza opanowała się moja mama i odsunąwszy Manię z przejścia, weszła do środka i co pierwsze zobaczyła? Kieliszki stojące na biurku. (...)
 

sobota, 7 stycznia 2017

Wiatr przeszłości i przeznaczenie czyli Sezon na cuda

Tych którzy czytali moje książki albo znają mnie prywatnie nie muszę przekonywać, że głęboko wierzę w przeznaczenie, znaki i dobre zakończenia. Ta wiara jest obecna w moich powieściach i życiu. Ale tym razem skupimy się na przeznaczeniu. Ale zanim do tego dojdziemy kilka słów o "Uroczysku". Większość z Was wie, że to była książka zaklęcie. Książka, która miała przekonać mnie, że na mnie gdzieś tam czeka to lepsze i prostsze. Jeżeli ktoś ma ochotę poczytać o tym troszkę więcej zapraszam kliknijcie UROCZYSKO. I gdy rzeczywiście zaklęcie podziałało nie miałam dalszych planów. Nie wiedziałam co będzie dalej. Nie wiedziałam czy napiszę kolejną książkę. I uwierzycie? Nie myślałam o Malowniczem. Ani trochę. Nie sądziłam, że napiszę jeszcze powieść, której akcja będzie toczyła się w tym miasteczku. Mogło się zdarzyć, że Malownicze by zaginęło. I być może właśnie tak by się stało gdyby nie to, że umówiłam się z koleżanką w pewnej małej, warszawskiej kawiarni. Wnętrze było przytulne, dotarłam pierwsza więc zajęłam miejsce przy stoliku przy oknie, naprzeciwko siebie miałam drzwi wejściowe. Koleżanka trochę się spóźniała, ja coraz częściej i z coraz większą niecierpliwością zerkałam w stronę drzwi. I nagle stało się. Otworzyły się a w nich stanęła starsza pani. Ale jaka! W kapeluszu, z delikatnym makijażem, w koronkowych rękawiczkach. W staroświeckiej sukience.Wyglądała tak jakby właśnie wiatr przeszłości przywiał ją w to miejsce. A ja poczułam, że czas się zatrzymuje, że nie przypadkiem siedzę właśnie tutaj, przy tym stoliku. I wiedziałam już, że ktoś taki jak owa pani pojawi się w mojej kolejnej książce, o której jeszcze minutę temu w ogóle nie myślałam.  Patrząc na otoczoną magiczną aurą starszą panią myślałam tylko o jednym: muszę o kimś takim napisać, muszę kogoś takiego mieć... I tak oto wiatr przeszłości i przeznaczenie sprawiły, że na mojej drodze pojawiła się pani Leontyna. I kolejny pomysł, w którym Malownicze i Majka grają rolę główną. Wyobrażacie sobie Malownicze bez Leontyny? Bo ja nie. Wyobrażacie sobie, że nie znacie tej skrywającej wiele tajemnic starszej pani? Że jej sklepik nie istnieje? Chyba Malownicze nie byłoby tym samym miejscem gdyby tam jej nie było. A właśnie w "Sezonie na cuda" pojawia się po raz pierwszy. A poza tym jest Majka. Nasz dobra, kochana i nieco szalona Maja, która, mogę Was o tym zapewnić, nie raz i nie dwa doprowadzi Was do łez. Ale tych ze śmiechu. Bo z Majką, Marysią, Jagodą i całą uroczyskową ekipą nie można się nudzić. Zapraszam Was kochani do sięgnięcia po"Sezon na cuda" w całkiem nowej graficznej odsłonie. Zapraszam Was do pensjonatu, w którym wszystko jest możliwe i w którym na pewno wypoczniecie i na nowo odzyskacie wiarę w to, że dobre zakończenia przypisane są każdemu z nas. Bez wyjątku.
A tutaj kilka cytatów z "Sezonu":

Świat nigdy nie jest dobry. Dobrzy bywają ludzie.

Trzeba dawać, dawać i dawać, nawet gdy nam się wydaje, że niewiele zmieniamy, bo jeżeli każdy tak zrobi to nagle się okażę, że naprawdę można świat ulepszyć.

Wyjście zawsze się znajdzie, a jak nie, to trzeba je wybić. Chociażby łomem.

Fart rzeczywiście może się skończyć. Natomiast zawsze zostają ludzie, a od nich głównie zależy nasze poczucie szczęścia albo nieszczęścia. I dlatego mam nadzieję, że nigdy nie zostanę sama.

niedziela, 25 grudnia 2016

Niech nam się szczęści!

Kartki od Was  pełne dobrych myśli i pięknych życzeń! Dziękuję!
Kochani moi chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia ciepłych, pełnych radości i miłości świąt. Życzę Wam tego, żeby otulały Was pełne miłości myśli najbliższych, żeby w Waszych sercach gościło szczęście i niegasnąca nadzieja. Życzę Wam miłości, łez wzruszenia w oczach i wszystkiego co najlepsze. U mnie na pewno się spełni. Dostałam od Was tak wiele pięknych życzeń, tyle serca włożyliście w kartki i upominki, że szczęścia na pewno nie zabraknie. A na koniec życzę Wam Aniołów. Tych ludzkich, osobistych i opiekuńczych. Wesołych świąt moi kochani!

piątek, 16 grudnia 2016

Tomików nie będzie...


Bo już są :) Przyszły, świeżutkie, pachnące i piękne! Naprawdę wyszły ślicznie. Kochani i teraz szybka akcja. Kto nie podał adresu do wysyłki niech szybciutko śle na maila. Bo wysyłam jeszcze dziś. No nie mogę się powstrzymać żeby jeszcze raz nie powiedzieć: piękny jest! I znów nam się udało 😃 stworzyliśmy kolejną książkę! Jesteście wielcy!