wtorek, 25 lipca 2017

Czyste szaleństwo ale tacy przyjaciele to skarb!

Końcówka lipca, temperatura powietrza blisko trzydzieści stopni, deszcz na przemian ze słońcem, a nagle zapachniało piernikiem, na stole rozpanoszyły się kluski z makiem, śledzie, czerwony barszcz i pierogi z kapustą. Choinka zabłysła tajemniczo i nawet Mikołaj nie zawiódł chociaż w tym upale biedakowi pot kroplił się na czole. To nie fragment książki moi kochani :) To moi przyjaciele urządzili lipcową wigilię. I muszę Wam powiedzieć, że to czyste szaleństwo ale było w tym tak dużo serca i miłości! W Lejdis dziewczyny urządzają Sylwestra bodajże w sierpniu a u nas wypadła Wigilia w lipcu:) Nie sądzicie, że tacy przyjaciele to skarb? DZIĘKUJĘ!

P.S. Wszyscy, którzy jeszcze nie otrzymali ode mnie przesyłki dostaną ją w tym tygodniu! Teresko Ty również.

niedziela, 23 lipca 2017

Kilka słów od Starej Anny :)

Dzisiaj kilka słów od Starej Anny. To jedna z postaci "Serca z piernika", która być może pojawi się w kolejnych powieściach, bo pomysł jak to pomysły mają w zwyczaju nagle się rozrósł, pokazał mi nowe, całkiem nieznane ścieżki i drogi. Zimowa książka prawdopodobnie nie zakończy się na zimie. Poza tym planuję w tej powieści pewną niespodziankę :) Mam nadzieję, że większość z Was dzięki temu poczuje się jak w domu :)  Poznajcie proszę Annę:

- Dobrusiu chodź tu do nas– zawołała i poczekała aż blask ognia oświetli drobną postać i wyciągnęła do niej rękę. – Chodź, nie ma się czego bać – dodała widząc, że mała się waha. 
- Pewnie, że nie ma. Już ja o to zadbałam, żeby tej nocy przypadkowi podróżni nie pobłądzili – mruknęła kobieta siedząca przy ogniu. – Wprawdzie innych zabłąkanych się tu spodziewałam, ale to, że ich nie ujrzałam, to wcale nie znaczy, że ich nie było. W końcu zbliża się noc zaduszna… Kiedyś więcej wędrowców było na szlakach. I tych żywych i tych, którzy już dawno udali się w podróż w zaświaty, a do nas tylko tak z sentymentu od czasu do czasu zaglądali. Ale postęp to wszystko unicestwił – mówiła grzebiąc długim metalowym prętem w ognisku. – Mniej się nóg używa, bo i po co skoro są auta. I serca też poszły w odstawkę. Ludzie są mniej wrażliwi. Niby wszędzie światła, latarnie, żarówki, a jednak pomimo to widzą mniej – powiedziała nieświadomie nawiązując do tego o czym przed momentem myślała Klementyna. –  Ale mniejsza z tym – potrząsnęła głową. – To nie jest dobre towarzystwo na roztrząsanie takich tematów. Nie chcemy co niektórych wystraszyć na śmierć, prawda? – znacząco spojrzała na Dobrochnę ale mała nie wyglądała już na spłoszoną. 
- Chętnie dam się śmiertelnie przerazić – zadeklarowała ochoczo. – Może pani próbować śmiało – uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Wygadana, i dobrze, nie lubię zaciukanych dzieci – zacmokała z uznaniem Anna, dorzucając do ogniska grubą gałąź, spod której niczym fajerwerki zaczęły sypać się iskry.

sobota, 8 lipca 2017

Poranne uczucie szczęśliwości :)

Jaka jestem szczęśliwa! Okazało się, że nie porwałam nikomu dziecka, nie mam w domu papugi, która usiłuje zjeść moje koty, na parapecie nie siedzi stado falistych papużek, nie utopiłam aparatu w wannie, z której robiłam zdjęcia drzewom i ludziom (rzecz jasna kąpiąc się) i mój mąż nie uwolnił z klatki świnki morskiej, która miała na głowie coś takiego jak indyk pod brodą. Dodam, że świnka morska miała małe świnki i mój małżonek wypuszczając ją krzyczał:
- Uciekaj, uciekaj! To jedyna okazja!
Stwierdzenie, że cudownie jest zacząć nowy dzień jest takie prawdziwe! Szczególnie jak przerażony człowiek otwiera oczy i stwierdza, że to wszystko, co przed chwilą przeżywał po prostu mu się śniło :)
Buziaki i wspaniałego weekendu!

P.S. Książka się pisze :)

wtorek, 4 lipca 2017

Jam Dwór Polski, co strzeże tego mężnie

Dzisiaj będzie w większości zdjęciowo. Ale najpierw kilka słów o miejscu, które chciałabym Wam pokazać. Wyobraźcie sobie przedwojenny dwór. Dwór rodzinny, który wyrósł na Kresach, wrósł się w tamtą ziemię. Najpewniej słychać w nim było bałakanie, drzwi otwierały się szeroko na przywitanie gości, pachniało w nim chlebem i ciastem drożdżowym. W takim domu mieszkali dziadkowie mojej Leontyny.Taką atmosferę znajdziecie w "Tajemnicy Bzów". Ale jeżeli to Wam nie wystarcza i gdybyście chcieli jej dotknąć, poczuć na własnej skórze... Ale o tym za chwilę. Wróćmy do domu.   Panowała w nim specyficzna atmosfera i do Lwowa było dosłownie rzut beretem. No może w tym wypadku trzeba by było wziąć trochę większy rozmach, by tym beretem dorzucić :) Bo dwór, który chciałam wam przedstawić stał pod Stanisławowem. Nie dokładnie ten ale identyczny. Ten, o którym piszę stoi w Kuklówce Radziejowickiej i został wybudowany według planów tamtego, w którym mieszkali dziadkowie obecnej właścicielki. Wyprowadzili się spod Stanisławowa w czasach gdy dopiero zaczynały się rozruchy. Zostawili dom ale za to wyjechali zabierając całe wyposażenie. I właśnie te autentyczne przedmioty z kresową duszą można w tej chwili oglądać w Muzeum Lwowa i Kresów.
"Bóg stworzył Człowieka, Człowiek Rodzinę, Rodzina Ojczyznę, Jam Dwór Polski, co strzeże tego mężnie.." 
Rzeczywiście w tym wypadku jest nad czym trzymać pieczę. Bowiem poza początkowym wyposażeniem dwór w Kuklówce przygarnął pod swoją strzechę mnóstwo rzeczy związanych z Lwowem i ziemiami kresowymi. Każdy z przedmiotów opowiada swoją historię, a niektóre są niesamowite. Chociażby ta maleńkich dziecięcych bucików. 

Jeden z nich był w rodzinie właścicieli dworu od dawien dawna.Odkąd pamiętają. Któregoś dnia zaprzyjaźniony z nimi pan przywiózł identyczny do pary. Wypatrzył go gdzieś na bazarze. Co się z nim działo przez te wszystkie lata? Z kim zjeździł szmat kraju. Co słyszał? Czy ten ktoś również zastanawiał się co się stało z bucikiem bliźniakiem? Na ścianach zobaczymy obrazy, poroża, szable (jedna z nich należała do generała Hallera).

Takich skarbów jest tam mnóstwo. I niezależnie do kogo należały wcześniej to również jest część naszej historii. Bo to właśnie My, nikt inny tworzymy dużą rodzinę a rodzina ojczyznę. 

Dla zainteresowanych podaję adres strony Dworu TUTAJ  


Figurka Chrystusa Frasobliwego, wyrzeźbiona przez oficera wojska polskiego
na zesłaniu i przywieziona do Polski.




Szachownica zdobiona motylimi skrzydełkami.




A to ciekawostka, torebka balowa, na kolejnym
zdjęciu otwarta :)





niedziela, 2 lipca 2017

A gdyby tak wrócić do Malowniczego?

Co w najbliższym czasie będzie się pisać większość z Was wie. A więc teraz powieść zimowa (właśnie się piszę i jestem spragniona wszelkich mroźnych, świątecznych akcentów :) Więc jeżeli ktoś ma na zbyciu zapach pierników, śnieg, wycie wiatru, mróz na szybach, zimowe widoki, to polecam się uwadze :) ). Potem będzie kolejna część "Wilczego Dworu". A potem... No właśnie. Tak się zastanawiam, a gdyby tak mała wycieczka do Malowniczego? Gdybym się zdecydowała to kogo przede wszystkim chcielibyście odwiedzić?

Uroczysko i Majkę?
Magdę w jej wymarzonym domu?
Leontynę i Malownicze tuż po wojnie?
I do których (ze wszystkich, które poznaliście) postaci tęsknicie najbardziej?

Napiszcie mi proszę w komentarzach :) Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii :)

piątek, 30 czerwca 2017

A może tak całkiem nowa bohaterka?

Kochani moi, pytacie co u mnie. A u mnie się pisze. Z dnia na dzień coraz bardziej wciągam się w nową opowieść. Za oknami zielono,na zmianę pada deszcz i świeci słońce. A w najnowszej powieści zimno, jesień powoli przechodzi w zimę. Po raz kolejny nadchodzi czas na cuda. A cuda bywają różne :) To chyba najwyższy czas żebyście poznali Klementynę. I kogoś jeszcze. To tylko niewielki fragmencik, ale mam nadzieję, że powie Wam wiele :) A może macie propozycję jaką mieszanką ras mógłby być wspomniany niżej bohater? Zostawcie propozycję w komentarzach :) Pamiętajcie, że jest duży i kudłaty :) Dobrego weekendu Wam życzę!

(...)
- Stary zrozum, ja nie nadaję się na dobrą opiekunkę. Teraz nawet sobie nie radzę z tymi, za których jestem odpowiedzialna – westchnęła i przykucnęła tuz przed nim. – A sam wiesz, pies to ogromna odpowiedzialność… Obawiam się, że nie jestem na to gotowa. Nie byłbyś ze mną szczęśliwy, rozumiesz prawda? 
Pies oczywiście nie odpowiedział. Zamiast tego położył wielką łapę na jej kolanie. Chwilę trwał w bezruchu, a potem się cofnął, zwiesił łeb i powłócząc nogami zaczął odchodzić. Klementyna spojrzała za nim i ścisnęło jej się serce. Wszystko w jego postawie mówiło, że właśnie odebrano mu ostatnią nadzieję. Końcówka ogona kapała błotem, rozpaczą i rezygnacją. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą trzymał łapę zobaczyła krew.
- Cholera jasna dlaczego to zawsze trafia na mnie? – jęknęła. – Powinnam się przechrzcić z Klementyny na świętą Franciszkę! Poczekaj! – Zawołała za psem. 
Nawet się nie zdziwiła, gdy obejrzał się za siebie tak jakby doskonale rozumiał, co właśnie powiedziała. Gdy podeszła do niego i położyła mu rękę na głowie w jego oczach zalśniło niedowierzanie.
- Poczekaj – powtórzyła. – No przecież nie mogę cię tak zostawić – odwiązała pasek od płaszcza i założyła mu na szyję prowizoryczną obrożę.
Jeszcze raz spojrzała mu w oczy. To co w nich zobaczyła sprawiło, że pod powiekami poczuła łzy. Pies płakał choć miał suche oczy. Płakał całą swą udręczoną psią duszą, która mówiła mu, że właśnie zdarzył się cud i że dotarł do kresu swojej tułaczki.