czwartek, 11 października 2018

Już za czternaście dni! Winter is coming - zima nadchodzi a wraz z nią przepiękna opowieść :)

Już za chwileczkę, już za momencik, za czternaście dni pojawi się pełna magii, ciepła i wzruszeń świąteczna powieść. Wrócicie w niej w dobrze znane miejsca, odwiedzicie domy i zakątki, za którymi ja osobiście się już stęskniłam. Ale poznacie też zupełnie inne historie. Adrainnę - Adę już troszkę znacie. A teraz zajrzyjcie do Stefana. U niego już pada śnieg i ...

Z niechęcią zerknął przez okno. Śnieg nadal sypał. W sumie nic w tym dziwnego. W końcu to grudzień. Jedyny miesiąc w roku, którego nawet pryncypialnemu starszemu panu nie udawało się skutecznie ignorować. 



W tym roku Stefan postanowił udawać, że w ogóle nie dostrzega padającego śniegu. Mógł sobie na to pozwolić, bo przecież tak naprawdę jego życie skończyło się czternaście miesięcy, trzy dni i – zerknął na zegarek – cztery godziny temu. 

Codziennie też prowadził swą prywatną rozgrywkę z panem Bogiem. Właśnie nadeszła pora na pierwszą rundę. Wsunął gołe stopy w rozdeptane bambosze i poczłapał do okna, po czym otworzył je na całą szerokość, zrzucając przy tym poduszkę białego puchu z parapetu. 
- Jak można być takim skurczybykiem?! – zawołał, patrząc w niebo. – Cholerny egoista! – dodał i z rozmachem zamknął okno, ignorując zdumione spojrzenia przechodzących chodnikiem dwóch podfruwajek. – Co one wiedzą o życiu – mruknął do siebie. – Ledwo to to od ziemi odrosło, ma może ze czterdzieści lat, to i się dziwi wszystkiemu! – Z zadowoleniem spostrzegł, że wstrząsnął nim dreszcz.

wtorek, 9 października 2018

W Toskanii też pada :)

Tym razem naszego pierwszego, właściwego dnia w Toskanii nie mogłam nazwać "pod słońcem Toskanii". Właściwego, bo gdy dojechaliśmy, późnym popołudniem w piątek, było pięknie. Zachód słońca nad pofałdowanymi wzgórzami był modelowy, niczym z toskańskiej pocztówki. Otworzyliśmy wino, lśniło rubinowo w blasku odchodzącego dnia. Leżeliśmy na leżakach wdychając powietrze przesycone zapachem rozmarynu i słońca. My leżeliśmy, bo Tymek natychmiast wskoczył do basenu :) Rozmarzona patrzyłam na widoczne z oddali wieże San Gimignano. W głowie roiło mi się od planów na najbliższe dni. Tymczasem już w nocy na zewnątrz coś podejrzanie zaczęło szeleścić. Potem szumieć. Przyszedł deszcz drwiąc sobie ze wszystkich moich planów. Sobotni poranek wstał zapłakany i chłodny. Na zewnątrz mokły oliwki, z liści winogron skapywały zimne krople i... No właśnie kochani, nadal było pięknie :) I to był chyba dowód na to, że naprawdę jestem zauroczona tym miejscem i to tak na amen. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy bagietkę maczaną w oliwie zakąszając pomidorami i serem, założyliśmy kurtki, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy obejrzeć jak wyglądają okoliczne miasteczka w deszczu. Trasę ustaliliśmy tak żeby kończyła się na Volterze, bo Volterra jest ukochanym miastem Tymka.



Volterra, położona na szczycie wzgórza robi niesamowite wrażenie. Włoski poeta Gabriele d’Annunzio, nazwał ją miastem wiatru i kamienia. I trudno się z nim nie zgodzić, bo wiatr jest wszechobecny, ten, który lekko przemyka się po plątaninie starych uliczek i ten, który mierzwi włosy gdy wychodzi się na bardziej otwartą przestrzeń. A jeżeli chodzi o kamień to Volterra jest miastem alabastru.





W sklepikach pełno jest alabastrowych drobiazgów a spacerując uliczkami można trafić do otwartych warsztatów, gdzie powstają alabastrowe cuda, zajrzeć do środka i bezkarnie podglądnąć artystów przy pracy. Można też przysiąść na jednej z licznych ławeczek i pomyśleć o tym, że oto jesteśmy w miejscu, którego początki sięgają VII wieku przed naszą erą, wtedy to przybyli tu Etruskowie i założyli osadę. W IV wieku otoczono je murami. Już ten okruszek wiedzy daje do myślenia i sprawia, że trudno nie poczuć minionego czasu błąkającego się po stromych uliczkach.
Miasto odwiedziliśmy już wiele razy, mamy swoją ulubioną knajpkę, w tym roku pani, która zawsze wita nas w drzwiach i potem podaje pyszne jedzenie, zobaczyła nas przez okno, wybiegła i uścisnęła Tymka na powitanie. To coś niesamowitego, gdy nagle okazuje się, że nie jesteśmy już anonimowi i że ktoś po prostu cieszy się na nasz widok. Tym razem Volterra zrobiła nam jeszcze jedną niespodziankę. Zajechaliśmy i okazało się, że nie pada. Mgły unosiły się nad wiekowym brukiem, było klimatycznie i pięknie. W jednym z następnych postów zapraszam Was na spacer po Volterze i oczywiście mnóstwo zdjęć :) 
P.S. W niedzielę wyszło słońce i pojechaliśmy... Zajrzyjcie tu, niebawem
pokażę Wam coś naprawdę pięknego :)










środa, 3 października 2018

Poznajcie proszę Adriannę :)



Małą Adę już poznaliście :) A teraz poznajcie proszę dużą Adriannę. A prapremiera powieści już na Krakowskich Targach Książki.
Oto mignięcie z życia Adrianny:

Bycie niepokorną wcale nie było takie proste. 
- Brak doświadczenia, ot co – skwitowała pod nosem i skołowana rozejrzała się po obszernym dziale alkoholowym. 
Nie miała pojęcia, co się powinno pić, siedząc na parkowej ławce. A kto wie, może w tej dziedzinie też obowiązują jakieś trendy? Wchodząc do sklepu – w celach poznawczych – zerknęła nawet na stojący przed nim koloryt lokalny, który dzielnie dzierżył w zmarzniętych dłoniach butelczyny, doszła jednak do wniosku, że na to jeszcze nie czas. Wino marki wino jakoś do niej nie przemawiało. 
A właściwie, jakie to ma znaczenie, w końcu i tak będzie ciemno, pomyślała, wzruszając ramionami, i rozsądnie sięgnęła po swój ulubiony trunek. Ostatecznie nieważne co, byleby sponiewierało, uśmiechnęła się pod nosem.
A na zewnątrz śnieg padał i padał i wcale nie zamierzał przestać.


***
Przed wyjściem starannie spakowała plecak. Koc piknikowy, gruba chusta, plastikowe kubeczki, butelka i korkociąg. 
To powinno wystarczyć, pomyślała, naciągając na głowę czapkę uszatkę. 
Po namyśle wsunęła do kieszeni komórkę. Gdy zamykała drzwi, nie miała zielonego pojęcia, że właśnie za moment wydarzy się coś, co diametralnie odmieni jej życie. Czasami doprawdy niewiele do tego trzeba. Ot, wino, korkociąg, koc i odrobina determinacji. No i szczypta szczęścia. Niby mało, a jednocześnie, dla co poniektórych, tak wiele. 

czwartek, 27 września 2018

A najnowsza powieść tuż, tuż...


Tak jak obiecałam będę cały czas zdradzała więcej szczegółów dotyczących najnowszej powieści :) A więc odpowiadam na najczęściej zadawane pytania:
Kiedy data premiery i czy książka będzie dostępna przed świętami.
Kochani to powieść świąteczna więc na mur beton pojawi się przed świętami i to już na początku listopada :)
Jaki będzie tytuł?
Tego jeszcze nie zdradzę, ale powiem, że w tytule będą słowa, które będą się kojarzyć z niektórymi poprzednimi powieściami i to nie bez kozery :)
No i klimat opowieści będzie tchnął duchem "Anioła do wynajęcia" choć nie będzie to kontynuacja :)

A teraz przechodzimy do meritum. Pamiętacie list małej Ady? Kochany Panie Bogu (...)? Jeżeli nie to zerknijcie do poprzedniego posta. A teraz zapraszam: poznajcie ją jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że pokochacie ją całym sercem, bo niewątpliwie ta mała dziewuszka potrzebuje mnóstwa miłości. A to wszystko po to by umilić Wam czas oczekiwania :) Czy ktoś jest jej troszeczkę ciekawy? I czy domyślacie się kogo znajomego spotkacie w świątecznej opowieści?

Mamusia też nie gotowała ani nie piekła. I na pewno było coś, co potrafiła najlepiej na  świecie, ale z całą pewnością nie było to kochanie córeczki.
Cóż, nie można umieć wszystkiego, przypominała sobie słowa tatusia, gdy samotnie leżąc w łóżku, kuliła się pod kołdrą i połykała łzy strachu i tęsknoty. Nocy – ciemnych, złowrogich, cichych i ciągnących się w nieskończoność – bała się najbardziej. Mamusia z miejsca jej zapowiedziała, że nie zamierza jej niańczyć.

- Nie mogę pozwolić, żebyś trafiła do domu dziecka, o, co to, to nie! Co by ludzie powiedzieli! I nie licz, że będę się nad tobą trzęsła – zapowiedziała jej na wstępie. – Duża jesteś! Masz w końcu prawie siedem lat. Dzieci w twoim wieku dawniej pracowały w kopalniach!   Masz tu klucze, jak mnie nie będzie, możesz wchodzić i wychodzić. Może się zdarzyć, że nie wrócę czasem na noc… Niestety, na razie nie będę mogła wyjeżdżać na dłużej. – Tu spojrzała na nią z niechęcią. – A, i trzeba się zająć twoją garderobą! Nie możesz dalej chodzić w tych łachach! Twój ojciec w ogóle nie miał gustu. Raz jeden przejawił dobry smak – gdy zakochał się we mnie. – Z zadowoleniem poprawiła włosy. – Ale to był ten wyjątek, który potwierdza regułę. Niestety, ty nic po mnie nie odziedziczyłaś. – Obrzuciła dziewczynkę krytycznym spojrzeniem. – Nie jesteś ani ładna, ani brzydka specjalnie też nie, ale to wcale nie lepiej. Najgorsze, co może człowieka spotkać, to przeciętność, a ty moja mała  jesteś najprzeciętniejsza z przeciętnych! 


poniedziałek, 17 września 2018

O najnowszej powieści, która już wygląda zza rogu

Naprawdę wygląda, troszkę ukradkiem i nieśmiało ale już niebawem objawi się w pełnej krasie :) A już teraz mogę Wam powiedzieć, że to powieść niespodzianka i mam nadzieję, że duża część z Was ucieszy się widząc okładkę (jeszcze chwilkę trzeba na nią poczekać).  To powieść oparta na prawdziwej historii i podczas czytania niejednemu z Was (a przynajmniej mam taką nadzieję) zakręcą się w oczach łzy. To opowieść niosąca nadzieję ale taką opartą na przekonaniu, że o marzenia trzeba zawalczyć. O tym, że czasem trzeba zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. O miłości, tęsknocie i nadziei. I o wielu, wielu innych ważnych sprawach. I tak to jest gdy chciałoby się powiedzieć więcej a jeszcze nie można :) Dodatkowo jest jeszcze jedna sprawa, o której też jeszcze nie mogę otwarcie mówić, ale poza najnowszą powieścią, będzie jeszcze jedna duża niespodzianka. Muszę Wam powiedzieć, że ja już ją częściowo widziałam i nieskromnie powiem, że jest prześliczna. I naprawdę z niecierpliwości aż przytupuje i nie mogę się doczekać aż dostanę zielone światło by podzielić się z Wami tym wszystkim zupełnie otwarcie, bez kluczenia. 
Ale  żeby jakoś osłodzić sobie i Wam czas oczekiwania na konkrety przez kilkanaście najbliższych dni będę w zawoalowany sposób przybliżała bohaterów najnowszej powieści :) Dziś poznajcie proszę Adę i zajrzyjcie do napisanego przez nią listu:

Kochany panie Bogu, mama mówi, że cię nie ma, a nawet gdybyś był, to i tak nie masz czasu na słuchanie marudnych bachorów. Ale jest już choinka i pani Dusia, podobno ją znasz, bo ona mówi, że zna ciebie, ciekawe prawda, że jak ktoś kogoś zna, to ten drugi ktoś też zna tego pierwszego… I znowu gadam, to moja największa wada to mówienie. Więc pani Dusia powiedziała mi, żebym napisała list do świętego Mikołaja, bo to on przecież przynosi prezenty. Tylko że ja nie mogę do niego pisać. On po prostu nie da rady. A to przecież twoje narodzenie, kochany Bogu, to lepiej napisać od razu do ciebie. To tak:
Kochany Bogu, proszę cię o trzy rzeczy: żeby ktoś mnie pokochał i żebym tak bardzo się nie bała, gdy jestem sama w nocy, i żeby mamusia mnie przytuliła. Chociaż raz. I jeszcze, tak dodatkowo, gdyby się dało, żeby tatuś żył. Chociaż to podobno za trudne nawet dla ciebie. Twoja Ada.


sobota, 4 sierpnia 2018

Odważ się kochać czyli pozwól się sobie zgubić w ogrodzie Zuzanny

Miłość, ciepło domowego ogniska, tęsknota, tajemnica (a nawet kilka tajemnic!) – żadnej z tych rzeczy nie zabraknie w wyczekiwanej drugiej części „Ogrodu Zuzanny” Justyny Bednarek i Jagny
Kaczanowskiej. Znajdziemy tu również wiele więcej – siłę przyjaźni, walkę ze słabościami, i duchami przeszłości. Mimo poruszanych trudnych tematów autorki nie zawodzą również w kwestii  poczucia humoru.
W tomie „Odważ się kochać” ponownie spotykamy znanych nam już mieszkańców Starej Leśnej – Zuzannę, która cieszy się odzyskaną miłością; Kazię, zmagającą się z problemem natury biznesowej; Wiolę, która postanawia w końcu utrzeć nosa duchom przeszłości i przykrym wspomnieniom. Krystynę – obiecuję, że nieraz Was zaskoczy! Średnia pani Czaplicz pokaże nam tym razem swoje całkiem inne oblicze. Nie zabraknie oczywiście Cecylii, która spełniła swoje marzenie i nadal jest Aniołem Stróżem mieszkańców Starej Leśnej. Państwo Kozak poznają uroki (a może „antyuroki”?) życia rodzinnego.  Możecie domyślić się, jak wyobrażenia mister Roberta o wspaniałej rodzinie, Moniczce uroczo tulącej różowego bobaska i uśmiechającej się do męża z ogromną miłością i uwielbieniem skonfrontowały się z rzeczywistością…
 August Fąfara nadal jest proboszczem i nadal takim z prawdziwego zdarzenia, który zawsze stara się uleczyć każdą zranioną duszę. Ponownie spotkamy również szalonego ekologa Jacka Wtorka, który wprowadza do historii wiele humoru.
Cukiernia Gwiazdeczka Stanisława Grzybka przeżyje ciężkie chwile, jednak sami musicie się przekonać, co będzie ich źródłem. Dość będzie, jeśli zdradzę, że cukierenka, szczycąca się rewelacyjnymi wypiekami, stanie się miejscem zbrodni… Otóż tak, w Starej Leśnej, spokojnym miasteczku, będzie miał miejsce taki incydent. Czy winny zostanie ujęty?
Innym sekretem będzie pojawienie się nieznanego nikomu mężczyzny. Skąd przyszedł i kim jest – tego wszystkiego dowiecie się po lekturze . Ja byłam piekielnie ciekawa.
Poznajemy także innych nowych bohaterów. Elżbieta Wieczorek z pewnością Was zaintryguje. Po dokładniejszym poznaniu tej postaci na pewno stwierdzicie, że nie wszystko jest takie, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka.
Książka porusza także bardzo trudne, a tak częste w codziennym życiu zagadnienia. Brak czasu dla rodziny, pogoń za karierą. Smutne dzieciństwo, które odcisnęło piętno na całe życie i jest bagażem, którego nie da się samodzielnie zrzucić z pleców. Nałóg, który niszczy nie tylko samego uzależnionego, ale krzywdzi również jego bliskich. Śmierć, która przychodzi po kogoś, kto jeszcze długo nie powinien nawet o niej myśleć. Autorki nie odwracają głowy od tak trudnych, a jednak w dzisiejszych czasach powszechnych spraw.
Jest to książka, która ugruntowuje w przekonaniu, że życie nie może być po prostu złe, niełaskawe. Pokazuje, że zawsze, ale to zawsze można wziąć sprawy w swoje ręce. Że czasem wystarczy odrobina dobrej woli i odwagi, by zmienić życie swoje lub kogoś na lepsze. Że nie zawsze dostajemy to, czego chcemy, ale że ze wszystkiego możemy wyciągnąć cenną naukę. Jest to wspaniała opowieść o życiu, rodzinie i przyjaźni okraszona ogromną dawką dobrego humoru. Dodatkowo powieść, tak jak w poprzedniej części, ubarwiają zwierzęta.
Polecam „Ogród Zuzanny” każdemu. Historia jest pełna zwrotów akcji i dzieje się w niej tyle, że nie sposób się oderwać się od lektury.