sobota, 8 lipca 2017

Poranne uczucie szczęśliwości :)

Jaka jestem szczęśliwa! Okazało się, że nie porwałam nikomu dziecka, nie mam w domu papugi, która usiłuje zjeść moje koty, na parapecie nie siedzi stado falistych papużek, nie utopiłam aparatu w wannie, z której robiłam zdjęcia drzewom i ludziom (rzecz jasna kąpiąc się) i mój mąż nie uwolnił z klatki świnki morskiej, która miała na głowie coś takiego jak indyk pod brodą. Dodam, że świnka morska miała małe świnki i mój małżonek wypuszczając ją krzyczał:
- Uciekaj, uciekaj! To jedyna okazja!
Stwierdzenie, że cudownie jest zacząć nowy dzień jest takie prawdziwe! Szczególnie jak przerażony człowiek otwiera oczy i stwierdza, że to wszystko, co przed chwilą przeżywał po prostu mu się śniło :)
Buziaki i wspaniałego weekendu!

P.S. Książka się pisze :)

wtorek, 4 lipca 2017

Jam Dwór Polski, co strzeże tego mężnie

Dzisiaj będzie w większości zdjęciowo. Ale najpierw kilka słów o miejscu, które chciałabym Wam pokazać. Wyobraźcie sobie przedwojenny dwór. Dwór rodzinny, który wyrósł na Kresach, wrósł się w tamtą ziemię. Najpewniej słychać w nim było bałakanie, drzwi otwierały się szeroko na przywitanie gości, pachniało w nim chlebem i ciastem drożdżowym. W takim domu mieszkali dziadkowie mojej Leontyny.Taką atmosferę znajdziecie w "Tajemnicy Bzów". Ale jeżeli to Wam nie wystarcza i gdybyście chcieli jej dotknąć, poczuć na własnej skórze... Ale o tym za chwilę. Wróćmy do domu.   Panowała w nim specyficzna atmosfera i do Lwowa było dosłownie rzut beretem. No może w tym wypadku trzeba by było wziąć trochę większy rozmach, by tym beretem dorzucić :) Bo dwór, który chciałam wam przedstawić stał pod Stanisławowem. Nie dokładnie ten ale identyczny. Ten, o którym piszę stoi w Kuklówce Radziejowickiej i został wybudowany według planów tamtego, w którym mieszkali dziadkowie obecnej właścicielki. Wyprowadzili się spod Stanisławowa w czasach gdy dopiero zaczynały się rozruchy. Zostawili dom ale za to wyjechali zabierając całe wyposażenie. I właśnie te autentyczne przedmioty z kresową duszą można w tej chwili oglądać w Muzeum Lwowa i Kresów.
"Bóg stworzył Człowieka, Człowiek Rodzinę, Rodzina Ojczyznę, Jam Dwór Polski, co strzeże tego mężnie.." 
Rzeczywiście w tym wypadku jest nad czym trzymać pieczę. Bowiem poza początkowym wyposażeniem dwór w Kuklówce przygarnął pod swoją strzechę mnóstwo rzeczy związanych z Lwowem i ziemiami kresowymi. Każdy z przedmiotów opowiada swoją historię, a niektóre są niesamowite. Chociażby ta maleńkich dziecięcych bucików. 

Jeden z nich był w rodzinie właścicieli dworu od dawien dawna.Odkąd pamiętają. Któregoś dnia zaprzyjaźniony z nimi pan przywiózł identyczny do pary. Wypatrzył go gdzieś na bazarze. Co się z nim działo przez te wszystkie lata? Z kim zjeździł szmat kraju. Co słyszał? Czy ten ktoś również zastanawiał się co się stało z bucikiem bliźniakiem? Na ścianach zobaczymy obrazy, poroża, szable (jedna z nich należała do generała Hallera).

Takich skarbów jest tam mnóstwo. I niezależnie do kogo należały wcześniej to również jest część naszej historii. Bo to właśnie My, nikt inny tworzymy dużą rodzinę a rodzina ojczyznę. 

Dla zainteresowanych podaję adres strony Dworu TUTAJ  


Figurka Chrystusa Frasobliwego, wyrzeźbiona przez oficera wojska polskiego
na zesłaniu i przywieziona do Polski.




Szachownica zdobiona motylimi skrzydełkami.




A to ciekawostka, torebka balowa, na kolejnym
zdjęciu otwarta :)





niedziela, 2 lipca 2017

A gdyby tak wrócić do Malowniczego?

Co w najbliższym czasie będzie się pisać większość z Was wie. A więc teraz powieść zimowa (właśnie się piszę i jestem spragniona wszelkich mroźnych, świątecznych akcentów :) Więc jeżeli ktoś ma na zbyciu zapach pierników, śnieg, wycie wiatru, mróz na szybach, zimowe widoki, to polecam się uwadze :) ). Potem będzie kolejna część "Wilczego Dworu". A potem... No właśnie. Tak się zastanawiam, a gdyby tak mała wycieczka do Malowniczego? Gdybym się zdecydowała to kogo przede wszystkim chcielibyście odwiedzić?

Uroczysko i Majkę?
Magdę w jej wymarzonym domu?
Leontynę i Malownicze tuż po wojnie?
I do których (ze wszystkich, które poznaliście) postaci tęsknicie najbardziej?

Napiszcie mi proszę w komentarzach :) Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii :)

piątek, 30 czerwca 2017

A może tak całkiem nowa bohaterka?

Kochani moi, pytacie co u mnie. A u mnie się pisze. Z dnia na dzień coraz bardziej wciągam się w nową opowieść. Za oknami zielono,na zmianę pada deszcz i świeci słońce. A w najnowszej powieści zimno, jesień powoli przechodzi w zimę. Po raz kolejny nadchodzi czas na cuda. A cuda bywają różne :) To chyba najwyższy czas żebyście poznali Klementynę. I kogoś jeszcze. To tylko niewielki fragmencik, ale mam nadzieję, że powie Wam wiele :) A może macie propozycję jaką mieszanką ras mógłby być wspomniany niżej bohater? Zostawcie propozycję w komentarzach :) Pamiętajcie, że jest duży i kudłaty :) Dobrego weekendu Wam życzę!

(...)
- Stary zrozum, ja nie nadaję się na dobrą opiekunkę. Teraz nawet sobie nie radzę z tymi, za których jestem odpowiedzialna – westchnęła i przykucnęła tuz przed nim. – A sam wiesz, pies to ogromna odpowiedzialność… Obawiam się, że nie jestem na to gotowa. Nie byłbyś ze mną szczęśliwy, rozumiesz prawda? 
Pies oczywiście nie odpowiedział. Zamiast tego położył wielką łapę na jej kolanie. Chwilę trwał w bezruchu, a potem się cofnął, zwiesił łeb i powłócząc nogami zaczął odchodzić. Klementyna spojrzała za nim i ścisnęło jej się serce. Wszystko w jego postawie mówiło, że właśnie odebrano mu ostatnią nadzieję. Końcówka ogona kapała błotem, rozpaczą i rezygnacją. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą trzymał łapę zobaczyła krew.
- Cholera jasna dlaczego to zawsze trafia na mnie? – jęknęła. – Powinnam się przechrzcić z Klementyny na świętą Franciszkę! Poczekaj! – Zawołała za psem. 
Nawet się nie zdziwiła, gdy obejrzał się za siebie tak jakby doskonale rozumiał, co właśnie powiedziała. Gdy podeszła do niego i położyła mu rękę na głowie w jego oczach zalśniło niedowierzanie.
- Poczekaj – powtórzyła. – No przecież nie mogę cię tak zostawić – odwiązała pasek od płaszcza i założyła mu na szyję prowizoryczną obrożę.
Jeszcze raz spojrzała mu w oczy. To co w nich zobaczyła sprawiło, że pod powiekami poczuła łzy. Pies płakał choć miał suche oczy. Płakał całą swą udręczoną psią duszą, która mówiła mu, że właśnie zdarzył się cud i że dotarł do kresu swojej tułaczki.

wtorek, 16 maja 2017

Błękitny salon, stary zegar, wilki i tajemnice. Córkę Wiatrów wicher przywieje już niebawem a tymczasem...

Czy Wy wiecie, że do premiery Wilczego Dworu, Córki Wiatrów zostało już mniej niż miesiąc? Kto ze mną czeka? Kto chce przeczytać?
Jeżeli ktoś jeszcze nie jest pewien czy ma ochotę na lekturę to może te fragmenty go przekonają :) Jedno mogę obiecać: będzie się działo! I chyba większość z Was pokocha Konstancję i Pelasię. I jak przypuszczam znienawidzi Sępińskiego. A w ogóle to mam nadzieję, że na dobre zadomowicie się W Wilczym Dworze. Uwierzcie, że pierwszym tomie dopiero się rozkręcam :)

***
Przez chwilę milczała, usiłując dojść do ładu z targającymi nią uczuciami. Nie do końca wiedziała, skąd ta nagła irytacja. Przecież gdy zobaczyła Janka wyskakującego z powozu, szczerze się ucieszyła. Teraz jednak uświadomiła sobie, że jego pojawienie się wydobyło na światło dzienne cienie wygnane niegdyś w najdalsze zakamarki duszy. Jan był nieodłącznie związany z jej dawnym, beztroskim życiem. Swoim nagłym przyjazdem nieświadomie uwolnił stare, uśpione przez lata upiory. Wystarczyła chwila i wszystko wróciło. Drżało w powietrzu brzęczeniem dawnych pszczół, muskało policzki wiatrem, którego podmuchy dawno rozwiały się w nicości, huczało jej w głowie imieniem męża. Strzępy i urywki dawnego życia, które przez tyle lat podsumowywała krótkim stwierdzeniem: „Było, minęło”, otoczyły ją i spowiły szczelnym kokonem. Musiała kilka razy zaczerpnąć głęboko powietrza, żeby pozbyć się dojmującego wrażenia, że zaraz się udusi. Poranne uczucie spokoju i harmonii zniknęło bezpowrotnie. Konstancja całą sobą poczuła, że nadchodzi coś nieznanego i niepokojącego. Coś, co teraz, przyczajone w ukryciu, szykowało się do skoku.
Przeszłość wracała.
*** 
To było jedyne miejsce we dworze, w którym czuła się jak intruz. Było w tym pokoju coś dziwnego. Coś, co wzdychało głęboko z niezadowoleniem za każdym razem, gdy otwierała ciężkie podwoje. Tak jakby ozdobione elegancką błękitną tapetą wnętrze nie życzyło sobie zakłócania spokoju.
Gdy była małą dziewczynką, wydawało jej się, że kryją się tutaj cienie wszystkich dawno zmarłych krewnych, którzy kiedyś zamieszkiwali Wilczy Dwór i teraz tylko czekają, by wyciągnąć po nią upiorne dłonie zakończone widmowymi szponami. Potem, gdy dorosła, tłumaczyła sobie ów lęk natłokiem zgromadzonych tu portretów wujów i ciotek, kuzynek i kuzynów, którzy całe lata temu przenieśli się już na tamten świat. I choć cały dom pełen był wizerunków różnych przodków, to żadne nie wzbudzały w niej takich emocji jak te zgromadzone w saloniku. Co więcej, nie tylko ona unikała tego pomieszczenia. 
Kiedyś w przystępie szczerości wyznała matce, że boi się tego pokoju jak ognia. Myślała, że ta ją wyśmieje i zruga za popuszczanie wodzy fantazji. Tymczasem to, co usłyszała w odpowiedzi, nie dość, że ją zdumiało, to jeszcze spowodowało, że lęk się pogłębił. „Ja też mam takie dziwne wrażenie, gdy tam wchodzę. Jakbym wpychała się z butami w świat, do którego nikt mnie nie zapraszał…”– Choć minęło przecież tak wiele lat, w uszach Konstancji wciąż brzmiały tamte słowa, których po twardo stąpającej po ziemi matce w ogóle się nie spodziewała. Na samo wspomnienie poczuła zimny dreszcz biegnący po plecach. 
*** 
Lubiła ten zegar. Z wielu wiekowych sprzętów, które panoszyły się w każdym zakątku dworu, ten wydawał się naprawdę żyć i posiadać duszę. Towarzyszył tylu pokoleniom, oznajmiał swoim donośnym głosem narodziny i zgony, śluby i pogrzeby. Tykał nad kołyskami, widział, jak sen tuli w swoich ramionach niemowlęta, i wysłuchiwał matek, które pochylając zmęczone głowy, szeptały odwieczne zaklęcia, słowa miłości, by ochronić swe dzieci przed wszelkim złem. Był zżyty z mieszkańcami dworu tak, że stał się nieomal członkiem rodziny. Żyjącym odmierzał skrupulatnie minuty i godziny, a tych, którzy odchodzili, zapewniał, że na zawsze pozostaną obecni w dźwięku gongu – w czasie, który być może już przeminął, ale jednak gdzieś tam, wśród skomplikowanych sprężyn i trybików, był skrzętnie przechowywany. Konstancja miała nieraz wrażenie, że w nocy zegar uwalnia ten zapomniany czas. I wtedy cały dwór mruczy dawne, przedwczorajsze już pieśni, w bawialni fortepian gra melodie do minionych tańców, a zegar, jak na dobrego gospodarza przystało, pilnuje, by o brzasku wybić odpowiednią godzinę, która odsyłała korowód zjaw tam, skąd przybyły, i na powrót dawała pierwszeństwo temu, co teraz, i temu, co nadejdzie.
I właśnie to mające dopiero nadejść wysunęło się w tej chwili na prowadzenie. Konstancja zapatrzyła się w starą, porysowaną tarczę, jakby czekając, aż zegar przemówi i zdradzi jej odwieczną tajemnicę czasu przyszłego.  

czwartek, 11 maja 2017

Antykwariat spełnionych marzeń wędruje do...

Otwarcie pudełka było już dawno. Dawno też napisaliście o swoich książkach do kochania. Niesamowicie trudno było mi wybrać wśród odpowiedzi. Było kilka, które sprawiały, że odkładałam decyzję na później. Aż dotarło do mnie, że nie jestem w stanie zdecydować. W końcu posłużyłam się starą, sprawdzoną metodą. Wypisałam imiona tych z Was, których wypowiedzi najbardziej mnie poruszyły i jedno wskazałam na chybił trafił. I tak "Antykwariat spełnionych marzeń" wędruje do Edyty Chmury. Serdecznie gratuluję i poproszę o podanie adresu wysyłki w mailu
magdakor@vp.pl
Buziaki dla Was wszystkich!