czwartek, 29 stycznia 2015

Czas na miłość:)

Żeby nam się miło czwartkowało zaczynamy od miłosnego potrójnego uderzenia. Zapraszam do lektury:) 

Konrad Rubacha

Dębowa dolina

-Tato, jelenie! - krzyknęła w ostatniej chwili ocknąwszy się z głębokiego zamyślenia.
Wojciech Małecki zahamował gwałtownie, a Aurelia podziękowała w myślach Bogu, że nikt za nimi nie jechał. Prawie na pewno skończyłoby się to stłuczką, a ojciec zapewne w zdenerwowaniu uznałby ją winną tego nieszczęścia.
-Dobrze, że mnie ostrzegłaś. Wyszły tak niespodziewanie... - mruknął zdezorientowany wodząc odległym wzrokiem za stadkiem czterech potężnych jeleni uciekających w popłochu w głąb gęstego lasu.

środa, 28 stycznia 2015

Malutki kawałeczek na zaostrzenie apetytu:)

Tak sobie pomyślałam... Czemu nie:) Nie znacie wprawdzie Konstantego, Anieli, Agnieszki ani Szawła... Wszyscy pojawią się w nowej powieści. Znacie za to Zosię, bo kto czytał "Sezon na cuda" wie, że Leontyna najpierw była Zosią... Poznajcie w takim razie jej rodzinę: Dziadka Kota (Konstantego) Babcię Aniele (czasem Zośka mówiła o niej Anioł), ciotkę Agnieszkę i Szawła. A tak nawiasem mówiąc jak myślicie, czy Szaweł wróci?




Konstanty wrócił do domu pod wieczór. Nie przyjechał sam. Tuż za nim na koniu, z niewyraźną miną siedział Szaweł. Na widok zbliżających się jeźdźców Aniela i Agnieszka wybiegły na podwórze. Konstanty zatrzymał konia tuż przed stojącymi kobietami i lekko zmrużywszy oczy obejrzał się na siedzącego za nim mężczyznę. Szaweł odchrząknął, zeskoczył z końskiego grzbietu i z lekka się zatoczywszy upadł u stóp Agnieszki.
-       Przywiozłem go, ale nie sądziłem, że rzucę ci go do stóp –unosząc brwi zwrócił się do córki Konstanty i z obrzydzeniem patrzył na gramolącego się z kolan mężczyznę. – No Szaweł, powiesz Agnieszce co ustaliliśmy w trakcie naszej krótkiej męskiej przejażdżki?
-        Oczywiście. – Szaweł głośno przełknął ślinę, spojrzał przelotnie na ojca dziewczyny i odrzucił w tył czarne jak węgiel włosy. – Kochanie chyba nie uwierzyłaś w to, że mógłbym zostawić ciebie i dziecko… - powiedział ujmując jej dłoń. – Mam nadzieję, że zarówno ty jak i twoi rodzice powierzą ciebie i to… dziecko mojej opiece – dodał przywołując na twarz czarujący uśmiech. - Pani Anielo? Panie yhm… - tu Szaweł się zaciął i z widoczną niepewnością spojrzał na męża leśniczyny.
-       Konstanty chłopcze, Konstanty – dopowiedział za niego leśniczy z wyczuwalną w głosie drwiną.
-       Panie Konstanty? Agnieszko? – zatopił spojrzenie w zapłakanych oczach dziewczyny.
-       Zosiu… – dobiegło go zza pleców i gdy się obejrzał zobaczył stojącą tuż za sobą dziewczynkę, która przewiercała go jasnym, błękitnym spojrzeniem.
-       Co - Zosiu? – pogubił się ku wyraźnej uciesze Konstantego.
-       Musisz zapytać mnie o zgodę – wyjaśniła mu mała przewracając oczami. - Jak w domu nie ma taty to ja jestem najstarsza z rodzeństwa i muszę być odpowiedzialna – wyjaśniła mu  pogłębiając tylko konsternacje Szawła.
-        A gdyby cię zapytał, to co byś mu odpowiedziała? – znienacka zwróciła się do siostrzenicy Agnieszka.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dzisiaj było i będzie tak:)

Już było:




No prawie:) Ale kawa była z córką,  z przytulonym do nóg psem i ptakami buszującymi w karmniku:)

Teraz będzie tak:


Czyli pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie :)

Potem zamierzam:

Biało jest, ptaki da się zorganizować jedynie nie wiem czy koty dałyby się namówić na wyjście na śnieg:)

A potem znów:
No a potem:


Taki mam chytry plan na poniedziałek:) A wy jak rozpoczynacie tydzień?

niedziela, 25 stycznia 2015

Nocne czytanie :)

Dziewczyny, która do mnie wpada posłuchać? :)



*zdjęcie z fb. ze strony nie czytasz nie idę z tobą do łóżka.

Przypominajka i zimowe opowieści ciąg dalszy :)

Za oknem pada śnieg, w domu ciepło i przytulnie w sam raz żeby poczytać miłosne opowiadania:) Przy okazji przypominam, że piszemy do 10 lutego. Zakładka "Miłość niejedno ma imię" jest na górze i tam są wszystkie opowiadania, kto nie czytał zapraszam. Jeszcze dzisiaj zrobię banerek z boku, który będzie przenosił bezpośrednio do zakładki, bo wiem, że niektórzy mają problem z odnalezieniem. A i przy okazji dodam, że do opowiadania można dołączyć dedykację. To z mojej strony wszystko. Zapraszam do lektury. 


Elżbieta Kulczycka

Tango na śniegu

Patrycja podeszła do okna. Śnieg wciąż padał. Pierwszy śnieg w tym roku. Białe płatki przykryły całe miasto. Patrycja lubiła zimę. Lubiła ten czas, kiedy nie było widać brudnych i szarych ulic Warszawy, a mróz ścinał powietrze i wydobywał z ust delikatne mgiełki. Najbardziej lubiła stać przy oknie i patrzeć, jak miasto spowalnia i cichnie. Śnieg tłumił odgłosy. Miała wrażenie, że zagłuszał również jej myśli. To było bardzo kojące. Zwłaszcza teraz, gdy serce chciało wyskoczyć jej z piersi z rozpaczy a głowa bolała po nieprzespanej nocy.
Patrzyła jak płatki spadają z nieba i wirują w pląsającym między nimi wietrze. Niektóre z nich przytulały się do siebie, jak tancerze na parkiecie, by za chwilę gwałtownie wyrwać się ze swoich objęć i samotnie spocząć na parapecie jej okna. Tak jak w tangu. Stała przy oknie i obserwowała tańczące płatki.