poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Zielone wzgórza nad Korčulą czyli mały miszmasz i o tym jak zacząć od środka :)

Miasto Korčula przepiękne! Średniowieczne uliczki, cieniste zaułki, będzie
o nim duży materiał :)
Te wakacje od samego początku stały pod ogromnym znakiem zapytania. Rok dwudziesty dwudziesty postawił wszelkie plany na głowie. Najpierw nie wiedziałam, czy w ogóle gdzieś pojedziemy, potem wraz ze zmianami w sytuacji doszłam do wniosku, że jednak tak, ale w takim razie do Polski. No i rzeczywiście... Pojechaliśmy na wspólny wyjazd z mężem w nasze ukochane Sudety. Na wakacje z synem też mieliśmy tam wrócić. Ale potem przyszły deszcze, padało i padało (mówię tu o wczesnym lecie) i nagle zaczęły nękać mnie wizje nas uwięzionych w kwaterze, wsłuchanych w melancholijną melodię uderzających o dach kropli deszczu, które miarowo przechodziły w jednostajny szum zwiększającej się ulewy. Wizje były bardzo realistyczne i przerażające. Bo o ile ja i Kuba (mąż) nie mamy kłopotu ze znalezieniem sobie zajęcia i właściwie nie istnieje dla nas coś takiego jak zła pogoda, to z Tyśkiem sytuacja przedstawiała się nieco inaczej. Z naszym ukochanym trzynastolatkiem, zamknięci w domu siedzieliśmy już od marca i jakoś tak nie kwapiliśmy się do wakacyjnego uwięzienia na mniejszym metrażu :) Kto ma dzieci, na pewno mnie zrozumie. Ten kto nie ma, cóż, musi użyć wyobraźni, albo dla zwizualizowania sobie tego co byśmy czuli niech obejrzy lub przeczyta jakiś dobry horror :) No i właśnie wtedy wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że będzie jednak Chorwacja.
Podczas pisania tego postu :) Nieco nieuczesana :)

Widok z pokładu promu.


A to chyba opuncja??? Gigant :) Tuż koło naszego domu :) 

Dziwicie się, że zdecydowałam się na wyjazd zagranicę w czasach pandemii? Nie dziwcie się. W niczym ten pobyt się nie różni od pobytu w Polsce. Poza tym, że najpierw się stresowałam czy na pewno wyjedziemy, a potem czy na pewno uda nam się przekroczyć granice, a potem to już odsunęłam na bok wszelkie zmartwienia i zwyczajnie odpoczywam. W miejscach gdzie pod żadnym pozorem nie wejdziecie do sklepu bez maseczki. Nie wystarczy zakrycie ust chusteczką, albo szaliczkiem. Zwyczajnie brak maseczki równa się wyproszeniem. W miejscach, gdzie nie widziałam kelnerów bez maseczek, gdzie wszędzie stoją płyny do dezynfekcji rąk. Nie będę kłamać, że na plażach pustki, bo tak nie jest, ale też ludzie nie leżą na sobie. No, ale post o warunkach podróży i tego co zastaliśmy na miejscu będzie później. Bo powinien być konkretny, a ja własnie dorwałam się do klawiatury i palce mnie świerzbią więc o konkretach i zwięzłości nie ma mowy :) Ale żeby trzymać się konwencji roku dwudziestego dwudziestego to i tu będzie pewien miszmasz. Bo chronologicznie to najpierw powinnam napisać o wyspie Brać. Bo ona była pierwszym (i to osiągniętym) celem naszej podróży. 
Widok z Korčulskiej knajpki.

Odkrywamy Korčulę.

Relaks w barze, już w Lumbardze :)

No to tak jakby dalsza część relaksu :)

Ale, jak już wcześniej wspominałam, wszystko jest postawione na głowie to i tutaj zaczniemy, nie od końca wprawdzie ale od środka :) Bo ja po prostu muszę, no muszę napisać o tym jak po kurortowym Bolu przyjechaliśmy na Korčulę. Bo to są kochani dwa światy! Bol ze swoją promenadą, gwarem, wypasionymi jachtami, najbardziej znaną z pocztówek i zdjęć plażą Złoty Róg; kipi emocjami, gra, hałasuje. Jest energetyczny i piękny w taki trochę bardziej cywilizowany sposób. W porównaniu z Lumbardą, w której się zatrzymaliśmy to Bol jest taką bogatą, ekscentryczną ciotką :) No to wyszło mi porównanie :) Ale tak właśnie to się przedstawia. Korčula to zielone wzgórza (to chyba najbardziej zielona część Chorwacji, jaką do tej pory widziałam), stoki porośnięte winoroślą, oliwkowe drzewa, dzikie zatoczki i zupełnie udomowione, plaże. Każdy znajdzie coś dla siebie. Tutaj jest spokojnie i cicho. Woda jest niebywale przejrzysta, krystaliczny lazur w płynie. Wystarczy się pochylić i tam gdzie wybrzeże jest kamieniste od razu widać jeżowce, małe rybki, ogórki morskie. Po kamieniach spacerują kraby. Pierwszego wieczoru po przyjeździe widzieliśmy jak miejscowy rybak wyciąga z wody złowione ośmiornice. Tu pomimo tego, że nie brakuje turystów życie płynie pierwotnym nurtem. Na poboczach dróg rosną granaty, figi. I wszędzie widać drogowskazy do lokalnych winiarni. Zamierzamy tam wstąpić i oczywiście wszystko Wam opowiedzieć. W mieście - Korčuli byliśmy wczoraj. Ludzi niewiele, knajpki wygodnie usadowione nad brzegiem morza zachęcają do tego żeby przysiąść i zagapić się w wielki błękit. Tak po prostu. Bez żadnego celu. To dopiero pierwszy post o wyspie Korčuli. Wstęp, takie wstąpienie w otwarte bramy wakacyjnej przygody :) Następny będzie już o wiele bardziej konkretny. 
Ot tak, sobie rośnie przy drodze :)

Przerwa w zwiedzaniu Korčuli

A to chwila relaksu w drodze.

O samym mieście Korčuli, o zapomnianej wiosce Dub - o ile uda mi się ją odnaleźć, bo własnie dziś do niej ruszamy, o plażach, które odkryjemy i różnych winach, które zamierzamy pić wieczorami. Zaglądajcie do mnie proszę, może ktoś z Was zarazi się szwędaczem i postanowi, że  koniecznie trzeba ruszyć w świat. No a gdyby już komuś przeszło to przez głowę to podaję kilka przydatnych informacji.
Czyli jednak wbrew poprzednim zapewnieniom będą konkrety :) 

W podróż na Korčulę wyruszyliśmy ze Splitu, promem. Jeżeli byście kiedykolwiek to planowali, pamiętajcie, że promy (przynajmniej teraz w roku 2020) odpływają dwa: jeden o 10:30 a drugi dopiero o 17:30. Bilety kupuje się w porcie w wyznaczonych miejscach, wszystko jest doskonale oznakowane i nie musicie się obawiać zagubienia (ja się bałam potwornie, bo to były nasze pierwsze tego typu przeprawy). I teraz uwaga: 
1) W sezonie, trzeba być sporo przed czasem żeby mieć pewność, że dostaniemy się na prom. My byliśmy o 8:00 i już staliśmy w puli rezerwowej. Udało nam się wjechać jako jednym z ostatnich.
2) Ze Splitu na Korčulę płynie się trzy godziny, warto o tym wiedzieć i uwzględnić czas podróży.
3) Bilet na prom ze Splitu na Korčulę kosztuje w przeliczeniu na złotówki około trzystu złotych (z mojego punktu widzenia to istotna informacja, bo trzeba tę kwotę uwzględnić w budżecie wakacyjnym :))
4) Wracając będziemy płynąć z innego miejsca i wtedy uzupełnię dane (w sensie skąd, jaki czas i jaki koszt) 

Buziaki Wam przesyłam i zapraszam na kolejny post o bezdrożach, odkryciach i zachwytach. 

Kolejka samochodów na prom, a to tylko te za nami,
z puli rezerwowej :) 

13 komentarzy:

  1. Pięknie Pani Magdo
    Miłego wypoczynku 😍💞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! I wszystkiego co najlepsze również dla Pani, Pani Dorotko :)

      Usuń
  2. Oj, pięknie na tej Korczuli �� i pomyśleć, że przed kilkoma laty mieliśmy tam wykupione wczasy, ale nie dotarliśmy ze względów zdrowotnych. To teraz będę się trochę czuła, tak jakbym tam była ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jeszcze się uda? Pamiętam jak planowaliśmy wyjazd do naszej wymarzonej Toskanii, pierwsze razy kończyły się fiaskiem ale w końcu się udało 😀 będę mocno trzymała za to kciuki 😍 serdeczności przesyłam 😍

      Usuń
    2. Może tak :) ja będę teraz czekać na wpisy na blogu, a potem to chyba książka będzie z Chorwacją w roli głównej :)

      Usuń
  3. Jak Pięknie, to Pani opisała:-) i te kraby���� Pewnie czas płynie wolniej. To są wakacje ŻYĆ NIE UMIERAĆ. Oj zapewne w jakiejś Pani książce przeczytamy o Chorwacji:-) Świetnie jest magia:-) Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję 💝 rzeczywiście czas jakby zwolnił 😀 a plan do książki już prawie gotowy 😀 buziaki przesyłam 😍

      Usuń
  4. Jak Pięknie, to Pani opisała:-) i te kraby🦀🐙 Pewnie czas płynie wolniej. To są wakacje ŻYĆ NIE UMIERAĆ. Oj zapewne w jakiejś Pani książce przeczytamy o Chorwacji:-) Świetnie jest magia:-) Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam jak kolejną książkę w Pani wydaniu, czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie 💝 może jeszcze dziś wieczorem uda mi się wrzucić kolejny wpis, będzie o opuszczonej wiosce, bardzo serdecznie pozdrawiam i moc uścisków przesyłam 😍

      Usuń
  6. Czy Pani była pierwszy raz w Chorwacji?

    OdpowiedzUsuń