czwartek, 9 lipca 2020

Skansen w Suchej - trochę mi smutno, trochę żal...

Mamy tak od czasu do czasu, że odczuwamy ogromną ochotę na sentymentalną podróż. Do miejsc, które w jakiś sposób zapisały się w naszej pamięci, do dróg, na których piasek przechowuje nasze zatarte ślady. Tam gdzie kiedyś coś nas zachwyciło, złapało za gardło, zakotwiczyło się w sercu i nie pozwala o sobie zapomnieć. Chyba to taka osobista mapa dróg prowadzących do naszych prywatnych szczęśliwych chwil. Miejsc czarownych, podszytych tęsknotą. U każdego taka mapa będzie wyglądała inaczej. Pewnie znajdą się na niej leśne ścieżki, małe kafejki, kręte uliczki. Albo wręcz przeciwnie: szerokie, gwarne i zatłoczone ulice, kluby tętniące głośną muzyką, plaże pełne ludzi.
My należymy raczej do tej pierwszej kategorii, jesteśmy wzdychulcami :) Takimi co to kochają ustronne miejsca,  stare przedmioty, domy, których ściany przesiąknięte są dawno przebrzmiałym śmiechem, w których stoły pamiętają wigilie sprzed ponad stu lat, w serwantkach tulą się do siebie porcelanowe filiżanki, czekające na to aż w końcu znajdzie się ktoś, kto pieszczotliwie obejmie ich uszka i rozgrzeje wnętrza gorącą kawą albo herbatą.  Dlatego też zapewne tak lubimy skanseny.



Jednym, który odwiedzamy regularnie jest ten położony w Suchej. Mamy do niego dość blisko, jakąś godzinę jazdy.  Sucha leży w powiecie węgrowskim. To wieś położona pomiędzy Grębkowem a Kopciami. Specjalnie piszę szczegółowo o położeniu, bo to ułatwia zlokalizowanie, a może ktoś się skusi i pojedzie. A mam wrażenie, że jeżeli ktoś ma na to ochotę powinien to uczynić w miarę szybko, bo nie dzieje się tam dobrze.
Gdy pisałam o Suchej w 2012 roku już wtedy znajdowałam opinie, że skansen jest zaniedbany, że chyli się ku upadkowi. Jednak wtedy wydawało mi się, że to zbyt pochopne oceny. Zresztą pozwolę sobie przytoczyć to co wówczas napisałam:
"Szukając wiadomości o Suchej znalazłam wpis o tym, że skansen zaniedbany, że chyli się ku upadkowi, że jak można (...). A ja poczytałam i wiem (od razu zaznaczam, nie znam właściciela, pracowników, nikogo, to moje zupełnie niezależne przemyślenia), że dwór jest finansowany przez prywatnego człowieka, właściciela, który nawiasem mówiąc odbudował go, bo w momencie zakupu, dwór w dużej części był spróchniały zagrzybiony, pozbawiony dachu. Specjaliści z Warszawy powiedzieli, że nie da się z nim nic zrobić, natomiast mieszkańcy wsi stwierdzili, że się jednak da. I się dało! Moim zdaniem nie powinniśmy oceniać w ten sposób jak w tym podlinkowanym wpisie*. Bo wystawiać negatywne opinie łatwo, dużo trudniej zmierzyć się z rzeczywistością i stawić jej czoła. Mnie dwór zachwycił, szczególnym sentymentem obdarzyłam werandę z tyłu, na której w czasie gdy w dworze mieścił się PGR , trzymano - uwaga! Traktor!"

*w tej chwili strona się nie otwiera.



No cóż, wtedy wydawało mi się, że nie jest źle, że trzeba czasu na zdobycie pieniędzy, że prace są prowadzone. Ale z roku na rok to miejsce wygląda coraz gorzej. Zapewne nadal potrzeba gigantycznych środków na odbudowę i bieżące potrzeby ale nie można przymykać oczu na to, że czasu jest coraz mniej. Dwór, który jeszcze kilka lat temu miał nadzieję w tej chwili sprawia wrażenie zrezygnowanego. Naprawdę czuje się w nim takie jakieś smutne pogodzenie się z losem, skulenie i beznadziejność. A przecież to dom z przepiękną, bogatą historią. Pozwolę sobie sięgnąć do mojego tekstu sprzed lat:
Ten budynek jest bardzo dobrze utrzymany,
ktoś chyba w nim mieszka.

"We wnętrzach nie zachował się oryginalny wystrój. Jedyną rzeczą jaką udało się odzyskać jest szafa, którą kiedyś dostała w prezencie ślubnym pokojówka, która tam pracowała i ową szafę udało się odkupić i wstawić z powrotem. Reszta umeblowania pochodzi z prywatnych zakupów pana Kwiatkowskiego (właściciela dworu) i darowizn. W liwskim zamku można obejrzeć piec, który kiedyś w dworze stał. Dlaczego go tam przeniesiono - nie mam pojęcia. Poza dworem na terenie znajdują się jeszcze inne stare chaty, do jednej nawet nas wpuszczono,(to było parę lat temu, teraz wszystkie budynki poza dworem pozostają zamknięte), można było zobaczyć wnętrze i stare przedmioty (mnie rozczulił bujany konik i kołyska), druga starsza chata (chałupa ks, Brzóski, z około 1860 roku, ukrywał się w niej rzeczony Stanisław Brzóska, ostatni uczestnik Powstania Styczniowego) chwilowo zamknięta jest dla zwiedzających. Nawiązując do zaniedbania, to warto wspomnieć ( to wiem z książeczki o Suchej), że właścicielowi nie było łatwo utrzymać obiektów. Pozwolę sobie zacytować pewien fragment:
A na zdjęciu sekretarzyk (ten to współczesna replika). 
52 szufladki jedna na każdy tydzień roku :)





"... Jest to tym samym zabytek historyczny. Pokryłem go strzechą. W izbie umieściłem rzeźby, które ofiatrował mi ich autor Witold Lorentowicz z sąsiedniej miejscowości Polaki. Urokliwe rzeźby, a było ich ponad dwadzieścia, przedstawiały prace ludu podlaskiego m.in. źniwiarz, pasących gąski, wyrabiających masło w maselnicy, etc. Dzieci, ale i dorośli którzy odwiedzali skansen, zachwycali się takiego rodzaju sztuką. W Chałupie tej ponadto zgromadzono przedmioty i narzędzia m.in. unikalny wiejski magiel, posiadający skrzynię, do której wrzucało się kamienie. Poza tym znalazły tu swoje miejsce: stary XIX wieczny warsztat stolarski, pług i drewniana brona. W innym pomieszczeniu urządziłem izbę ks. Brzóski, z różnymi dotyczącymi go pamiątkami.
Piszę o tym w czasie przeszłym, bo wszystko to dnia 19 listopada 2003 roku spłonęło w ogniu, podłożonym przez mojego pracownika, z którym nigdy nie byłem w konflikcie - alkohol odebrał mu poczytalność"
Dalej dowiadujemy się, że nie tylko chata ks. Brzóski uległa wtedy zniszczeniu, ale druga, ta do której obecnie można już wchodzić też została podpalona.  To że po tym wszystkim udało się na nowo je odbudować i jako tako wyposażyć to i tak wielki cud. Ja szczerze podziwiam determinację ludzi, którzy się nie poddali.
Jako ciekawostkę dodam, że Dwór często zmienia się w plan filmowy. „Pornografia” w reżyserii Jana Jakuba Kolskiego czy „Śluby Panieńskie” Filipa Bajona - w większości powstały na terenie skansenu. W superprodukcji Jerzego Hoffmana – „1920. Bitwa Warszawska” – na terenie skansenu powstawały sceny potyczki polskiego oddziału z Armią Czerwoną. Tutaj także stacjonowali Czerwonoarmiści i powstały sceny sądu polowego nad polskimi żołnierzami. "

Wracając do tego co dziś. Widać, że coś poszło nie tak. I o ile poprzednim razem wyszłam z terenu skansenu z poczuciem, że wszystko jeszcze przed nim to teraz... Jest mi żal. I jakoś tak przyszedł mi do głowy fragment wiersza pana Mariusza Parlickiego:

Ad fontes

Szkoda, że ciebie dziś tu nie ma,

bo tu czas w miejscu jakby stanął,

stół stoi z nakryciami trzema

i chleb wyjęty wtedy rano



leży. Firanki w oknach szare,

już po krochmalu nie ma śladu,

na dobre stanął też zegarek,

cicho, jak nigdy u sąsiadów.



Ogródek zarósł bujnym chwastem,

ale gdzieniegdzie ciągle kwiaty,

kaflowy piec nie pachnie ciastem,

brak konfitury i herbaty, (...)


Dlatego jeżeli macie możliwość pojechania do Suchej, zróbcie to.  Nie można takich miejsc opuszczać w gorszych momentach. Przyjaciół poznaje się w biedzie, a to miejsce bardzo potrzebuje przyjaznych ludzi. Przejdźcie się po wnętrzu dworu, pogłaszczcie oparcia krzeseł, przystańcie przed sekretarzykiem. Dajcie temu miejscu nadzieje. Kto wie może jeżeli liczba odwiedzających gwałtownie wzrośnie, coś zacznie się dziać. Może znów drzwi starych chat staną otworem, a dwór odetchnie z ulgą. Tego mu z całego serca życzę.








4 komentarze:

  1. Kochani był błąd, kawałek tekstu gdzieś mi uciekł ale już jest dobrze :) Przepraszam za bałagan :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne miejsce. Uwielbiam takie stare dworki. w Suchej nie byłam, ale dziękuję za polecenie tego miejsca.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż żal za serce ściska, że tak szybko pozbywamy się poprzednich przedmiotów. A jeżeli są to nie dbamy o nie. Często słyszę brak pieniędzy, nie opłaca się, lepiej postawić nowe "betonowe". A to są piękne miejsca, warto je ratować. Nie byłam tam i przykro mi nie będę - brak możliwości. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne miejsce! Chyba wiem gdzie z mężem zahaczymy w czasie urlopu :)

    OdpowiedzUsuń