rozpaczy? A fotografie? Tutaj można totalnie przepaść. Dlaczego ta pani ma takie przepastnie smutne oczy? A ten pan taki wpatrzony przed siebie, poważny, jakby zaniepokojony obecnością fotografa... Jak wyglądał gdy się uśmiechał? Jaką miał żonę? Pulchną i radosną czy raczej poważną, smukłą zazdrośnicę? A z tych dziewczynek z loczkami i kokardkami to zapewne wyrosły niezłe trzpiotki... A może wcale nie wyrosły? Przecież po drodze była wojna... Chociaż takie myśli odsuwam jak najdalej. Wolę wierzyć w dobre zakończenia. Kluczyk od zegarka zostawiłam sobie na koniec, bo jest dopiero od niedawna ze mną. Zegar przybył w tamtym tygodniu. Wygląda dostojnie. Wybija godziny i jego dźwięczny ton rozbrzmiewa echem po mieszkaniu.
Natomiast kluczyk jest wygładzony przez... No właśnie. Przez czyjąś dłoń, a zapewne dłonie. Kto nakręcał go raz w tygodniu? Kto wprawiał w ruch wahadło? W czyim domu odmierzał szczęśliwe i bolesne chwile? Czyj śmiech i czyje łzy rozbrzmiewają w tej chwili w dostojnym ding, dang, dong?
Napisałam o sobie ale uwierzcie, że jest to równocześnie recenzja (niestandardowa, przyznaję bez bicia) powieści "Sekret zegarmistrza". Bo jeżeli lubicie takie klimaty, wsłuchujecie się w przeszłość, intrygują Was historie rodzinne to ta powieść jest właśnie dla Was.
Co więcej poruszona jest tam również bardzo ważna kwestia, która szczerze mówiąc mnie zaskoczyła. A mianowicie równowaga pomiędzy tym co było a tym co jest. Renata Kosin w niesamowity sposób pokazała jak niebezpieczne może być zatracenie się w przeszłości i lekceważenie teraźniejszości. Nawet przy ogromnym umiłowaniu ten złoty środek, ta równowaga pomiędzy tym co tutaj a tym co tam powinna być jednak zachowana. Ale o tym najlepiej przekonacie się czytając "Sekret zegarmistrza".
A teraz mam dla Was niespodziankę. Kilka słów od samej autorki:
Czas w rzeczach zaklęty
„Są w życiu człowieka sprawy, często te najważniejsze, na które nigdy nie ma właściwego czasu, choć jednocześnie jest na nie zwykle czas najwyższy”.
Tak mówi jedna z bohaterek Sekretu zegarmistrza, gdzie nieustannie przewija się właśnie motyw czasu. Odmierzające go zegary pojawiają się tam nieprzypadkowo, ponieważ towarzyszyły mi przez całe życie – budziły i usypiały lub po prostu były, niemal wszędzie wokół. Przyzwyczajały do miarowości tykania, głośnego wybijania godzin, rozumienia, że czas nie jest równoznaczny jedynie z przemijaniem, ale też przypomina o sprawach ważnych. Zobowiązuje do pamiętania.
Pamiętać można na wiele różnych sposobów i każdy pewnie ma własny, najlepszy, by nie zapominać. Moim sposobem jest pisanie – wkładanie fragmentów czasu między okładki książek. Daję go moim czytelnikom. Dla siebie gromadzę też inne pamiątki, bardzo różne, cenne dla mnie ze względu na historię, które się z nimi wiążą, osoby, których dotyczą, sprawy o których przypominają. Niektóre z nich ustawiam na półkach, wieszam na ścianach, inne zamykam w pudełkach po butach, szkatułkach, blaszanych puszkach, zapisuję w zeszytach, wklejam do albumów, jeszcze inne chowam tylko w mojej głowie, albo w sercu.
Wierzę, że każdy ma takie pamiątki, które pieczołowicie przechowuje po to, by móc kiedyś komuś o nich opowiedzieć, albo po prostu móc samemu do nich wrócić. Dla nich zatrzymać się na chwilę w czasie, albo na moment zatrzymać ten czas dla siebie po to, by przypomnieć sobie o tym, co w życiu jest najważniejsze.
To własnie jest pytanie konkursowe. Można wygrać dwa pachnące nowością i przepełnione przeszłością "Sekrety Zegarmistrza". Zwycięskie odpowiedzi wybierzemy wspólnie z Renatą. Na odpowiedzi czekam tydzień. Do 26 lutego do godziny 24:00.
Przy okazji przypominam o konkursie na blogu Reni i zachęcam do zaglądania do niej, bo ostatnio coraz więcej tam się dzieje. Ogólny adres bloga TU, konkurs TU :)