Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fado. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fado. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2015

No więc Dukla...

Dukielski rynek (zdjęcie STĄD)
No więc Dukla... Przez moment zachodzę w głowę jakim cudem jeżdżąc tam tyle lat, rok po roku tak wielu pobliskich rzeczy nie widziałam. A jednak po zastanowieniu już się nie dziwię. Wtedy nie trzeba mi było niczego więcej. Starczało to co było najbliżej. Codziennie chodziło się w góry. Tak po prostu. Nie myślało się nad sensownością. Nie trzeba było mieć konkretnego szczytu do zdobycia, miejsca do zobaczenia. Zwyczajnie chciało się wejść wyżej i wyżej, żeby pobrodzić w pachnących zielenią trawach. Były takie miejsca gdzie wystarczyło w tej zieloności zanurkować i wpadało się w czerwień i oszałamiający zapach poziomek. Wieczorami cykały świerszcze, pieczone w ognisku ziemniaki parzyły palce zmrok pachniał beskidzkim latem. Czasem wybieraliśmy się do Pustelni Świętego Jana. I to już była wielka wyprawa. Najpierw podróż rozklekotanym autobusem, potem droga poboczem szosy a dopiero później wspinaczka w górę. Po to by obmyć się chłodną cudowną wodą. Ta woda na twarzy, przeciekająca przez palce to było jak dotknięcie magii, posmakowanie baśni. Miała przecież uleczać. Czary w postaci migoczących kropli ściekających po brodzie. Magia w stanie ciekłym. Coś w tym widać jest bo w tym roku nasz syn też się nie mógł od niej oderwać. Kilka razy wracał do źródełka i nabierał ją w ręce. Pił małymi łyczkami. Słuchał opowieści o swoim dziadku, który też tu przychodził. Tak jak potem ja a teraz on... Pokazałam mu w domu zdjęcia. Czarno białe migawki dawnego życia. Mój tata a jego dziadek w pustelni świętego Jana. Ze stareńkim pustelnikiem z długą siwą brodą. Pamięć płata mi figla,bo mam wrażenie, że i ja tego pustelnika widziałam. Ale to niemożliwe. Tata z mamą na zdjęciach są jeszcze tacy młodzi a pustelnik stary. Mnie w ogóle jeszcze nie ma. Nie mam prawa wiedzieć o jego istnieniu. Pewnie żyje we mnie odbitka tego zdjęcia oglądanego od wczesnego dzieciństwa. I mam nadzieję, że udało mi się uprząść tę nić pamięci dalej, podać nieprzerwaną Tyśkowi. Że być może kiedyś on zabierze tam swoje dzieci i opowie im o ich pradziadku, babci i dziadku, którzy tak jak oni w tej chwili, której jeszcze nie ma, której mój synek nawet nie przeczuwa, pili tutaj cudowną wodę... Tak chyba właśnie tworzy się pamięć pokoleń.
No więc Dukla. I zachwyt gdy po raz pierwszy obejrzałam "Wino Truskawkowe". Zanim jeszcze pojawiła się tam wzmianka o dobrze mi znanym końcu świata wiedziałam, że film opowiada o tych miejscach, które na zawsze wyżłobiły ścieżki w mojej pamięci. Wszystko tam było takie moje, tak dobrze znane tak prawdziwie nieuchwytne. I budzące ogromną tęsknotę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to charakterystyczne dla Andrzeja Stasiuka. Opowiadając o tym co mu w duszy zagrało, melancholijnie zanuciło sprawia, że i my za jego przewodnictwem odkrywamy swoje własne pieśni. Nasze prywatne fado*. Już sam początek książki o tym samym tytule wywołuje dreszcz oczekiwania:

„Najlepsza jest noc w obcym kraju. O zmierzchu porzuca się jakąś okolicę, ponieważ okazała się beznadziejnie nudna, i rusza, powiedzmy, prosto na południe. Ciemność spada na równiny, zakrywa ich smutek i o dziesiątej wieczór jedzie się już przez czystą, czarną przestrzeń. Można wyobrażać sobie różne rzeczy, można odgadywać zarysy niewidzialnego pejzażu, pola, sady, miasta z białego kamienia (...), ale koniec końców zdaje się to psu na budę, bo zostajemy sam na sam z przestrzenią, która jest najstarsza ze wszystkich rzeczy.”

Tak zaczyna się podróż. Nie tylko ta realna ale też ta najbardziej osobista: ruszamy w głąb samych siebie. I już nie ma dokąd uciec, nie ma wyboru. Trzeba spojrzeć prosto w serce. I pozwolić sobie zatęsknić.
Spróbujcie. Przeczytajcie "Fado" Stasiuka albo obejrzyjcie "Wino Truskawkowe" nakręcone na podstawie jego "Opowieści Galicyjskich. Jedno i drugie powoduje nawrót pamięci, potrzebę przeszłości. Nawrót wspomnień. Zobaczycie co tym zyskacie. Ja otrzymałam miejsce, którego przedtem nie znałam.
Jaśliska...
Ciąg dalszy nastąpi :)

*Fado to melancholijna, nostalgiczna portugalska pieśń.

Zdjęcie tylko chwilowo dodane. Dysk z naszymi fotkami został w pracy :) Niedługo zamieszczę nasze własne.

środa, 7 października 2015

Moje prywatne Fado... Zalążek

Dukla. Miasteczko, które dla wielu jest jedynie punktem na mapie. Dla mnie stanowi epicentrum dzieciństwa. Krainę szczęśliwości. Miejsce do którego uciekało się gdy świat tak przytłaczał, że już nie było dokąd iść. Pamiętam Duklę w zimowym wydaniu. Ciszę tak głęboką, że nie było słychać nic poza własnymi myślami i uderzeniami serca. Pierwsza zawiedziona miłość została daleko pod Warszawą a ja przyjechałam zakopać cały swój żal i smutek w dukielskim śniegu. Teraz gdy to wspominam sama sobie wydaję się nieco tandetna. Z tym żalem i snującą się w głowie piosenką Czerwonych Gitar "Była to głupia miłość". Przynajmniej w tym jednym się nie pomyliłam, głupia była rzeczywiście.
No więc Dukla... Tak o niej pisał Andrzej Stasiuk:

No więc Dukla. Dziwne miasteczko, z którego nie ma już dokąd pojechać. Dalej jest tylko Słowacja, a jeszcze dalej Bieszczady, lecz po drodze diabeł powtarza jak litanię swoje "dobranoc" i nic z rzeczy ważnych się nie przydarza,nic tylko kruche domy przycupnięte przy szosie jak wróble na drucie, a pomiędzy nimi wietrzne wygony nieodmiennie zakończone niebem, które wznosi się a potem przegina, zawisa nad głową, by wesprzeć się o przeciwległy skraj horyzontu. Tak jest - Dukla, uwertura pustych przestrzeni. Dokąd pojechać z Dukli? Z Dukli można tylko wracać. Podkarpacki Hel, urbanistyczna Ultima Thule. Dalej są już tylko drewniane chyżki i betonowe okruchy corbusierowskich bastardów - czyli rzeczy, z którymi pejzaż daje sobie jakoś radę. 

Pewnie wiecie już o czym będzie. O moim prywatnym "Fado", o Stasiuku i Jaśliskach. O mnie i o jesiennej tęsknocie....

Nie wiem jak to się stało ale pisząc ten post a tak naprawdę zaledwie zaczynając pomyślałam, że właściwie taki mógłby być początek książki: Dukla. Miasteczko, które dla wielu jest jedynie punktem na mapie. (itd)

Ciąg dalszy nastąpi :) Na razie w postaci posta. Chcecie czytać dalej?