sobota, 10 października 2020

Dlaczego najnowsza powieść będzie wyjątkowa :)


Część z Was wie już, że prawie tydzień temu, w niedzielę napisałam słowo "KONIEC". Zadziwiające, ile takie jedno słowo może znaczyć. A w tym wypadku ni mniej ni więcej oznacza, że za chwilę znów coś się zacznie. Ale teraz, jeżeli pozwolicie, chciałabym zatrzymać się przy tym co już jest.
A więc tak:
TYTUŁ: BO NADAL CIĘ KOCHAM
AUTOR: nikt się tego nie spodziewa 😂😂😂 MAGDALENA KORDEL
POWIEŚĆ: ZIMOWA.
MIEJSCE AKCJI: MALOWNICZE, GDZIEŚ W ŚWIECIE I WARSZAWA

I teraz proszę państwa gdybym chciała krótko napisać o książce, która TRAFI W WASZE RĘCE W LISTOPADZIE, to napisałabym tak:

To nie jest romans, ale to książka o miłości. 
To nie jest powieść tylko o świętach ale jednocześnie niesie ze sobą nadzieję i wiarę. 
Mało tu pieczenia i gotowania ale za to wszystko pachnie i jest autentyczne. 
To święta w zupełnie innej odsłonie.
To wigilia wigilii. 
To listy, które przychodzą z przeszłości a adresatka za nic nie chce ich otworzyć.
To spotkanie, które może odbyć się tylko w wigilijny wieczór.
To powieść o tym, jak osłonić serce...
To opowieść o determinacji i nieoczekiwanych odkryciach.
I o przeszłości choć wszystko dzieje się tu i teraz :) 


No to jakby ktoś miał wątpliwości to właśnie wszystko wyjaśniłam :) 

Tajemnica bzów nie pojawiła się tu
przypadkiem :)
Jeżeli ktoś tęsknił za Leontyną
to już może zacierać łapki :)

A tak już normalniej, to powieść pisała mi się niesamowicie. Zupełnie inaczej niż wszystkie do tej pory. Po pierwsze, pamiętacie posty nieoczywiste? 
Właśnie do nich wracamy :) I będą niespodzianki. Tak jak obiecałam, ale po kolei. Dziś powrót do pierwszego i drugiego. 
Przytaczam na wszelki wypadek gdyby ktoś nie pamiętał :) A raczej dziwiłabym się gdyby ktoś pamiętał, bo to było dawno, dawno temu :) 

Post pierwszy mniej więcej brzmiał tak:

Chciałam uroczyście i z niejaką ulgą oznajmić, że z dwunastu napisanych początków został wreszcie wybrany ten właściwy 😀 Bałam się, że na amen utknę na tych pierwszych stronach. Ale wreszcie się udało 😀 A jak myślicie co stanie się z pozostałymi? Poniżej odpowiedzi do wyboru, zobaczymy czy dobrze mnie znacie 😛
💐 Wyrzucę bez sentymentu.
💐 Zostawię, bo może przydadzą się w innej powieści
💐 Wszystkie znajdą swoje miejsce w tej książce tyle tylko, że nie będą początkami.  

Tego zdania w ogóle nie będzie :)
Ale ostatniego nie mogę Wam pokazać, bo bym
zdradziła to czego zdradzać absolutnie nie powinnam :)


Post drugi zaś zawierał trzy początki, z których jeden miał być tym właściwym. Oto one:

💐 Pierwszy: 
Obudziła się z głośnym kołataniem serca i z miejsca poczuła irytację pomieszaną z ulgą. Zadziwiająca kombinacja, która wprawiła ją w jeszcze większe rozdrażnienie. Jej ojciec mawiał zawsze, że jeżeli zna się przyczynę problemu to jest się o krok od rozwiązania go. W tym jednak przypadku Leontyna nie mogła się z nim zgodzić. Znała powód, a jakże – koszmary, które ostatnimi czasy zaczęły ją nawiedzać. 
💐 Drugi:
Noc przyszła cicho zagarniając pod swoją czarną pelerynę ostatnie siwe pasma zmierzchu. Ciemność opadała łagodnie na bezlistne gałęzie drzew, wpełzała do przydrożnych rowów, zamieniała uschłe pozostałości długich traw w kołyszące się makabrycznie, złowrogie cienie, przywodzące na myśl szeleszczące zjawy, duchy minionych, pogodnych dni. 
Tyle właśnie warte to całe, beztroskie życie, tyle zostaje z młodości – zdawały się krucho i łamliwie szemrać poddając się bezwolnie lekkim podmuchom lodowatego wiatru. 
Jedynym punktem rozświetlającym nieprzeniknioną czerń był chybotliwie migoczący płomyczek świecy, którą ktoś postawił w oknie starego domu.
💐 Trzeci:
Wszystko zaczęło się od odebrania pierwszego listu. Wyglądał niewinnie. Elegancka kremowa koperta, jej imię i nazwisko było starannie wykaligrafowane. Brak adresata nadawcy (poprawiłam błąd, który strzeliłam) . 
Przedwojenna szkoła, takiego pisma dziś się nie spotyka – pomyślała zerkając na kremowy papier i jednocześnie podpisując podsuwaną przez listonosza kartkę z potwierdzeniem odbioru.
Do dziś nie mogła zrozumieć dlaczego ta kaligraficzna konkluzja jej nie zaniepokoiła ani nie dała do myślenia. Chyba dlatego, że właśnie tamtego dnia, trzymając kopertę w dłoniach padła ofiarą swojego własnego, doskonalonego przez lata szachrajstwa. Bo przecież na logikę coś czego nigdy nie było nie miało prawa wrócić.


I tak kochani jeżeli chodzi o pierwszy post z cyklu nieoczywistych to sprawa ma się tak, że po pierwsze sama powieść jest bardziej nieoczywista niż może się zdawać :) Otóż w rezultacie początków jest czternaście :) I żaden z tych z drugiego postu nie jest tym właściwym. Dla mnie samej było to zaskoczeniem i to niemałym. Zresztą takich niespodzianek ta opowieść przyniosła naprawdę dużo :) 
Niczego nigdy nie wyrzucam, bo zawsze może się przydać, tego nauczyłam się przez te wszystkie lata pisania :) 

A skoro już o początkach mowa to ten właściwy... Ten właściwy brzmi tak:

Przychodził na pocztę od ponad tygodnia. Siadał przy jednym ze stolików i udawał, że coś zawzięcie pisze na rozłożonej kartce papieru, czasem szedł kupować znaczki albo widokówki. Dla niepoznaki codziennie inaczej się ubierał. A to wcielał się w eleganta starej daty w meloniku, okularkach i eleganckim płaszczu, a to wkładał czapkę oprychówkę, sweter i lekko wymięte spodnie, a raz nawet wyciągnął z czeluści szafy zapomniany, letni garnitur, którego nie miał na sobie od lat. Gdy go włożył, z ukontentowaniem stwierdził, że o dziwo pasuje. Wprawiło go to w dobry nastrój na cały dzień. Z radością też zauważył, że mimo upływu lat nadal to potrafi. Zmienić się nie do poznania albo wtopić w tło tak, że nikt nie zwracał na niego uwagi. Wystarczyło zwyczajnie być naturalnym i jedną częścią siebie uwierzyć, w to, co się robi, a drugą, tą odpowiedzialną za zadanie, nakłonić się do wzmożonej uwagi. Wyostrzyć zmysły, ale tak by nikt inny tego nie dostrzegł. Tak, jak robił to na poczcie. Kładł na stoliku koperty, żeby na pierwszy rzut oka wyglądało, że jest zajęty pisaniem listu. I pisał, tyle że na kartce pojawiały się przypadkowe słowa, które przepływały mu przez głowę bez udziału jego woli. W tym czasie tak naprawdę skupiał się na rzucaniu ukradkowych spojrzeń w stronę pracowników poczty. Po jakimś czasie znał ich grafiki pracy na pamięć, wiedział, kto jest miły, a kto zgryźliwy, kto wpada na ostatni moment, a kto przychodzi ze sporym wyprzedzeniem. Zgryźliwi poszli na pierwszy ogień i zostali wykreśleni z listy potencjalnych kandydatów na wspólnika. I tak przepadli: szpakowaty mężczyzna z kozią bródką, który obsługiwał klientów poczty tak, jakby robił im łaskę, nieuprzejma, blada kobieta z włosami przylegającymi do czaszki i chuda paniusia z nieprzejednaną miną i mocno zaciśniętymi ustami. Ci z całą pewnością się nie nadawali , nie wyglądali na takich, co by się interesowali kimkolwiek innym poza nimi samymi. Po krótkim namyśle odrzucił również tych superpunktualnych i superobowiązkowych. Te skądinąd pożądane na co dzień cechy tym razem mogłyby tylko utrudnić sprawę. Ktoś, kto ma duszę urzędnika i jest nadmiernie uporządkowany, zazwyczaj nie ma ani grama fantazji i wyobraźni, a te przecież były mu tym razem bardzo potrzebne. Po wstępnej selekcji została mu jeszcze gromadka trochę nijakich i trudnych do zakwalifikowania oraz dwoje młodych: dziewczyna i chłopak. Oboje z rozwichrzonymi młodością głowami, z reguły wpadali do pracy na ostatnią chwilę, a jeszcze częściej się spóźniali. I co najistotniejsze – oboje sprawiali wrażenie dość miłych.

Po krótkim namyśle z nijakich zrezygnował. Byli zbyt niecharakterystyczni i niepewni. Trudno by ich było przekonać do czegokolwiek, wciąż by się wahali. Wybór zawęził się więc do ostatniej dwójki. W końcu zdecydował się na dziewczynę. Wprawdzie młode to to było i zapewne myślące całkiem inaczej niż ktoś w jego wieku, no ale zawsze to jednak kobieta i jako taka dużo lepiej rozumie pewne rzeczy. Nawet takie siuśmajtki dopiero co od ziemi odrosłe z mlekiem pod nosem.



Pamiętacie? Posty nieoczywiste związane były z zabawą :) Otóż jutro podam zwycięzców i pierwszą część nagrody będzie można sobie wybrać natychmiast :) A na drugą trzeba będzie jeszcze poczekać do przyszłego tygodnia, aż wrócę i wyślę.

Bo wiecie, że rzucam wszystko i wyjeżdżam w Bieszczady 😛 


5 komentarzy:

  1. Brzmi cudownie
    Ahh jak marzy mi się książka z Pani autografem. Choćby jedna z całego zbioru. Może właśnie ta?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka super wiadomość. Będę czekała z wielką cierpliwością.
    A póki życze fajnego wypadu, jeżeli to tylko będzie możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to nie ma innej opcji tylko muszę ją mieć, może jako prezent pod choinką.. tylko czy tak długo wytrzymam :-)
    Pozdrawiam i z góry dziękuję za kolejną powieśc.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również nie mogę się doczekać kolejnej powieści. Pani książki wręcz pochłaniam, bo tak świetnie mi się je czyta. Pozdrawiam i życzę dużo, dużo zdrowia i jeszcze wielu kolejnych powieści, które cieszą serce.

    OdpowiedzUsuń