środa, 6 lutego 2013

Wołodyjowski dobrodziejem suchotników...


O tym jak na sienkiewiczowską trylogię reagowali czytelnicy już wiemy. Traktowali jej bohaterów jak przyjaciół albo wrogów. Przeżywali ze swoimi ulubieńcami wzloty i upadki – jednym słowem żżyli się z nimi niesamowicie. Zażyłość i uwielbienie przejawiało się na różne sposoby. Jednym z bardziej oryginalnych było podarowanie Sienkiewiczowi niesamowitego prezentu przez... Samego Wołodyjowskiego:) Stąd wniosek moi drodzy, że pan Michał wcale a wcale nie zginął, bo jak w innym wypadku miałby darować panu Henrykowi 15 000 rubli?:) A działo się to w grudniu 1888 roku. Sienkiewicz wrócił właśnie do Warszawy z jednej ze swoich licznych podróży i ku swojemu ogromnemu zdumieniu zastał przesyłkę adresowaną do niego a w niej wspomnianą wyżej kwotę. Bez żadnych informacji czy wyjaśnień. Jedynie z podpisem: „Michał Wołodyjowski - Henrykowi Sienkiewiczowi”
Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że zdumienie pana Henryka na widok zawartości przesyłki było ogromne. Nie mówiąc o tym, że ten hojny dar przysporzył pisarzowi niemało problemów, bo nie bardzo wiedział co z tą niespodziewaną dotacją zrobić, bo przyjąć jej od anonimowego ofiarodawcy nie chciał. W końcu Sienkiewicz uznał, że jedynym sposobem na wyjaśnienie tej sprawy jest wystosowanie listu w prasie. I tak 11 grudnia cała Warszawa po przeczytaniu „Słowa” mówiła o sprawie tajemniczego daru od Wołodyjowskiego. Sienkiewicz w takich oto słowach przedstawił sprawę tajemniczej przesyłki:
Kochany Redaktorze!
Jak Ci wiadomo, w dniu wczorajszym odebrałem przesyłkę pieniężną, obejmującą piętnaś tysięcy rs i kartkę ze słowami:<< Michał Wołodyjowski - Henrykowi Sienkiewiczowi.>>
Jakkolwiek zwyczaj składania podobnych dowodów pieniężnego uznania dla literatów i artystów jest dość rozpowszechniony za granicą, nie był on dotychczas uznany u nas, gdzie – wobec ogólnego ubóstwa – tysiące pilniejszych potrzeb oczekuje zaspokojenia.
Co się tyczy mnie osobiście, przyjęcie takiego daru nie jest zgodne ani z moim usposobieniem, ani z moją fantazją. Nie będąc człowiekiem bogatym, zarabiam tyle, a nawet więcej, ile mi potrzeba. Dlatego mimo wielkiej wdzięczności dla dawcy ukrywającego się pod pseudonimem Michała Wołodyjowskiego, daru jego przyjąć nie mogę. Pieniądze złożyłem jako depozyt w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, gdzie w ciągu trzech lat mogą być za udowodnieniem odebrane. Po upływie tego terminu rozporządzę nimi według własnego uznania”

Jak się można było spodziewać na list Sienkiewicza zareagowali nie tylko czytelnicy, ale też prasa. Świętochowski w „Prawdzie” napisał:
Utwory Sienkiewicza czczone już były w sprawozdaniach, odczytach, teatrach, cyrkach, rysunkach, obrazach. Zdawało się, skala odznaczeń dla nich już się wyczerpała. Tymczasem zaszczycone zostały nową i nieprzewidziana ofiarą.”
Dalej pisał:
„Wątpię bardzo, czy mały rycerz, zdradzający wielka wrażliwość honorową, nie ruszałby wąsikami na taką formę okazanej w jego imieniu wdzięczności, zwłaszcza, że był na nią za biedny.”
Ogólnie większość przychylała się do stanowiska Sienkiewicza i uważała, że pisarz rzeczywiście przyjąć pieniędzy nie może. Inaczej sądzili Deotyma i Pług, którzy uważali, że Henryk postąpił wobec nieznanego darczyńcy niemal grubiańsko odrzucając jego serdeczny dar. Nawet krawiec Sienkiewicza nie omieszkał pouczyć go, że tak lekkomyślnie pieniędzy się nie odrzuca:)
Jak widać Warszawa jak zwykle żywo i różnorodnie zareagowała na dziejące się w jej obrębie wydarzenia. Natomiast kto zgadnie jak na całą dyskusję zareagował Bolesław Prus? Cóż zgodnie z moimi przewidywaniami (już zdążyłam go trochę poznać:)) skrytykował całe to zamieszanie tyczące się 15000 rubelków. Uczynił to rzecz jasna w swojej kronice :
... Co się u nas dzieje? Oto kto wierzy w Boga, zajmuje się owymi piętnastoma tysiącami rs nie tylko w swoim pokoju, ale nawet w pismach. Nikt nie pyta czy pieniądze np. nie są fałszywe albo już wycofane z kursu, ale troszczy się, dlaczego człowiek młody, zdrowy dostał piętnaście tysięcy rs. Czy mógł je przyjąć? Czy powinien je odrzucić albo natychmiast oddać na cel dobroczynny?
Śmieszne widowisko, obłudne skrupuły... I to jeszcze w społeczeństwie, gdzie nikt nie wstydziłby się wziąć piętnastu tysięcy rs wygranych w karty, gdzie ludzie najlepiej uposażeni i niestarzy przyjmują, a nawet upominają się o gratyfikacje […] Takie wścibstwo, takie faryzeuszostwo jest niezawodnie stanem chorobliwym”
No cóż komentować tego nie trzeba. Prus to po prostu Prus i chyba nie byłby sobą gdyby zareagował inaczej. W każdym razie cała sprawa znalazła rozwiązanie już po tygodniu od publikacji listu przez Sienkiewicza. Otóż prezes Towarzystwa Kredytowego, pan Ludwik Górski zawiadomił pana Henryka, że ofiarodawca zgadza się na jego projekt. I tak Sienkiewicz postanowił, że stworzy fundusz imienia Maryni i przeznaczy go na ratowanie zagrożonych piersiową chorobą literatów, malarzy, muzyków, albo członków ich rodzin. Fundusz taki rzeczywiście powstał i został oddany krakowskiej Akademii Umiejętności. I tak moi drodzy pan Wołodyjowski stał się dobrodziejem chorujących na suchoty ludzi sztuki...


Obraz Wołodyjowskiego znaleziony TUTAJ

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam te Twoje historyjki. Prus kontra Sienkiewicz, teraz Wołodyjowski zmartwychwstał, szaleństwo po prostu. Co następnym razem nam zaproponujesz? Podobno Mickiewicz był niezłym dowcipnisiem. A może Tuwim i Słonimski, oni to dopiero sobie robili dowcipy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tuwim to w ogóle skarbnica bez dna. Ale ja na razie zafiksowałam się na Sienkiewiczu. Chociaż ostatnio przytargałam do domu książkę o Modrzejewskiej. Zobaczymy co też o niej wyczytam:)

      Usuń
  2. Świetny tekst! Jestem tu pierwszy raz ale na pewno nie ostatni.
    Pozdrawiam
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i zapraszam serdecznie.

      Usuń
  3. Ochh moze Wołodyjowski po usłyszeniu larum powstał i jest oto zacny rycerz obdarowuje swego pisarza..:p
    mój ulubiony Prus :D jestem jego fanka mimo iż serce podbil pan Michał...
    aż zazdrościlam Basi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wołodyjowski skradł niejedno niewieście serce. Stanowczo bym wolała żeby jednak nie zginał:)

      Usuń
  4. Co za historia!Jam w młodości "Baśka Wołodyjowska"- doceniam gest męża, choć dopiero dziś się o nim dowiedziałam

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniała karta z przeszłości.
    Pozdrawiam
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam zaglądać w tamto życie, cieszę się, że i innym sprawiam tym radość:)
      Pozdrawiam również.

      Usuń