piątek, 26 kwietnia 2013

Tydzień pod psem i pierwsza część wywiadu:)

Właściwie powinnam zacząć od przeprosin. Bo wywiad powinnam już wczoraj zamieścić a zamieszczam go dziś i to nie w całości. Podzieliłam go na dwie części, bo najzwyczajniej w świecie nie wyrobiłam się z pisaniem. A to wszystko dlatego, że miał być to mój tydzień, a okazał się tygodniem pod psem. I to w ogóle nie w przenośni! We wtorek wieczorem córka wróciła z wieczornego spaceru w towarzystwie naszej Pulet i zupełnie nie naszego yorka. York błąkał się po ulicy i chyba uznał, że Zuza doskonale nadaje się na rodzinę zastępczą i przydreptał za nią aż do domu. No i zaczął się cyrk! Po pierwsze mały yorczunio ledwo wpadł do domu zeżarł wszystko co było w misce Pulet, a dodam że nie było tego mało (owczarki belgijskie jadają solidne porcje). Zanim zdążyłam zareagować (wyłaziłam z wanny z relaksującej kąpieli więc sami rozumiecie, że trochę to trwało) psiak wyglądał jakby miał za chwilę pęknąć a miska była wylizana do czysta. Z miejsca pozbierałam wszystkie miski i sałatę żółwia (do niej też usiłował się dorwać) i wspólnie zdecydowaliśmy, że nie ma rady żarłok musi zostać dopóki nie znajdzie się właściciel. I tak środę i czwartek przebiegałam po mieście zostawiając wszędzie numer telefonu i informację. Gryź (takie imię robocze dostał) był niesamowitym słodziakiem ale  z całą pewnością był też najbardziej żarłoczną i łakomą bestią jaką widziałam. Piszę był bo wczoraj wieczorem znalazła się jego pani i uniosła Gryźa w siną dal. Na sugestię, że powinna go trochę odchudzić (psiak jak siadał musiał wyciągać tylną nogę, a brzuch mu się śmiesznie kładł na podłogę) zareagowała oburzeniem:) Tak więc sami widzicie, że tydzień miałam pod psem:) Teraz nadrabiam zaległości i pięknie przepraszając wklejam pierwszą część wywiadu. Kolejna pewnie jutro:)

1. Co ci zdecydowanie poprawia humor, gdy masz taką mega chandrę?

Ale taką mega, mega? Co to chce się z okna wyskoczyć albo zaszyć pod kocem i już nigdy stamtąd nie wyjść? Zestawów kryzysowych  mam kilka w zanadrzu:  a) telefon do przyjaciela:) - ale to zwykle jeszcze nie jest mega chandra, bo przy takiej ogromniastej zwyczajnie nie chce mi się gadać. b) koc i mój prywatny kąt płaczu na łóżku plus pilot i zestaw ulubionych filmów. I to wcale nie znaczy, że muszą być łzawe. Jakiś czas temu płakałam nawet przy Mamma mia, bo ja taka nieszczęśliwa a one takie pełne życia!:) Ale pod koniec oglądania chęci życia i mi zwykle przybywa i czuję się o niebo lepiej. c) spacer – taki bardzo, bardzo długi i męczący. Zwykle, jak przewietrzę głowę i wrócę padnięta chandra znika. Być może nie jest dobrym piechurem i po prostu umiera z przemęczenia:)  d) To już ostatni sposób jaki sobie w tym momencie przypominam: tort bezowy zalany ciepłymi owocami leśnymi, albo malinami... Od razu mówię, że nie wiem i nie chcę wiedzieć ile to ma kalorii, ale na wygnanie chandry działa rewelacyjnie.:)    

2. I (jak już o tym jedzeniu:)), czego za chiny ludowe nie zjesz, żeby nie wiem co:)?

Hmmm... Za chiny ludowe nie zjadłabym balutu (nie wiem czy to się tak odmienia). Tego jajka, które w środku ma niewyklute jeszcze pisklę. Obrzydlistwo, robi mi się niedobrze na samą myśl.

3. Czemu piszesz takie głupie książki?

Bo lubię. Widać taka karma i nic się z tym nie da zrobić:) Poza tym wielu się podobają... Wiesz w myśl powiedzenia nie to ładne co jet ładne ale co się komu podoba.

4. O czym marzysz Madziu, a czego się lękasz? 

Zacznę od tego drugiego... Boję się samotności, tego by nikt nie skrzywdził moich najbliższych. Czasami  boję się tego, że już nigdy w życiu nie uda mi się niczego napisać, wtedy pusta strona migająca na monitorze jest czymś bardzo, bardzo przygnębiającym i strasznym, boję się fanatyzmu i popadania w skrajności. Wiele jest lęków takich zwyczajnych i ludzkich, które nosi w sobie każdy z nas.  
A marzę... O tym żeby doba była dłuższa, albo chociaż żeby nie trzeba było spać, wtedy może bym nadrobiła zaległości czytelnicze:), o domu z ogródkiem, o przeprowadzce na Dolny Śląsk, o ekranizacji Uroczyska, o tym żeby Karolina (i wielu jej podobnych) nie musiała się martwić brakiem kasy na leczenie, żeby jak już się zdarzy ten zakręt w życiu to za nim zawsze czekało coś pozytywnego. Żeby moi najbliżsi i przyjaciele mieli jak najmniej kłopotów, a nawet jak ich rzeczywistość dopadnie żeby nigdy nie byli samotni. O wyjeździe do Włoch, o tym żeby moja córka dostała się do wymarzonej szkoły i o tym żebym w zanadrzu zawsze miała jakieś marzenia, bo bez nich życie straciłoby ten posmak oczekiwania na to co ma dopiero przyjść... 

5. Czy jesteś z siebie zadowolona? 

A z tym to różnie bywa:) Zależy kiedy. Ale ogólnie lubię siebie i to pomaga mi być w miarę 
zadowoloną z tego co robię i kim jestem:) 

6. Gdybyś mogła zmienić coś radykalnie w swoim życiu, co by to było? 

Miejsce zamieszkania. Kusi nas  ten Dolny Śląsk oj kusi. Chętnie bym się spakowała i poleciała do tych obcych krajów. Ale na razie jeszcze trochę o tym pomarzę. A poza tym jednym chyba nie pragnę niczego radykalnie zmieniać... To chyba znaczy, że dobrze mi we własnej skórze:)

7. Czy jest coś, co Cię kusi by o tym napisać, ale o czym nigdy nie napiszesz, bo to zahaczałoby za bardzo o Twoją prywatność lub wrażliwość?

Jest taki temat, zresztą przypuszczam, że sprzedawałby się świetnie. Ale nie czuję się na siłach by pisać o czymś co ewidentnie zahacza o moją historię. Nie jestem typem ekshibicjonisty i cenię sobie prywatność więc zapewne nigdy nie zdecyduję się by napisać właśnie taką opowieść, choć ona we mnie mieszka i często o sobie przypomina. No, no chyba mi wyszło dość tajemniczo:) 

8. Co najdziwniejszego jadłaś, typu nie wiem rybie oczka na przykład:)

Rybich oczek nie jadłam, ale jadłam za to smażone zanurzeniowo w oleju kurze łapki. Takie z pazurkami i w ogóle. Nie wiem czy to dziwne jedzenie, ale nic bardziej osobliwego nie mogę sobie przypomnieć. Bo ośmiorniczki w makaronie to żaden dziw, no nie?

9. Skąd bierzesz te wszystkie anegdotki np. o Prusie, czy to wychodzi przy okazji jakiegoś bzika na tle powiedzmy czytania wszystkiego o Otwocku albo o XX - leciu międzywojennym (tak wiem, że Prus to XIX wiek:D), czy też specjalnie wyszukujesz takie rzeczy?

Zwykle jest tak, że temat wypływa z poprzedniego tematu. To znaczy czytam coś powiedzmy o Otwocku i tam znajduję małą maleńką wzmiankę o czymś co mnie interesuje i ta maleńka wzmianka urasta nagle do wielkiej sterty książek na dany temat. A w tych książkach jak się nie trudno domyślić jest mnóstwo kolejnych ciekawych fragmentów i fragmencików i tak można w nieskończoność. A jeżeli chodzi o Prusa, Sienkiewicza i im podobnych, to darzę ich szczególną sympatią i czytam o nich to co mi tam akurat w ręce wpadnie. Ale ciekawostki raczej same wpadają mi w oko, nie szukam ich w jakiś szczególny sposób, dopóki oczywiście nie zaintryguje mnie dany temat, bo jak już się w coś wkręcę to kopię w książkach do nieprzytomności aż wyczytam wszystko co uda mi się znaleźć. Wspominałam już w którejś z poprzednich odpowiedzi, że przydałaby mi się dłuższa doba, właśnie na to rycie w książkach:)

10. Jakie książki najbardziej lubisz,jaka jest taka twoja ukochana pozycją, do której wracasz, gdy masz zły humor, gdy chcesz powspominać:)?

Nie mam ulubionego gatunku. Jak prawdziwy i rasowy mol książkowy czytam właściwie wszystko. Ale wracam chętnie do książek z  późniejszego dzieciństwa (Ania – Montgomery cały cykl, Musierowicz, Niziurski, Nienacki, Siesicka). Z bardziej dorosłych książek to Przeminęło z wiatrem, Trylogia Sienkiewicza, Chmielewska (ale ta starsza) no i Stefania Grodzieńska. To są pozycje poprawiające nastrój i owiane mgiełką nostalgicznego zadumania. Jednym słowem książki dobre na wszystkie czarne humorki i złe dni:)

11. Gdybyś mogła cofnąć czas , to co zmieniłabyś w swoim życiu? Nie pytam o bardzo prywatne sprawy... Chodzi mi raczej o wykształcenie, pracę, miejsca zamieszkania, itp. 

Może moja odpowiedź wyda się dziwna, ale nie zmieniłabym niczego. Naprawdę. No może żałuję kilku znajomości, które przepadły w otchłani czasu i rzeczywiście mogłabym bardziej postarać się o ich utrzymanie. Ale wszystko poza tym doprowadziło mnie do miejsca, w którym właśnie jestem i sprawiło, że jestem jaka jestem. I chyba tak jest dobrze. Nawet to, że nie mieszkam w tych swoich ukochanych górach wydaje mi się pozytywne. Bo kto wie gdybym mieszkała tam od dzieciństwa być może nie dostrzegłabym ich piękna? A tak mam o czym marzyć i do czego dążyć. I tak jest ze wszystkim.  

12. Jakie zachowania i cechy charakteru denerwują Cię najbardziej u innych ludzi i u siebie samej? 

Denerwuje mnie wszechwiedza. Ludzie, którzy uważają, że są nieomylni, z którymi nie można podyskutować, bo oni i tak wiedzą lepiej i nie pozwalają na posiadanie odmiennego zdania niż to, które mają oni. Przeraża i denerwuje mnie brak empatii. A u siebie irytuje mnie niezdecydowanie i brak asertywności (najczęściej występujący gdy zdaje sobie sprawę, że to co mam powiedzieć sprawi rozmówcy przykrość), ale pracuję nad tym dzielnie i nawet zaczynam osiągać pozytywne rezultaty:) 

13. Twoje ulubione owoce to..?

Dziś powiedziałabym, że czereśnie i truskawki – stęskniłam się już za ich smakiem i zapachem. Ale to ulega zmianie, pewnie pod koniec lipca będę objadać się arbuzami, a w sierpniu przerzucę się na śliwki:) Mój smak się zmienia wraz z porami roku i miesiącami:)

14. Czy Twoja praca jest równocześnie Twoją pasją ( mam na myśli pisanie książek )? Jeśli tak to czy masz też inne zainteresowania czy też rzeczy , które Cię pasjonują ? Jeśli tak - to jakie?

Moja praca to też moja pasja. Bardzo lubię kreować rzeczywistość, stwarzać nowe historie, sprawiać, że to co do tej pory nie istniało nagle ożywa, przybiera realne kształty, ludzie których jeszcze przed momentem nie było nagle stają się istotami z krwi i kości, ze swoimi radościami i smutkami, z kłopotami i marzeniami. To samo w sobie jest pasjonujące: móc stwarzać świat takim jakim chcę go widzieć, pisać o ludziach, których chciałoby się spotkać lub wprost  przeciwnie chciałoby się ich unikać. Ale to nie jedyna moja pasja:) Poza pisaniem uwielbiam czytać i lubię książki same w sobie. Lubię ich zapach, szelest kartek, nawet irytujące na co dzień sterty, które zalegają stół w głębi serca darzę dużym sentymentem. Uwielbiam je gromadzić, mieć na półkach, wtedy dom wydaje mi się bardziej... Czy ja wiem? Udomowiony. Kolejną moją pasją są podróże. To nie tylko nowe miejsca, ale też nowi ludzie, znajomi, całkiem świeże i pasjonujące historie, zapachy miejsc (tak, tak, każde miejsce ma swój charakterystyczny zapach), nowe smaki i zakątki, które pozostają w naszej pamięci i sercu. Miejsca do których już będziemy chcieli wracać i takie, które nie zrobią na nas najmniejszego wrażenia. Podróż nawet gdy się kończy tak naprawdę trwa nadal, bo zamieszkują w nas odległe zakątki o których się myśli i które sprawiają, że do zwykłych codziennych tęsknot dołączają te tęsknoty podróżne:) Poza tym takimi pasjami sezonowymi jest gotowanie i decoupage. Sezonowymi, bo to już musi mnie najść chęć żeby pichcić, piec, obklejać, lakierować. Ale miewam takie napady:) 

15. kiedy będziesz Magdaleno na naszym Dolnym Śląsku?:) I czy spotkamy się na kawie:)

Na Dolnym Śląsku będę w sierpniu. Jeszcze nie wiem dokładnie kiedy, ale jak mi się uda zrealizować plany to będę długo, bo aż trzy tygodnie. Kawa obowiązkowa z każdym kto będzie wtedy w pobliżu, a z Tobą Aga to już koniecznie:) Wszak umawiamy się na to już z pół roku:)

16. Jestem ciekawa gdzie lubisz zaglądać w moim /naszym ulubionym województwie?;)

Właściwie wszędzie:) Co roku zaliczam Kłodzko (choć na chwilę), góry Sowie uwielbiam bo są dzikie i pełne tajemnic, Okolice Kamiennej Góry są intrygujące. W zeszłym roku po raz pierwszy dotarliśmy do Szklarskiej Poręby i w tym roku też wracamy, bo jeszcze nawet połowy nie zobaczyliśmy z tego co byśmy chcieli, a że dość często schodzimy z utartych szlaków trochę się zejdzie zanim złazimy te okolice wzdłuż i wszerz. Poza tym lubię konkretne miejsca: bar Ania w Kłodzku i przemiłą obsługę (panie już nas poznają:) a Tysiek wpada tam i krzyczy: te pyszne placki ziemniaczane poproszę:)), Białą Lokomotywę w Nowej Rudzie, Bar na Winklu w Szklarskiej (ten bar jest cudny, maja pyszne czeskie piwo, atmosferę niepowtarzalną, bo miejscowi mieszają się z turystami, a właściciel jest uroczy:)). O zabytkach pisać nie będę, bo to by mi trochę zajęło. Ale już niedługo nareszcie skończę mój własny i bardzo subiektywny przewodnik, a tam wcale a wcale się nie ograniczam:)

Ciąg dalszy nastąpi:)

   

18 komentarzy:

  1. Dziękuję za odpowiedzi na moje pytania:)) czekamy teraz na drugą część, i najlepsze te anonimowe, fajnie macie nowego członka rodziny, nam brat przywiózł na tydzień chomika do przechowania, nie wiem jak moje koty to przeżyją, w końcu nie upilnuje żeby nie weszły do pomieszczenia z gryzoniem, w prawdzie akwarium zostało przykryte krateczką, no ale..:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że chomik przeżył:) Odpowiedzi już są, a nowy członek rodziny znalazł swoja panią na całe szczęście:)

      Usuń
  2. Fajnie, że znalazł się właściciel, bo poszlibyście z torbami przez tego żarłoka;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to było jedzeniowe monstrum:)

      Usuń
  3. Dziękuję za odpowiedzi:) Piękny wywiad i jeszcze lepsze odpowiedzi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję, ze odpowiedziałaś na moje pytania. Zwłaszcza odpowiedź na to drugie pytanie o to, o czym nie napiszesz jest intrygująca lecz jednoczesnie zrozumiała!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę:) Ta odpowiedź wyszła mi bardzo tajemniczo, ale jak tu inaczej napisać nie używając konkretów?
      Serdeczności!

      Usuń
  5. Miło Cię bliżej poznać, Magdo. Nie mogę się doczekać odpowiedzi na moje pytanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anko też mi było miło, pytania ogólnie bardzo fajne, sama musiałam nad niektórymi odpowiedziami solidnie pomyśleć:)

      Usuń
  6. Dziękuję za odpowiedzi na moje pytania. To bardzo miłe dowiedzieć się tak osobiście to czego się chce. W ten sposób wywiad stał się przyjemną rozmową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wywiad wyszedł bardzo ciekawie, dzięki Wam, bo zadaliście naprawdę fajne pytania:)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Bardzo bliskie są mi Twoje odpowiedzi:-))) Właściwie...sama udzieliłabym podobnych. Chyba własnie dlatego tak lubię Twoje książki!
    Uściski!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu my rzeczywiście chyba trochę podobnie myślimy:)
      Serdeczności przesyłam.

      Usuń
  8. Widok tego grubego pieska w mojej wyobraźni chyba poprawił mi humor po złym tygodniu , czy ja w tej Szklarskiej Porębie będę mogła dostać autograf do książki do "Sezonu na cuda" może Agnieszku mi załatwi.. Kochana Agnieszku tu prośba do ciebie też ;-) wywiad świetny, też mam marzenia zamieszkać na Dolnym Śląsku dokladnie okolice Jeleniej Góry albo Szklarskiej Poręby.... Rozmarzyłam się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, wpiszę się wszędzie gdzie tylko będzie trzeba:) Pies wyglądał przekomicznie, ledwo wdrapywał się na fotel:)
      A jakby był problem z dotarciem z książką zawsze możemy to zrobić za pośrednictwem poczty:) Mogę podać adres podpiszę książkę i odeślę z powrotem.

      Usuń
    2. Ale możliwość spotkania na żywo z Paną bezcenna. Zresztą do Szklarskiej mam 200 km i kocham tą miejscowoś a Pani Jola pewnie się ucieszy jak ją odwiedzę w mojej ukochanej Willii potoki na Wesołej ;-)

      Usuń
  9. Późno przeczytałam, ale przeczytałam:) Mam jedno pytanko...:) Jak organizujesz sobie czas z pisaniem? Czy piszesz np. od h do h, czy też masz zaplanowane ileś tam stron dziennie?:) Zawsze mnie ciekawiło, jak radzą sobie z tym pisarze:)

    OdpowiedzUsuń