piątek, 6 grudnia 2013

Anioły są zawsze zielone, ale tylko niektóre noszą kapelusze:)

Gdy po raz pierwszy zobaczyła w zapowiedziach najnowszą książkę Moniki Szwai "Anioł w kapeluszu" to z miejsca zaczęły mi się snuć po głowie słowa:

Anioły są całe zielone
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Łatwo w trawie się kryją
I w opuszczonych sadach

W zielone grają ukradkiem
Nawet karty mają zielone
Zielone mają pojęcie
A nawet zielony kielonek

Ale ten konkretny anioł, o którym mowa w książce nie nie dość, że nie był zielony, to jeszcze dodatkowo był aniołem w ludzkiej skórze. Ale o tym za chwilę. Zacznę od tego, że "Anioł w kapeluszu" stanie na półce z lekturami do których się wraca, gdy ma się ochotę na poprawę nastroju. A na początku wcale nie byłam o tym przekonana. Bo pierwsze strony czytało mi się nie najlepiej. Być może winę ponoszę ja, bo zaczęłam czytać "Anioła", pod wieczór, gdy padałam na nos ze zmęczenia i sięgnęłam po tę a nie inną książkę własnie dlatego, że wydawało mi się, że będzie miło i lekko. A tam z miejsca spotkałam się z mnogością imion, nazwisk i osób. I z pierwszym zdaniem, które mnie zdumiało. Brzmiało tak:
"Śmierć profesora Ludomira Taranka zachwyciła wszystkich obecnych na dorocznym Balu Profesorów"
W pierwszym momencie pomyślałam, że z tego Taranka to musiała być jakaś niezła szuja. Ale nie, okazało się, że to był dusza człowiek. Ceniony i wielbiony przez innych. A śmierć zachwyciła bo odszedł w tak pięknym stylu... No jakoś dziwnie mi to brzmiało. Ale po 30 pierwszych stronach książka mnie wciągnęła. Tym co zawsze podziwiałam u pani Moniki. Ciepłem, lekką kpiną, troską o innych i poruszeniem trudnych tematów w sposób przystępny i zapadający w serce.
Jaśmina, pani w sile wieku traci męża, wspomnianego wyżej pana Taranka. Niestety czasami bywa tak, że z odejściem jednego człowieka odchodzi cały znany i bezpieczny świat. Nic nie jest takie samo. To co do tej pory pasowało do siebie jak ulał nagle odstaje, nie wpasowuje się, wypaczone, skrzywione brakiem tej jednej jedynej osoby. I własnie tego doświadcza Jaśmina. Ukochane i bezpieczne mieszkanie nagle staje się obce. Pusty fotel straszy i właściwie nie pozostaje nic jak w tym znanym a jednak obcym miejscu zapłakać się na śmierć. Sytuacji nie polepsza świadomość, że ukochane dzieci są dorosłe i wyfruwają z gniazda, które staje się coraz bardziej puste. Jaśmina jest nieszczęśliwa, choć w dzień udaje, że jest inaczej. W nocy natomiast płacze w poduszkę i nie bardzo wie jak ma się w tym wszystkim odnaleźć. I wtedy niespodziewanie nadchodzi wybawienie. Wybawienie ma cztery łapy i ogon i potrzebuje miłości i opieki. Jaśmina zajmuje się suczką, przeprowadza się do Szczecina i jeszcze nie wie, że ta decyzja odmieni diametralnie nie tylko życie jej i jej psa, ale również wpłynie na pewnego bezdomnego i na chłopca, który nade wszystko będzie potrzebował miłości i.... Snu. 
To właśnie dla tego bezdomnego Jaśmina stanie się aniołem. I to własnie za sprawą tego bezdomnego, Mirona, do Jaśminy trafi Jonasz. Chłopiec, który jest chory z przepracowania. I jeżeli ktoś myśli, że Jonasz pracuje, bo zmuszony jest do tego kiepską sytuacją materialną, ten się myli. Jonasz, a raczej jego rodzice są mega bogaci. Są też mega zajęci i mega ambitni. A to ostatnie dotyczy przede wszystkich ich syna. Jonasz ma być we wszystkim najlepszy. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się czy można dziecko zamęczyć na śmierć wymaganiami, to powinniście przeczytać "Anioła". Po jego lekturze pozbędziecie się wszelkich wątpliwości. Tutaj powinnam zaznaczyć, że zapewne większość z was odkryje w sobie mordercze instynkty i będzie miało ochotę z zimną krwią zamordować mamusię Jonasza, a tatusia porządnie skopać, żeby tak postawić go do pionu. 
Reasumując "Anioł w kapeluszu" to ładna, ciepła książka opowiadająca o ludziach, którzy odnaleźli się we właściwym momencie. To ładna i ciepła opowieść o rzeczach, które nie zawsze są ładne i miłe. O tym, że w życiu przede wszystkim liczy się zobaczenie w drugim człowieku człowieka właśnie. I o tym, że niekiedy potrzeba kogoś kto przypomni nam, że bycie człowiekiem zobowiązuje.

12 komentarzy:

  1. oo tak ja miałam mordercze instynkty jak się pojawiała Ędżi Pirania! Swoja drogą rewelacyjna pisownia. A najbardziej mnie zirytowała jej bezczelność i beztroska w pewnym momencie tej historii, ale spojlerować nie będę. Przepiękna książka, też mi się początek źle czytało, choć ta pierwsza strona była zachęcająca, ale potem już poszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pierwsze strony były jakieś takie zawiłe, ale tak jak mówisz potem się wciągnęłam i nawet zaginęłam w książce. Chociaż jeszcze jedna rzecz mnie zastanawiała, nie napisałam o niej bo pomyślałam, że to już będzie czepialstwo, ale trochę zaskoczyło mnie to, że Jaśmina nie ma żadnych wątpliwości. A biorąc pod uwagę, że grozi jej więzienie powinna je mieć. I to solidne. Trochę tych rozterek przed przyjęciem Jonasza by się przydało:) Ale to może wychodzi moje drobiazgowe podejście po korekcie własnej książki:)
      A jeżeli mówiąc o beztrosce masz na myśli pewne wakacyjne wojaże to się zgadzam całkowicie:)

      Usuń
    2. Tak dokładnie te wojaże mam na myśli - ręce mi opadły! No fakt, wątpliwości powinna mieć, ale z drugiej strony są tacy ludzie, pojedyncze sztuki na całym świecie, które są do przesady altruistami, mogła się znaleźć taka jednostka i w Polsce, zwłaszcza jako postać książkowa:)

      Usuń
  2. Bardzo lubię klimat powieści Pani Moniki, mam nadzieję, że i ta wkrótce pojawi się w naszej bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, książki pani Moniki zwykle są w bibliotekach, też bardzo lubię jej powieści:)

      Usuń
  3. książka czeka, mam nadzieję, że niebawem znajdę dla niej czas, bo wszystko, co wychodzi spod pióra pani Moniki uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jak ci się będzie czytało.

      Usuń
  4. Jeszcze nie czytałam, ale już z stoi na półce i czeka.
    Pozdrawiam
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam, a po lekturze na kilka dni znacznie podniósł się poziom mojej życzliwości do świata ;). Też zaczęłam czytać wieczorem i to w piątek, po ciężkim tygodniu. Koło drugiej mnie zmogło, obudziłam się o szóstej i do rana przeczytałam. Podobała mi się, a pierwsza moja refleksja brzmiała, że tak książka jest dobra, bo ona po prostu promuje dobro. I faktycznie - pewnie będę do niej wracać w chwilach chandry.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z chęcią przeczytam po takiej rekomendacji :) Potrzebne są takie lektury podnoszące na duchu i przypominające co to znaczy mieć ludzkie serce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja zawsze myślałam, że anioły są białe???
    Ostatnio choróbsko mnie zmogło i nie czytałam wcale, bo musiałam robić inne, pilne rzeczy, ale "Anioł" już na mnie czeka, co prawda nie na półce, tylko w czytniku....

    OdpowiedzUsuń
  8. O Pani Monice słyszałam już dawno temu, nazwisko bardzo znane, ale jej twórczość poznaje dopiero tak od dwóch lat gdzieś, systematycznie od pierwszej książki czytam i każda książka podobała mi się bardzo, jeszcze trochę całe szczęście mi zostało do poczytania;-D

    OdpowiedzUsuń