środa, 5 lutego 2014

Specjalnie dla Magdy powtórka z rozrywki: Nie będąc młodą lekarką - czyli recepta jak unikać nudy

Ten tekst był publikowany tuż po założeniu bloga. Ale dzisiaj po inspirującej rozmowie z Magdą (pewnie część z Was ją kojarzy z bloga STULECIE LITERATURY) przypomniał mi się i postanowiłam go wrzucić. Dla tych co nie pamiętają i dla tych, którzy nudzą się śmiertelnie i nie wiedzą co z tym fantem zrobić. Zapraszam!

Jeżeli kiedykolwiek ktokolwiek z Was obawiał się, że będzie w życiu się nudził już może przestać. Otóż znalazłam niezawodny sposób na to by nigdy nie doświadczyć znudzenia. Droga do osiągnięcia celu jest stosunkowo prosta. Otóż należy sprawić sobie męża, dzieci i jakieś zwierzę. W moim wypadku poszłam na całość i mam psa, kota i świnkę morską. O dzieciach - sztuk dwie - nie wspominając. I jeżeli chodzi o męża nie odgrywa tutaj znaczącej roli i bynajmniej nie chodzi mi o to by dyskryminować mężczyzn. Po prostu mąż z reguły jest stworzeniem dość samodzielnym i na uchronienie nas przed nudą nie będzie miał wielkiego wpływu. Natomiast niezbędny jest do posiadania dzieci, ale pozwolicie, że akurat w ten temat nie będę się zagłębiać:) 

W każdym razie posiadając potomstwo zapewniacie sobie nie dość,że zajęcie do końca życia to dodatkowo sporo rozrywki. Na przykład moja córka zapytała mnie kiedyś, co to jest szkoła pornograficzna. Oniemiałam. Naprawdę. Byłam przygotowana na poruszanie różnych tematów, typu skąd się biorą dzieci i takie tam, ale o szkole pornograficznej? Przed tym nikt mnie nie ostrzegł!  Z miejsca rozpoczęłam więc śledztwo skąd ona w ogóle ową placówkę edukacyjną wytrzasnęła. Spodziewałam się kręcenia i żmudnego dochodzenia prawdy, ale moje dziecko wzruszyło ramionami i stwierdziło, że przeczytało o niej w książce M. Musierowicz. Nie dowierzałam. Po wnikliwym zbadaniu sprawy wyszło na jaw, że rzeczywiście chodziło o książkę Pani Małgorzaty, tyle tylko, że dziecię moje zamiast poligraficzne czytało pornograficzne. Odkrycie przyczyny i tak nie uchroniło mnie od szczegółowego wyjaśnienia obu pojęć. Chyba nie muszę mówić z którym miałam większy problem.
Z kolei mój syn (lat cztery), któregoś dnia, jedząc ogórka konserwowego, oznajmił mi, że jest w ciąży.
- Hmmm, a skąd wiesz? - zapytałam zaintrygowana.
- Z telewizji  - oznajmił zwięźle. - Jedna pani mówiła, że jak się je ogórki to będzie się miało dzidziusia. -  W duchu stwierdziłam, że w takim razie chwilowo będę wystrzegać się produktów kwaszonych - I wiesz co, mamo? Już nie będę cię prosił o braciszka! Sam sobie urodzę! - dodał mściwie.
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale groźba nie przejęła mnie zbytnio. Ba! Zgłębiając swoje uczucia to nawet odczułam ulgę. Sama się sobie dziwię, ale perspektywa porodu, nawet kogoś tak wyjątkowego jak braciszek, nie wprawiała mnie w zbytnią euforię.
Innym razem Tysiek zajął nam z mężem sporo czasu pytając co to jest "bombsiuj nas". Niestety nie wiedziałam. Mąż też nie. Nasz syn patrzył na nas swoim czystym błękitnym spojrzeniem, w którym odbijało się rozczarowanie.
- A panie w przedszkolu wiedzą - powiedział z naganą. Poczułam się jak rodzic tłumok. Bo skoro panie wiedzą, a ja nie...
- A to bombsiowanie to zabawa? - usiłowałam dociekać.
- Nie, no mama piosenka - wyjaśnił mój syn i na całe szczęście odśpiewał nam ją bez zbędnego namawiania. Brzmiała tak:
Witaj Tysiu, witaj Tysiu,
Jak się masz, jak się masz
Wszyscy cię lubimy, wszyscy cię lubimy,
Bombsiuj nas, bombsiuj nas!
Spora czasu zajęło nam wyjaśnienie, że to nie żadne bombsiuj tylko bądź wśród. W rezultacie wkurzyliśmy nasze dziecko do tego stopnia, że wykrzyczało nam, że panie przecież wiedzą co śpiewają. Na to nie znaleźliśmy odpowiedzi.
Ostatnio też, na zakupach nasz syn wprawił nas w ogromne zakłopotanie. Staliśmy już w kolejce do kasy, za nami stał straszy pan, który nie wiedzieć czemu wzbudził w Tymku ogromne zainteresowanie. W pewnym momencie Tysiek pochylił się w moim kierunku i konspiracyjnym szeptem oznajmił, że dzadziuś będzie zaraz tańczył. Zanim skojarzyłam starszego pana z dziadziusiem minęła chwila, natomiast za nic nie mogłam dociec dlaczego miałby tańczyć. W końcu Tymek pokazał mi zawartość jego koszyka. Leżała w nim mrożona pizza. I wszystko stało się jasne. Kto ogląda telewizję zapewne widział reklamę pizzy Giuseppe. I zapewne też już wie, o co chodziło ze staruszkiem. Na nic zdały się szeptem wygłaszane uwagi i prośby żeby nasz upiorny syn zdjął z bogu ducha winnego staruszka wyczekujący wzrok. Co więcej Tysiek głośno zaprotestował gdy chcieliśmy od kasy odejść.
- On na pewno zaraz będzie tańczył - zawołał z żalem - Niech dziadziuś tańczy!
W tej chwili nie było już mowy żeby zataić kogo nasz uroczy syn ma na myśli. Na całe szczęście starszy pan okazał się bardzo miłym też oglądającym telewizję dziadziusiem i specjalne dla naszego syna odprawił cos w rodzaju tańca z pizzą w dłoni.
Tak więc widzicie, że same dzieci wystarczą żeby człowiek się nie nudził. Jak się jeszcze do tego dołoży zwierzaki gwarantuję, że o nudzie będzie można tylko marzyć. Weźmy takiego psa. Dla bardzo wymagających (czytaj pragnących mieć kupę zajęcia) polecam owczarki belgijskie. Odkąd u nas pojawiła się nasza  suka mam z nią sto pociech. Po pierwsze kradnie. Ale nie tak zwyczajnie jedzenie, czy coś w ten deseń. Ona kradnie i gromadzi swoje skarby pod sekretarzykiem. Teraz rozszerzyła kryjówkę na skrzynkę pod łóżkiem. Poza tym, że uprawia złodziejstwo w domu znosi z dworu kapsle od piwa. Nie wiem jak to robi, może to nie czysty pies tylko krzyżówka z chomikiem i ma jakieś torby w policzkach i tam je chowa, bo mimo usilnych obserwacji nigdy nie udało mi się zauważyć, żeby niosła coś w pysku, a jak przychodzi co do czego to nagle z odmętów pyszczydła wydobywa nowy eksponat śmieciowej kolekcji. Poza tym ostatnio przechodzi ciężki okres lęku przed światem. I tak mam psa obronnego, który jak słyszy, że ktoś wchodzi do domu chowa się pod łóżkiem i stamtąd szczeka. Dodajmy, że chcąc uniemożliwić jej znikanie pod meblem wstawiliśmy tam kartony i teraz gdy się chowa wbija tam tylko łeb. I tak reszta psa wystaje na zewnątrz, ale widać ona wyznaje zasadę, że skoro ona nie widzi to i jej nie widzą. Jeden mój znajomy wysnuł teorie, że ona się po prostu wstydzi, że się boi i dlatego nie chce na to patrzeć. Ostatnio gdy o tym dyskutowaliśmy z mężem stwierdziliśmy, że i tak nie jest tak źle, bo w końcu szczeka. Ale potem dopadło nas straszne podejrzenie, że ona szczeka nie w celach obronnych tylko ostrzegawczych. Bo gdyby tak na przykład wchodzący okazał się złodziejem krótkowidzem to lepiej go ostrzec: słuchaj uważaj jak kradniesz, bo ja tu leże i możesz mnie zdeptać.
I tak oto wygląda moja recepta na brak nudy. Jeżeli ktoś nie wierzy zapraszam niech wpadnie i sam się przekona ile czasu zajmują dyskusje z dziećmi, wyciąganie spod łóżka psa, śledzenie jego przestępczej działalności o zwykłym życiu i obowiązkach nie wspominając. A i jeżeli ktoś ma wątpliwości, bo na przykład o męża w danym wypadku trudno, albo dzieci jeszcze się nie pojawiły, niech się nie martwi! Sam zwierzak wystarczy. Nawet jeżeli będzie to tylko świnka morska, pod warunkiem, że odpowiednio się ją rozpieści. Nasi znajomi osiągnęli w tym względzie mistrzostwo świata doprowadzając do tego, że świnek sypia z nimi w łóżku,  a każda  próba wyeksmitowania go do klatki kończy się nieprzespaną nocą. Po prostu drze się niczym straż pożarna jadąca na sygnale. Ale spełnianie jego zachcianek gwarantuje im zajęcie na większą część dnia więc suma summarum nie ma co narzekać. W końcu czego się nie robi żeby osiągnąć cel?

10 komentarzy:

  1. Tańczący dziadek mnie rozbroił! Spanie ze świnką morska też mistrzostwo świata rzeczywiście. Natomiast co do psów obronnych, to my mieliśmy owczarka niemieckiego, wyglądał tak, że bali się go wszyscy i nikt do ogrodzenia nie podszedł, a ciapa to była niesamowita. Odważny to był na swoim terenie, szczekał i rzeczywiście wyglądał jakby mógł konkretnie kogoś uszkodzić, ale jeśli osoba została wpuszczona za furtkę, to skakał i cieszył sie i zalizałby na śmierć. Natomiast ciotka moja ma kota, kotkę właściwie, które boi sie wszystkiego i leży na kanapie tak, że widać ją całą, tylko głowę ma schowaną za poduszką, zgodnie z zasadą ja nie widzę, to mnie nie widać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać chowanie głowy to sprawdzony sposób:) Nasza psina od tamtego momentu wydoroślała i teraz to ja sama ją wyrzucam pod łóżko jak ktoś przychodzi, bo jest ostra i najpierw my musimy wpuścić kogoś do domu. Potem już jest ok. dopóki ktoś nie wyjdzie. Jak wyszedł staje się na powrót obcy:) Bilet wstępu wygasa:)

      Usuń
  2. W pięciu latach urodziłam trójkę dzieci a w tym czasie pracowałam zawodowo i miałam tylko urlopy macierzyńskie. To był mogę to dzisiaj stwierdzić najwspanialszy czas w moim życiu, na nudę nie narzekałam i nawet nie miałam czasu na TV i minimalną ilość na czytanie, ale za to całe wieczory spędzałam z nimi również na czytaniu im. Ale może dlatego tak dobrze znosiłam ten czas, że pierwsze dziecko urodziłam w wieku 34 lat dopiero więc już nie pociągał mnie tak świat jak wtedy gdy byłam młoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jest jeszcze szansa dla mnie :) na tą trójkę ofkors :D A ja się martwię, żem już za stara. Piszę anonimowo, bo wielki brat czuwa ;p

      Usuń
    2. Trójeczka to niezłe wyzwanie:) Ale maluchy rzeczywiście wydobywają z rodziców niesamowite pokłady cierpliwości i czułości. Też lubię wspominać momenty gdy Zuza była mała. Tysiek też już podrósł, w czerwcu skończy 7 lat. I w sumie nie wiem kiedy moje maluchy zamieniły się w całkiem dużych ludzi:)

      Usuń
    3. do pani piszącej anonimowo: zakładam, że jeszcze spokojnie uda się urodzić nawet czwórkę:)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Genialna recepta na brak nudy. :) A i tekst wywołuje uśmiech. Taki ciepły. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Nie nudziłam się już od baardzo długiego czasu. Myślę, że ci którzy się nie nudzą wolniej się starzeją. Tak wynika z moich obserwacji tak więc Aniu precz z nudą!

      Usuń
  4. No takie teksty warto przypominać;-)
    I zdecydowanie na nutę narzekać nie możesz;-)

    OdpowiedzUsuń