sobota, 28 maja 2016

Jak to jest mieszkać z pisarką...

Lojalnie uprzedzam, że obrazek nijak ma
się do treści :) Ale za to wprawia w dobry
nastrój :)
Właściwie to nie ja powinnam pisać ten tekst. Ale cóż robić? Mąż na drobną sugestię, że to on mógłby coś na ten temat skrobnąć popatrzył na mnie tak jakbym się urwała z choinki, starsze dziecko w ogóle nie potraktowało mnie poważnie, młodsze było nawet zainteresowane, ale tu ja wymiękłam, bo zaczęłam się obawiać tego czego bym się mogła dowiedzieć. W końcu wzięłam na swoje barki zaznajomienie Was z tematem. Baczne obserwacje mojej rodziny rozpoczęłam już dawno temu i wyszło mi na przykład, że mieszkanie z osobnikiem tworzącym opowieści skutkuje brakiem zdziwienia. Otóż gdy pisałam Leośkę standardem były rozmowy telefoniczne pomiędzy mną a moją ulubioną panią redaktor. Wszyscy w domu przywykli i nie zwracali na mnie uwagi. Dopiero za którymś razem gdy zdawałam relacje na jakim etapie pisania jestem uderzyło mnie, że jedna z koleżanek Zuzy wpatruje się we mnie oczami okrągłymi ze zdumienia i przerażenia. I zdałam sobie sprawę co właśnie powiedziałam. Na pytanie co tam mi jeszcze zostało zgodnie z prawdą odpowiedziałam:
- Muszę jeszcze zorganizować egzekucję uliczną i zupełnie nie wiem jak poradzić sobie z wybuchem...
Zuza widząc konsternację znajomej lekceważąco machnęła ręką.
- Nie przejmuj się, mama pisze - wyjaśniła - U nas to normalne, jak u niej wojna to i my na wojnie - dodała.
Fakt, trudno się z nią nie zgodzić. Normalne. Tak samo jak to, że o bohaterach moich książek rozmawiamy jakby byli naszymi przyjaciółmi i domownikami. Skutki tego też bywają zadziwiające. Taki dziad wędrowny. W "Nadziejach i marzeniach" jedna z moich ulubionych postaci. Stał się tematem  codziennych dyskusji. Potrafiliśmy przegadać o dziadzie i jego pobratymcach cały wieczór. Skutek tego jest taki, że Tysiek oznajmił mi, że zmienia plany na przyszłość i zostanie dziadem wędrownym.
- Mamo, lubię podróżować i chodzić, znajdę sobie tylko kij i będzie jak znalazł - zakomunikowało mi uradowane dziecko.
Na nieśmiałą sugestię, że profesja dziada wędrownego odeszła w zapomnienie niezrażony odpowiedział, że to jest tak jak z gatunkami które wymarły.
- Odtworzę go - wyjaśnił - A w międzyczasie będę sprzedawał kwiatki.
Z miejsca spieszę z wyjaśnieniem, że z ogrodniczym biznesem nie mam nic wspólnego, tym razem zadziałała przyjaźń z jedną z pań sprzedającą na straganie bratki.
Więc sami widzicie, że o przyszłość Tyśka nie muszę się kłopotać. Będzie odtwarzał profesję dziada a w przerwach w wędrówkach rozkładał straganik z kwiatami... Ma mieć jeszcze farmę i hodować owce, być youtuberem, zrobić karierę wojskową... Strasznie zajęte będzie to moje biedne dziecko.
Dodatkowo, odbiegając nieco od tematu, nie tylko mieszkanie z pisarką ale też obok niej daje się we znaki. Otóż moi kochani spójrzcie za okno. Wiosna pełną gębą, prawda? Ptaszki śpiewają, bzy kwitną, listki się zielenią, akacje pachną... A ja co? A ja piszę opowieść świąteczną. Bożonarodzeniową. Tu ciepło i słonecznie a u mnie w książce mróz skrzypi pod butami, śnieg się skrzy, Mikołaje, choinki, karpie i pierniki. Więc co mi biduli pozostało? Wprowadzić się jakoś w nastrój. Więc rano puszczam sobie kolędy i pastorałki. A że mieszkam w bloku i ściany są dosyć cienkie wyobraźcie sobie jakim wzrokiem ostatnimi czasy patrzy na mnie mój sąsiad... Z daleka widać co o mnie myśli :) Bo u kogo innego w maju słychać Lulajże Jezuniu, no u kogo?


   

11 komentarzy:

  1. Świetne, wyobrażam sobie jak ciekawie jest w Pani domu. Na nudę nikt nie może narzekać. Jednocześnie myślę, że okres pisania nie wywołuje jakiś frustracji ze szkodą dla rodziny. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie cierpią zbytnio :) A że mają nieco zbzikowaną matkę i żonę, cóż... Przywykli i mam nadzieję, że nie zamieniliby na inna :)
      Całusy przesyłam!

      Usuń
  2. Ale miło ma Pani w domu, klimat świat tworzy Pani nawet latem. Zazdroszczę :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym klimatem świątecznym mam momentami kłopot :) Ale wciągnęłam się już w pisanie i jest dobrze :) Kolędy spełniły swoje zadanie :) Ciepło pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ale miło ma Pani w domu, klimat świat tworzy Pani nawet latem. Zazdroszczę :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. A nie chciała Pani przeprowadzić się do domu? W pani książkach jest tyle pięknych chwil wśród natury, ja uwielbiam w takim klimacie, na tarasie bądź balkonie w zależności gdzie bywam, czytać pani książki. Oprócz zimy :). Piszę pani piękne książki :) jak wrócę do Warszawy, od razu zamawiam najnowsza :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem że lekko nie na temat :D ale jak napisała pani o tych bzach już odplynelam. Ja sama myślę by uciec do domu... i takie książki jeszcze mnie bardziej nakrecaja a tu autorka mieszka w bloku :D, może ja za dużo sobie wyobrażam :)

      Usuń
    2. Absolutnie dobrze sobie Pani wyobraża! Marzę o domku, kawie na tarasie, własnych bzach... Mam nadzieję że się spełni :)
      Buziaki przesyłam!

      Usuń
  5. mają z Tobą Kochana ciekawie i domownicy i sąsiedzi;-)
    i święta w środku lata i mnogość literackich znajomych i rodziny, ja tam bym się cieszyła z takiego "twórczego" domownika;-)

    słońce z Podkarpacia ślę mojej najulubieńszej pisarce;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiku najdroższy to czasami przypomina cyrk na kółkach :) Ale jak już dorobię się tego domku z ogródkiem to koniecznie musisz wtedy przyjechać do mnie na dłużej. Obiecuję wszelkie opisane atrakcje :)

      Usuń
  6. Tak jak w książkach tak i w życiu czyli barwnie :)
    życie z blogerką kulinarną też daje się weznaki rodzinie, zimne jedzenie i pozowanie z miską to codzienność, no i te graty dookoła, dechy, talerze, tkaniny i aparat zawsze nie tam gdzie trzeba :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    PS. u mnie nadal słychać "Rudolfa Czerwononosego" w wykonaniu Syncia :)

    OdpowiedzUsuń