Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kathryn Stockett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kathryn Stockett. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2012

Dziś o lekturze

Muszę się przyznać, że jak zakładałam bloga myślałam, że uda mi się regularnie uzupełniać dział co przeczytałam, ale jakoś nie do końca wychodzi mi to tak jak chciałam:) Jeżeli mam być szczera to chyba nawet nie od początku mi się udaje:) Nie wyrabiam się chyba po prostu. Ogólnie to nie macie takiego wrażenia, że książek jest takie mrowie, że trudno nadążyć z czytaniem? U mnie ciągle rosną sterty, stertki i całe stosy tych czekających na przeczytanie. Pamiętam, że kiedyś, jak byłam jeszcze mała to mama zamawiała mi prawie wszystkie nowości dla dzieci, a potem dla młodzieży. Teraz jest to po prostu nie do pomyślenia! Pomijam już tutaj względy finansowe, ale czasowo jest to nie do ogarnięcia. Nie mówiąc już o tym, że poza nowościami istnieją też starzy książkowi przyjaciele, do których coraz trudniej mi wracać, bo przecież czekają te stosy i stosiki jeszcze nie przeczytane.  Oczywiście od momentu gdy napisałam o Nesbo przeczytałam mnóstwo innych książek, ale napisanie o nich.... Cóż sami widzicie, że mi nie wyszło więc nie będę was katować tłumaczeniem się:) W każdym razie postanowiłam co jakiś czas wrzucać informację o lekturze. Odpuściłam już pierwotne zamierzenie regularnych wpisów o książkach, może przewrotnie teraz będę pisała o nich czesciej, bo jako zodiakalny Wodnik nie znoszę przymusu pod żadną postacią.
I tak ostatnimi czasy przeczytałam Służące.


Właściwie nie miałam wcale zamiaru brać tej pozycji do ręki. Nie miałam ochoty na smutne i poruszające trudne tematy książki, a Służące miały mówić o rasizmie więc postanowiłam sobie chwilowo darować. Ale złożyło się tak, że w bibliotece na comiesięczne spotkanie (na które uczęszczam) i dyskusje o książce wybrano właśnie ten tytuł. Siłą rzeczy postanowiłam przynajmniej spróbować. I już po pierwszych stronach zostałam wyłączona z życia. Książka należy do tych, których nie można odłożyć. Doszło do tego, że gdy ktoś z rodziny usiłowała mi przeszkadzać zostawał przeze mnie niegrzecznie owarczany i odprawiany tam gdzie pieprz rośnie. Co więcej, ja znany śpioch zarwałam nawet część nocy żeby tylko dokończyć czytać. Przeczytałam w niektórych recenzjach, że niektórych denerwowała gwara jaką posługują się służące. Mi osobiście nie przeszkadzała, wręcz była atutem, sprawiała, że tekst był bardziej żywy, prawdziwy. Akcja toczy się w Jackson w stanie Missisipi w latach sześćdziesiątych XX w. Książka rzeczywiście traktuje o rasizmie, o czarnych służących pracujących u białych pań.  O nieludzkim traktowaniu Czarnych, o przedziwnych zakazach i poglądach, które w tej chwili w ogóle nie mieszczą nam się w głowach. Przynajmniej większości z nas. Nie zamierzam opisywać treści, ale chciałabym podzielić się jednym spostrzeżeniem: to jest książka o rasizmie, ale nie tylko takim widocznym na pierwszy rzut oka. Zwróćcie uwagę, co dzieje się gdy panienka Skeeter (biała, wychowywana przez murzynkę, bogata i mająca własne miejsce w bogatych kręgach miasteczka) sprzeciwia się ogólnemu podejściu do Murzynek. To co się z nią dzieje śmiało można również nazwać rasizmem. Bo nie zapominajmy, że prześladowanie może dotknąć zarówno tych, którzy mają taki sam kolor skóry. Bardzo serdecznie polecam książkę wszystkim, nawet tym, którzy z reguły unikają trudnych tematów. Służące napisane są tak, że trafiają prosto w serce lekko, płynnie choć i boleśnie. Ale ten ból jest jak najbardziej na miejscu, bo świadczy o tym, że jesteśmy ludźmi, a czy białymi, czarnymi, żółtymi to już nie ma najmniejszego znaczenia.
A właśnie czy ktoś z was widział film? Warto obejrzeć?