Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikole Mones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikole Mones. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lutego 2013

O tym jak odkryłam przyczynę depresji, znikającego czasu i co ma do tego Kucharz Chiński

Ha! Dzięki lekturze "Ostatniego kucharza chińskiego" rozwiązałam nareszcie zagadkę, która mnie dręczyła już od jakiegoś czasu. Zresztą jak przypuszczam nie tylko mnie:) Nie wiem jak wy, ale ja im jestem starsza tym mam mniej czasu. Jakoś tak znika, pędzi na łeb na szyję i nie wiadomo co się z nim dzieje. A teraz już wiem:) Po lekturze "Kucharza" postanowiłam poszperać trochę i wynaleźć wiadomości na temat kuchni chińskiej, obyczajów  mentalności. I co znalazłam? Wyjaśnienie znikającego czasu i przyczynę depresji!A wszystko ma źródło w ogniu i gotowaniu. Nie wierzycie? Proszę bardzo czarno na białym stoi:

"Ogień wzmacnia prawą nerkę, odpowiedzialną za siłę życiową. Wobec tego brak gotowanych posiłków pozbawia nas ognia, źle wpływa na nerki i serce, a w sferze emocji prowadzi do depresji (opadanie energii w dół; potocznie mówi się, że jesteśmy „zdołowani”).
Ogień ma właściwość czasu. Kiedy się spieszymy, robi nam się gorąco. Ludziom z nadmiarem ognia ciągle brak czasu. Ci, którzy żyją w ciągłym pośpiechu, mogą cierpieć na zapalenia pęcherza moczowego. Ogień kontroluje metal, czyli przestrzeń, a więc zbyt mało czasu to także za mało przestrzeni – fizycznej, umysłowej, swobody działania, spontaniczności. Ilość ognia w pożywieniu kontrolujemy poprzez gotowanie – im dłużej się gotuje, tym więcej dostarcza się ognia. Energię ognia można przekazywać pożywieniu na wiele sposobów. Chińczycy wyróżniają ich ok. 40.
Nie bez znaczenia jest rodzaj ognia, jakiego używamy do gotowania. Inne są właściwości energii w zależności od źródła ciepła. Najlepsze jest jedzenie gotowane na naturalnym ogniu. Elektryczność to wibracja, nie ogień, a najbardziej szkodliwe jest pożywienie z kuchenki mikrofalowej. Wiosną najlepiej jest gotować na ogniu uzyskanym ze spalania drewna, latem ważny jest sam płomień, a nie rodzaj paliwa. Z ruchem ziemi łączy się spalanie węgla. Ogrzewanie tą metodą jest najzdrowsze, gdyż powstałe w ten sposób ciepło jest zrównoważone i zawiera odpowiednią ilość wilgoci. W przeciwieństwie do ogrzewania elektrycznego i kaloryferów, z których ciepło wysusza płuca, a więc osłabia energię obronną."*

* Wiadomości pochodzą STĄD


A to z kolei uświadomiło mi, że tak naprawdę nigdy nie brałąm udziału w wystawnym przyjęciu. Co więcej nie wiem czy dałabym radę się z takowym uporać jako biesiadnik, bo o wydaniu nawet nie wspominam:

"Kuchnia cesarzowej Ci Xi składała się z dwóch rodzajów posiłków, a więc z codziennych i z uroczystych przyjęć. Posiłek codzienny  to 50 rodzajów dań, bez deserów. Cesarzowa miała do wyboru 100 dań, żyła w ciągłym strachu, że może być otruta, a więc zjadała kilka kęsów z niektórych dań, po każdym posiłku dbając o swą linię wypijała kilka łyków herbaty Pu er wyszukiwanej specjalnie dla niej z najlepszych plantacji z prowincji Yun Nan. Jej posiłki były przygotowywane z żywności wyjątkowo dobrej jakości, ze świeżych warzyw i ryb, z drobiu specjalnie utuczonego.
W epoce Qing każdego roku cesarz wydawałł przyjęcia na cześć dostojników i członków rodziny cesarskiej. Z okazji swych 50-tych urodzin cesarz Qiang Long wyprawił ucztę dla kilku tysięcy gości, przy 800 stołach. Był to najbardziej kosztowny bankiet, na stołach podano blisko 200 rodzajów dań najbardziej wykwintnych kuchni Han i kuchni mandżurskiej, było 8 cennych mięs, a więc jaskółki, kuropatwy, przepiórki, łabędzie, delektowano się jaskółczymi gniazdami i ogórkami morskimi, płetwami rekina i rybnymi żołądkami, spożywano 8 cennych surowców górskich jak wielbłądzi garb, łapa niedźwiedzia  małpie usta i mózg, ogon nosorożca, jelenie ścięgna i na koniec 8 cennych roślin. Święto trwało dwa, trzy dni. Podawano również bogate desery jak pasta ze słodkiego groszku, bułeczki z kasztanowej mąki, przekładane ciasta, naleśniki z mielonym mięsem.
W dzisiejszych Chinach tradycja różnorodności i dużej ilości potraw utrzymała się, każdy chce ugościć swego biesiadnika jak najlepiej."*
*Wiadomości pochodzą STĄD
Mimo, że lubię poznawać nowe smaki to jednak mam pewne wątpliwości... Nie wiem czy małpie usta bym przełknęła. Nie mówiąc już o jedzeniu psiego mięsa albo czegoś na wpół żywego. Na koniec jeszcze fragment z "Ostatniego kucharza chińskiego":

"W pijanych krewetkach po szanghajsku jeszcze w trakcie jedzenia krewetki nie były całkiem martwe, lecz odurzone moczeniem w winie, i dlatego nie ruszały się nabierane pałeczkami. A żaden posilający się nimi Chińczyk nawet się nie wzdrygnie, czując, że jedzenie czasem porusza mu się w ustach. Przeciwnie. Dla meishija, smakosza, oznacza to największą świeżość."

Z tego niezbicie mi wychodzi, że nie jestem smakoszem. Stanowczo wolę jak w ustach nic mi się nie porusza, a wszystko co spożywam jest już od dawna tylko jedzeniem nawet nieco zleżałym ale bez wyraźnych oznak życia:)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Ostatni kucharz chiński czyli jak jedzenie może odmienić życie


"Ostatni kucharz chiński" wpadł mi w oko już jakiś czas temu. Opis sugerował, że będzie to powieść nie tylko o ludziach ale też o jedzeniu. To drugie sprawiło, że z miejsca zachorowałam na tę książkę.  Wiedziałam, że prędzej czy później ją przeczytam no i jak się zapewne domyślacie dopięłam swego:). Ledwo zaczęłam lekturę, a już przekonałam się, że tak naprawdę głównym bohaterem tej powieści jest właśnie jedzenie. Wszystko co dzieje się w tej książce w rezultacie prowadzi nas do smakowicie zastawionych stołów, spożywania posiłków, poznawania historii kulinarnej Chin. Wszystko tu pachnie, smakuje, kusi i sprawia, że człowiek ma ochotę zasiąść do posiłku z najbliższymi. Ba, nawet zaczyna postrzegać spożywania jadła jako magiczny rytuał, który sprawia, że biesiadnikom otwierają się i serca i dusze...


Bohaterką Ostatniego kucharza jest Maggie, dziennikarka pisząca felietony o jedzeniu. Kobieta, która z dnia na dzień została wdową. Jej mąż ginie w wypadku samochodowym. Jego śmierć jest końcem pewnego etapu w życiu Maggie, ale jak to zwykle bywa to co jest końcem zarazem tworzy początek czegoś nowego. Tym nowym i spadającym na głowę nie mogącej się pozbierać po śmierci męża kobiety jest telefon od przyjaciela Matta (jej zmarłego męża) z Pekinu. Okazuje się, że do pekińskiej firmy, w której pracował Matt wpłynęło pismo o uznanie zmarłego za ojca małej chińskiej dziewczynki. Maggie nie ma wyjścia, musi pojechać do Chin i wyjaśnić sprawę. Jej przyjaciółka i zarazem szefowa zdając sobie sprawę jak bardzo będzie jej teraz ciężko proponuje Maggie napisanie artykułu o chińskim kucharzu - Samie. Ma nadzieje, że praca pomoże przetrwać Maggie trudny czas oczekiwania na wyjaśnienie sprawy o domniemanym ojcostwie. Jak się potem okaże pisanie felietonu nie tylko oderwie myśli naszej bohaterki od przykrych zdarzeń, ale sprawi, że jej całe życie ulegnie zmianie. Bo w Chinach Maggie odnajdzie swoje nowe "ja", a odkrywać je będzie za pośrednictwem smaków, zapachów i bliskości z ludźmi, bo jak się okaże będąc nawet w wieloletnim w związku i tak można być bardzo samotnym i nawet nie zdawać sobie z tego sprawy... 

Opowieść o prywatnym życiu Maggie to zaledwie mała część powieści. Tak jak już napisałam wcześniej jeżelibym miała wskazać głównego bohatera byłoby nim jedzenie. Autorka w fantastyczny sposób prowadzi nasz przez zawiłości kulinarne chińskiej kuchni, opowiada o pochodzeniu jedzenia zgrabnie przeplatając przeszłość z teraźniejszością. W książce nie ma przepisów  ale mimo to i tak widzi się wszystkie potrawy, które przyrządza Sam, czuje się ich zapachy, a przy okazji poznaje się ich historię, która jest zarazem historią kraju, bo Chiny to miejsce, gdzie jedzenie to nie tylko sposób na podtrzymanie życia. To sztuka i to na najwyższym poziomie. 
Ostatni kucharz chiński to smakowita opowieść o odnajdywaniu zapomnianych smaków, o dobroci wyrażanej na różne sposoby, o jedzeniu, które ma właściwości lecznicze, bo podane z odpowiednią dawką troski i miłości tworzy cudowną miksturę. To powieść o przywiązaniu, żegnaniu najbliższych o początku i końcu, który najpiękniej wyrażają kwitnące bambusy:

"Kiedy zakwitają bambusy? Czasem ludzie czekają na to całe życie i nigdy nie udaje im się zobaczyć. Bambus potrafi zakwitać zaledwie raz na sto lat. Ale gdy już zacznie, wtedy zakwitają wszystkie bambusy w promieniu setek mil, w całym regionie. Wszystkie kwitną, wydają nasiona i umierają. Wydawałoby się zatem, że kwitnienie bambusa zwiastuje nieszczęście. Ale istnieje wiele opowieści o tym, jak zdarzało się, że panował straszliwy głód, dopóki nagle nie zakwitły bambusy. Na jego nasionach żerują bambusowce, rozmnażają się ponad miarę, a głodujący ludzie je zjadają i to ratuje im życie. Do gleby zaś dostaje się wystarczająca ilość nasion, żeby wyrosły nowe rośliny. I tak cykl pokarmowy zaczyna się na nowo. A więc czas kwitnienia bambusów oznacza zarówno koniec, jak i początek." 

Jeżeli macie ochotę zanurzyć się w egzotycznym, zupełnie odmiennym od naszego, świecie, poczuć zapach krabowego tofu, żeberek wieprzowych w liściach lotosu, poznać historię ciasteczek xiao wo tou jadanych przez cesarzową Ci Xi i zasiąść do stołu z ludźmi czerpiącymi radość z jedzenia sięgnijcie po "Ostatniego kucharza chińskiego". Nie pożałujecie, choć nie mogę zagwarantować tego, że nie będziecie częściej niż zwykle zaglądać do lodówki:)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Agnieszce:)