Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sokolnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sokolnictwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 kwietnia 2016

O pasji, miłości i wielkiej przygodzie, czyli kilka słów o szkole sokolnictwa

Zniknęłam Wam na trochę.Przez ostatnie dni regenerowałam siły i kumulowałam dobrą energię. Biorąc pod uwagę to, że najbliższe miesiące zapowiadają się bardzo ale to bardzo pracowicie taki odpoczynek był mi naprawdę niezbędny. Ale znacie mnie już na i doskonale wiecie, że pozytywnych wrażeń nie lubię zatrzymywać tylko dla siebie. I w myśl tej zasady chciałabym przedstawić Wam jedno z miejsc do których zajrzeliśmy. A jest niezwykłe. Wyobraźcie sobie przedszkole i szkołę, które położone są wśród zielonych wzgórz i dolin. Uczniowie codziennie mogą przyglądać się, pływającym w oczku wodnym, rybkom, sięgnąć po świeże rosnące w skrzynkach zioła, wyprowadzić ze stajni konia i wtulić twarz w jego grzywę.



Na ścianie szkoły pyszni się ogród wertykalny (pionowy) podlewany wodą z deszczówki spływającej z dachu.
Zresztą wszystkie rośliny są w ten sposób podlewane, woda z deszczówki gromadzona jest w specjalnie do tego przygotowanych zbiornikach. Wyobraźcie sobie, że przekraczacie szeroko otwartą bamę i pierwsze co widzicie to dzieci i nastolatki spacerujące z sokołami i puchaczami siedzącymi im na rękach. Brzmi trochę jak niespełnione marzenie każdego dziecka. Ale w tym wypadku to nie baśń ani sfera marzeń. To szkoła, która istnieje naprawdę i poza zwykłym programem wprowadza swoich uczniów w tajniki sokolnictwa. To jeden z przedmiotów, którego się uczą. Ale jak się uczą! Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. Miłość, cierpliwość i pasję z jaką opiekują się powierzonymi im ptakami.


Byliśmy tam w niedzielę, dniu wolnym od zajęć. A pomimo tego teren pełen był młodych ludzi, którzy z własnej woli przyszli by zająć się swymi podopiecznymi. Orły, puchacze, sokoły, ary są na wyciągnięcie ręki. Dosłownie i w przenośni (widać na zdjęciach:)). W tej chwili w jednym z pomieszczeń dodatkowo powstaje miniaturowa dżungla. Rośliny tropikalne dopiero zaczynają się rozrastać ale już widać, że za rok będzie aż gęsto od zieloności i barwnie od egzotycznych kwiatów. Szczerze Wam powiem, że najchętniej zapisałabym do takiej szkoły Tyśka. Niestety jest nieco za daleko, bo aż na Słowacji w sercu gór Szczawnickich we wsi Szczawnickie Banie. Natomiast jeżeli wybierzecie się w te okolice, to odwiedzenie tego miejsca jest obowiązkowe. Tworzą je ludzie z pasją, z miłością i to po prostu czuć. Dzieciaki, które kończą szkołę zazwyczaj swoją przyszłość wiążą z przyrodą. Zostają weterynarzami, leśnikami, sokolnikami. A jednocześnie uczą się odpowiedzialności wynikającej z miłości. Mieszanka idealna. Ale wracając do odwiedzin, naprawdę warto. Wrażenia są niesamowite. Po raz pierwszy miałam okazję z tak bliska przyjrzeć się papugom arom, nakarmić orła (niesamowite jaki jest potężny a przy tym lekki, waży około 3 kilogramów ale za to nadrabia rozpiętością skrzydeł) no i spełniłam swoje marzenie i spojrzałam prosto w oczy puchaczowi :) Dodatkowo wyjątkowemu bo nomen omen ma na imię Kuba (imiennik mojego męża) a jak wiadomo wszystkie Kubusie to fajne chłopaki :).


Za tą moc wrażeń z całego serca dziękuję dyrektorowi ośrodka i naszemu gospodarzowi, Bartkowi, który nas tam zabrał. Ale o nim i o Jego żonie i miejscu w którym mieszkaliśmy i samej Bańskiej Szczawnicy dowiecie się więcej już niebawem :) Zapraszam, bo w tym tygodniu na blogu będzie się sporo działo.

fot. M i J Kordelowie