Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Mirek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krystyna Mirek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2016

Wyniki! Czym będą się zajadać bohaterowie najnowszej powieści Krysi Mirek

Moi kochani, po długich naradach i dyskusjach razem z Krysią wytypowałyśmy zwyciężczynię. Jest nią... Uwaga! Kasza jaglana ze szparagami fetą i pomidorami suszonymi. Autorką tej propozycji jest pani Marzena Pająk. I to właśnie jej potrawą będą zajadać się bohaterowie kolejnej powieści Krysi Mirek. Ten przepis wydał nam się najodpowiedniejszy, bo ma akcenty polskie (w końcu od zarania dziejów jadaliśmy kasze różnorakie), bo jest prosty w przygotowaniu, bo zdrowy. Choć i inne potrawy wzbudziły nasze zainteresowanie i cóż tu dużo ukrywać niepohamowany apetyt. Czytanie o jedzeniu, oglądanie zdjęć tudzież programów kulinarnych zawsze ma na mnie ten zgubny wpływ. Robię się szaleńczo głodna. I już zazdroszczę bohaterom, tych kulinarnych rozkoszy. Pani Wandzie, która zapewne będzie gotowała, Wiktorowi, Oliwierowi, którzy będą się zajadać...  A zwyciężczyni gratulujemy! Ona i jej potrawa pojawią się w książce już w sierpniu :) Dziękujemy również wszystkim, którzy w konkursie wzięli udział. Fajnie by było kiedyś zrobić taki przegląd, powiedzmy śniadań w naszych domach. Ciekawe jak bardzo różnią się nasze poranne stoły. Pomysł wart rozważenia. A teraz chwilowo znikam. Słuchać pastorałek. W końcu piszę o świętach :) Może ktoś miałby ochotę upiec mi pierniczki? Żeby mi się bożonarodzeniowy nastrój zrobił. Sama nie mam czasu się tym zająć. Więc gdyby ktoś był chętny, to wiecie, hmmm :)
Jeszcze raz gratulujemy Pani Marzence i do zobaczenia wkrótce!

A oto zwyciężczyni w pełnej krasie!


  

środa, 8 czerwca 2016

Pierwszy konkurs z serii :)


Właściwie reaktywacja. Bo już był, ale odpowiedzi rozsypały się na fb, na maile a chodzi o to żeby wszystkie były tu, pod tym postem na blogu. Wiem, że jedna z uczestniczek miała problem z umieszczeniem swojej odpowiedzi w komentarzu, jednak mam nadzieję, że coś wymyśli :) Może rozwiązaniem jest podzielenie tekstu na dwie części? Chodzi o to żeby odpowiedzi były widoczne dla każdego, konkretnie tutaj. Zdjęcia jeżeli ktoś ma ochotę proszę dosłać na maila zrobimy z nimi osobny post. A teraz przechodzimy do meritum :)

Wspólnie z Krysią zapraszamy Was na wyjątkowy, konkurs. Nagroda też jest szczególna, bo poza powieścią z autografem autorki będzie można znaleźć swoją potrawę w najnowszej powieści. No może nie dosłownie cały przepis ale na pewno nazwę i imię zwyciężczyni/zwycięzcy też pojawi się w tekście. Fajna sprawa, sama bym się pokusiła gdybym mogła, bo nigdy nikt o mnie w książkach nie pisał :) Kiedyś nawet czułam się poszkodowana, że moi rodzice nie nazwali mnie Ania, bo wtedy mogłabym udawać, że to ja jestem tą z Zielonego Wzgórza... Ale wracając do tematu konkursu oto zadanie:
nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem
tego zdjęcia, bo ono całe jest większym
kawałkiem nieba.


Napisz przepis na pokazowe danie, które Twoim zdaniem mogłoby być podane w eleganckiej ale klimatycznej restauracji Wiktora Janickiego. Można załączyć zdjęcie. Nagrodą jest egzemplarz powieści z dedykacją autorki oraz zamieszczenie nazwy potrawy i imienia jego autorki/autora w kolejnej książce, która pojawi się już w sierpniu :).

Na odpowiedzi w komentarzach czekamy do 12 czerwca. Zdjęcia (oczywiście jeżeli ktoś ma ochotę dołączyć fotkę, bo nie jest wymagana) prosimy przesyłać na maila magdakor@vp.pl

poniedziałek, 1 lutego 2016

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.

Jeżeli myślicie, że chcę Wam w ten sposób zasugerować, że będzie o pogodzie to absolutnie nie macie racji :) Choć właściwie może jednak trochę będzie... I o deszczu i o burzach i o pięknych słonecznych dniach. O poczuciu bezpieczeństwa, o herbacie pitej na tarasie, o zapachu szarlotki, o miłości... Tej, która już niejedno przetrwała i tej która dopiero stawia pierwsze kroki. A także o tej, która gdzieś się zgubiła i na nowo trzeba utorować jej drogę. Dodatkowo nie można nie wspomnieć o ciepłym domu, który nieustannie czeka i czuwa nad mieszkańcami. Nawet tymi, którzy już opuścili jego bezpieczne progi. Ale taki dom ma moc przyciągania. I to do niego się wraca gdy zdarza się, że życie daje w kość.  Do domu ale przede wszystkim do ludzi. Bo to oni otwierają najpierw drzwi a potem ramiona, które przytulają zziębnięte serca ukochanych bliskich.

To wszystko właśnie znajdziecie w najnowszej sadze rodzinnej Krysi Mirek "Jabłoniowy sad" "Szczęśliwy dom" (tom pierwszy) i "Rodzinne sekrety" tom drugi. Przyznaje się bez bicia, że mam słabość do opowieści, w których dom odgrywa główną rolę. Być może jest tak dlatego, że w moim sercu mam obraz tego wymarzonego, wyśnionego, wyczekiwanego... Ale przyznacie, że nie jestem wyjątkiem. Każdy chyba nosi w sobie taką wizję domu, który chce lub chciał własnymi rękami zbudować. Jednym się już udało drudzy cały czas na to czekają. I nie chodzi mi tutaj o postawieniu ścian tylko o to co sprawia, że dom staje się nie tylko budynkiem ale azylem, miejscem do którego tęsknimy. Miejscem, na którego widok z naszych piersi wydobywa się głębokie westchnienie ulgi. Dom jest tam gdzie czekają na nas kochający ludzie, bo bez nich nawet najpiękniejsze budynki pozostają martwe. 


Taki dom właśnie stworzyli dla swoich córek państwo Zagórscy. Wprawdzie czas płynął dziewczynki z małych brzdąców z włosami związanymi w kitki zmieniły się w kobiety ale jedno nadal pozostawało niezmienne. Rodzinny dom, otoczony sadem, taras, na którym ich rodzice od zawsze zasiadali by wspólnie wypić aromatyczną herbatę, skrzypiąca gdzie niegadzie podłoga, półki wypełnione książkami i spiżarnia po brzegi zastawiona konfiturami i innymi dobrami, których nie skąpiły czule pielęgnowane i zadbane drzewka owocowe. 
Rodzinę Zagórskich poznajemy w momencie gdy rodzice dziewcząt, Helena i Jan, przygotowują się do uroczystych obchodów czterdziestej rocznicy ślubu. Biorąc pod uwagę ile już lat są ze sobą i to jak bardzo się kochają można by było przypuszczać, że żadna poważna zawierucha im nie grozi.
Z kolei ich córki, niby dorosłe, wychowane w atmosferze troski i z ogromną miłością wyglądają na nieco pogubione. 
Gabrysia od lat starająca się o zajście w ciąże nie umie myśleć o niczym innym. Powoli traci radość życia i nie dostrzega skradającego się, złowróżbnego niebezpieczeństwa. 
Julia pracuje w przychodni weterynaryjnej, kocha swoją pracę i mężczyznę z którym spotyka się od dłuższego czasu. Ba, ma nawet się z nim zaręczyć. Tyle tylko, że w jej głowie żyją cały czas, gorące i siejące zamęt w sercu, wspomnienia związane z całkiem innym chłopcem. Coraz częściej nachodzą ją wątpliwości czy jej obecne uczucie to na pewno miłość? Czy może jednak przyjaźń? 
Maryla ma dwóch synków i byłego męża. I mnóstwo miłostek, które niczym wicher porywają ją, przez moment niosą ogromnym pędem a potem porzucają na pastwę losu. A przecież Maryla pragnie czegoś zupełnie zwyczajnego: miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tego czym z taką naturalnością obdarzyli ją rodzice. 
Anielka, najmłodsza z córek jest najbardziej tajemnicza. Nikt nie wie kim jest ojciec jej córeczki. Wszystkie pytania zahaczające o tajemniczą postać jej byłego partnera pozostają bez odpowiedzi. Ale jak wiadomo los nie lubi niedopowiedzeń.

I tak nad rodziną Zagórskich rozpęta się burza. I ta prawdziwa, niosąca zniszczenie w gospodarstwie i ta emocjonalna, która nierzadko w spadku po sobie zostawia porwane na strzępy dusze i serca. 
Czy miłość jest wystarczająco mocnym przeciwnikiem by pokonać przeciwności losu? Już widzę wasze uśmiechy, które mówią, że odpowiedź sama się nasuwa. Ale nie bądźcie tacy pewni, bo w drugiej części "Jabłoniowego sadu" zdarzy się wiele. I nie wszystko zakończy się tak jak by się na początku wydawało. Przyjazd brata Jana wszystko skomplikuje. Stabilność rodziny zawiśnie na włosku. Nie wyjaśnione sprawy z przeszłości cały czas będą dawały o sobie znać. A jak wiadomo gdy coś w ten sposób o sobie przypomina nie można tego zlekceważyć. Trzeba w końcu stawić czoła trudnym sprawom. I to takim, które tkwiły niczym zadra w sercu od ponad czterdziestu lat. 
I tak oto zostawiam Was z pytaniem czy rodzina Zagórskich pomimo wielu przebytych burz nauczyła się tańczyć w deszczu? Czy w ogóle nabycie takich umiejętności jest możliwe? Musicie przekonać się sami :) 
Ja ze swojej strony powiem, że Zagórscy na stałe zamieszkali w moim sercu. A ich dom na czas lektury otworzył przede mną drzwi i pozwolił ogrzać się w cieple mądrości, miłości i poczuciu zrozumienia. 

A na koniec dla wszystkich wytrwałych konkurs. Do przytulenia dwie części "Jabłoniowego sadu", tom pierwszy "Szczęśliwy dom" i tom drugi "Rodzinne sekrety". Książki powędrują do jednej z osób prosto od Krysi Mirek więc będą z autografem :) A żeby je zdobyć w komentarzach napiszcie kilka zdań o szczególnej osobie, która przewijała się w waszym domu. Takiej cioci, babci, sąsiadce, bez obecności której Wasz dom i wspomnienia o nim wiele by straciły :) Dla rodziny Zagórskich takim kimś była ciocia Marta, o której nie wspomniałam w recenzji, ale to jedna z moich ulubionych bohaterek. Jestem przekonana, że Wy również zachowaliście we wspomnieniach kogoś takiego :) Konkurs trwa do piątku, do 24:00. Zwycięską odpowiedź wybierzemy wspólnie z Krysią.   

poniedziałek, 16 listopada 2015

Krysiu, Joanno ja i szuflandia dziękujemy :)

Już dwukrotnie zaglądaliśmy do Waszych szuflad. Szuflandia ruszyła pełną parą. Kolejna odsłona już niedługo. Ale cała akcja nie byłaby tak wspaniała gdyby nie nasi eksperci. Dlatego bardzo mocno i serdecznie i z całego serca chciałam raz jeszcze podziękować Krysi Mirek i Joasi M. Chmielewskiej. A żeby dać temu wyraz na ich ręce chciałam złożyć oficjalne podziękowania. Oto i one:


Właśnie się drukują i polecą do naszych ekspertów pocztą :)

środa, 22 października 2014

Podarunek od Krysi czyli o tym jak zapachniało mi świętami. Jednym słowem świetna powieść!

No i stało się! Za oknem słońce, ptaszki śpiewają, liście dopiero zaczynają się złocić. Nic, dosłownie nic nie przypomina o zimie. A mimo to siedzę nucąc kolędy i tęsknie marzę o barszczu z uszkami, karpiu i tej specyficznej i niepowtarzalnej atmosferze, którą otulone są święta Bożego Narodzenia. A wszystko to dzięki magii, która sprawiła, że w słoneczne, ciepłe dni zapachniało nagle zimą i to tą w najpiękniejszym wydaniu. Taką skrzącą się śniegiem, pachnącą miłością, tęsknotą i nadzieją na spełnienie marzeń i pragnień. Jednym słowem moi kochani zapachniało jednym z najcudowniejszych dni w roku: Wigilią. A zawdzięczam to podarunkowi, który otrzymałam niespodziewanie od Krysi Mirek. A jest nim właśnie "Podarunek". Najnowsza powieść Krysi, która już niebawem ukaże się w księgarniach i uwierzcie, że gdy tylko trafi do Waszych rąk a zaraz potem prościutko do serc, i Wy zaczniecie tęsknić. Tak samo zresztą jak Marta. Jedna z bohaterek powieści.
Marta ma dobrą pracę. Męża. Dzieci. Niestety ma również teściową. Taką co to wszystko wie najlepiej, jest idealną panią domu i absolutnie nie może wybaczyć synowej, że ta ukradła jej ukochanego syna. Marta ma też marzenia. Marzy o pięknej wigilii, o magii świąt, która wszystko odmieni, która sprawi, że życie jej i najbliższych się zmieni. Marzy o tym by zasiąść za stołem, przy którym nie będzie żadnych wrednych teściowych... 
Kolejną wyrazistą postacią jest Eleonora. Starsza pani. Ma piękny dom z ogrodem, dom który przetrwał wszelkie burze, kltóry od pokoleń należy do jej rodziny i w swoich murach skrywa niejedną tajemnicę. Eleonora ma też córkę i syna. I ukochaną przyjaciółkę Marysię. Niestety ma również okropną synową, Martę. Dziewczynę, która odsunęła ją od syna i sprawiła, że w uroczej i poukładanej rodzinie zapanował chaos. Eleonora ma też marzenie. Marzy jej się wigilia, taka jak za starych dobrych czasów, z potrawami własnoręcznie przygotowanymi, z synem, który zapomina tego  wieczoru o swojej wrednej żonie... A że Eleonora jest kobietą czynu na marzeniach nie poprzestaje i wigilijną kolację przygotowuje mimo tego, że jeszcze nie wie czy wigilia nie odbędzie się gdzie indziej... 
Kolejna osobą która marzy jest koleżanka Marty - Kaja. Kaja nie chce wiele. Tylko tego by stać ją było na wszystko i by w spełnianiu jej pragnień pomagał jej jakiś bogaty i przystojny mężczyzna. Najlepiej taki, który nie za bardzo lubi liczyć i nie wnika w to, że większa część tego co zarabia przeznaczana jest na spłacanie zaciąganych przez Kaję długów. Kaja marzy też o idealnych świętach. Z choinką ubraną w najdroższe bombki, z jedzeniem zamówionym w najlepszej restauracji, z górą prezentów wysypujących się spod świątecznego drzewka.
Cóż ile ludzi tyle pragnień. Jednak warto w takich momentach przypomnieć sobie przestrogę by uważać o tym o czym się marzy, bo znienacka może nam się to spełnić. I to z mojej strony tyle. Nie zamierzam zdradzać żadnej z tajemnic jakie kryje w sobie ta ciepła i mądra powieść, bo byłoby to równoznaczne z zabraniem Wam kochani przyjemności z czytania. Powiem tylko tyle, że Krysia jest prawdziwą czarodziejką, która potrafi nawet w słoneczne dni wyczarować zimową, świąteczną magię  i sprawić, że słowa: dobroć, miłość, wybaczenie nabierają głębszej wręcz czarodziejskiej mocy. "Podarunek" to powieść, która zostawia nas z przeświadczeniem, że ta prawdziwa, piękna wigilia odbywa się przede wszystkim w naszych sercach i nie zawsze musi kończyć się w grudniowy wieczór. Niekiedy przeciąga się na wiosnę albo lato a nawet zostaje na resztę roku. Jednego natomiast jestem pewna: "Podarunek" jest przepięknym prezentem. Nie tylko wigilijnym, bo książka, która wyzwala w czytelniku to co najlepsze jest ponadczasowa. I za ten podarunek pięknie Ci Krysiu dziękuję. 

piątek, 11 października 2013

Kręte ścieżki losu czyli "Droga do marzeń"

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.
William Shakespeare

Krystyna Mirek napisała kolejną, po Pojedynku Uczuć (tu recenzja), niesamowicie wciągającą, rewelacyjnie czytającą się powieść. Uwielbiam książki, które same się opowiadają, których bohaterowie stają się mi bliscy, za których nie wiedząc kiedy zaczynam trzymać kciuki. Taka jest właśnie "Droga do marzeń". Mogłabym tutaj dużo pisać o tym jak mi się ją czytało, ale poprzestanę tylko na tym, że w czasie jej lektury spaliłam czajnik, bo zaczytana na amen zapomniałam o wstawionej wodzie:) I myślę, że to będzie najlepsza rekomendacja:)

Biedna, biedna, biedna Konstancja! To była moja pierwsza myśl, gdy zaczęłam czytać Drogę do marzeń". Myśl na pozór bezsensowna, bo cokolwiek można powiedzieć o 23-letniej Konstancji to można, ale na pewno nie to, że jest biedna. Przynajmniej nie materialnie. Bo jeżeli chodzi o postrzeganie świata to już zupełnie odrębna sprawa. Konstancja jest córką bogatych a właściwie bardzo, bardzo bogatych rodziców. Ma wszystko: zasobnych, wpływowych przyjaciół, złotą kartę kredytową, która zapewnia jej poczucie błogiego spokoju i bardzo sprecyzowane plany na przyszłość. Zamierza bogato wyjść za mąż i spędzić życie korzystając z portfela męża. Dziewczyna jest święcie przekonana, że nic jej w tych założeniach nie może przeszkodzić. Widać nie zna powiedzenia "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość". Tak czy inaczej Konstancja jest dzieckiem, któremu nie przychodzi do głowy, że w jej życiu coś może pójść nie po jej myśli. Bo dlaczego miałoby się tak stać? Zawsze przecież miała wszystko, a jak nie miała, to złota karta otwierała drzwi do spełnienia każdego marzenia. Tak było do momentu, gdy okazało się, że z minuty na minutę zostaje bez niczego. Zaklęcie "Sezamie otwórz się" przestaje działać. Konta są pozamykane, dom zamknięty, przyjaciele odwracają się plecami a rodzice znikają. Konstancji nie pozostaje nic innego jak tylko odbyć przyspieszony kurs radzenia sobie z rzeczywistością i to taką, którą dziewczyna do tej pory znała tylko z czytanych książek i programów telewizyjnych. Jak poradzi sobie Konstancja gdy  przez zadziwiający splot okoliczności zostanie zmuszona stać się cząstką szarego tłumu do tej pory obserwowanego jedynie  zza szyb drogich aut? Czy noc spędzona na dworcu wśród bezdomnych może zmienić definitywnie czyjeś życie?
Ale Konstancja nie jest jedyną bohaterką "Drogi do marzeń". Jest jeszcze Anna. Anna perfekcjonistka, Anna doskonała aktorka, odgrywająca szczęśliwą żonę. Anna, która przez lata udaje, że kocha swojego męża. Anna rozpaczliwie tęskniąca za małym dzieckiem, które dawno temu urodziła i które zmarło tuż po porodzie. Anna wie jedynie, że była to dziewczynka, Anielka. I na tym jej wiedza się kończy. Nie wie nawet tego, gdzie jej córeczka została pochowana. Dlatego opiekuje się opuszczonym grobem nieznanego maleństwa. Jej mąż i dzieci, które przyszły później na świat doskonale znają tragiczną historię i mimo wysiłków Anny widzą jak na dłoni, że cień zmarłej Anielki niszczy ich rodzinę. I wszyscy powoli zaczynają mieć tego dość. Co zrobią? Jak potoczą się ich losy i jak splotą się z losami Konstancji? Tego oczywiście Wam nie powiem:)
Wspomnę tylko jeszcze, że czytając książkę dziwiłam się niepomiernie matce Konstancji. Nie mogłam pojąć, jak mogła tak bez słowa, tak po prostu zostawić swoje dziecko bez środków do życia, bez jakiegokolwiek wsparcia... Potem oczywiście zrozumiałam i jedno jest pewne: marzenia są ważne, ale czasami warto się zatrzymać i popatrzeć którędy wiedzie do nich droga i zastanowić się czy należy je spełniać za wszelką cenę. "Droga do marzeń" dla mnie ma jasne przesłanie: marzmy, dążmy do spełnienia naszych pragnień, ale róbmy to mądrze. Bo czasami zbyt zapętleni, zbyt nastawieni na branie możemy zapomnieć o tym co w życiu jest najważniejsze i przebudzenie może okazać się okrutne, a spełnione marzenia mogą zamienić się w koszmar i zrujnować życie i nam i innym.



sobota, 15 czerwca 2013

Niekiedy trzeba bić się o szczęście czyli Pojedynek uczuć

Wyjątkowa powieść o zwyczajnej-niezwyczajnej kobiecie.
Opowieść o 30-letniej Mai, która niespodziewanie wchodzi w sytuację matki samotnie wychowującej dziecko. Wkrótce będzie musiała stawić czoła wielu problemom, ukrywać przed szefem swoją sytuację, podjąć się opieki nad chorą mamą i spłacać kredyt we frankach. Będzie musiała znaleźć w sobie siłę i mądrość, by wyrwać się z zaklętego kręgu zależności od dwóch prezesów. Czy otworzy się na niespodziewaną miłość? 
Ta książka to powieść obyczajowa z wartką akcją, humorem i życiową mądrością. Autorka porusza tematy ważne społecznie – opowiada o realiach pracy w polskich firmach, o lęku przed zwolnieniem i trudnych wyborach, przed którymi staje codziennie wiele kobiet. Jednocześnie ta książka to świetna lektura – sprawnie napisana, która Czytelnika wzrusza, bawi i daje przyjemność z lektury. Barwni bohaterowie, szybka akcja, humor i potoczysty język sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem.

Od pierwszych stron stało się dla mnie jasne, że bohaterka, Majka, usiłuje zaklinać rzeczywistość. Już dawno wbiła sobie do głowy, że jeżeli będzie bardziej się starać to będzie lepiej. Więc się stara. W domu chodzi koło swojego partnera, Adama, na paluszkach i spełnia jego życzenia. W dzień (po pracy) wciela się w boginię domowego ogniska, w nocy w boginię seksu. Rano w półżywą ze zmęczenia perfekcyjną panią domu, która podaje na śniadanie ciepłe drożdżowe bułeczki i robi kawę. Nie zostaje jej wiele czasu dla siebie. Do pracy wpada w ostatnim momencie ze ściśniętym ze strachu żołądkiem, chora ze stresu i obawy, żeby nie zostać wyrzucona. Bo w firmie, w której pracuje Majka takie sytuacje są na porządku dziennym. Niejeden już stracił posadę tylko i wyłącznie dlatego, że prezes Leon Burski raczył być akurat w złym nastroju. Ale Maja wciąż się stara. Zaciska zęby, powstrzymuje łzy. Z pracy wychodzi późnym wieczorem i tak naprawdę nie ma nawet z kim porozmawiać, bo Adam (nomen omen też prezes tyle, że w innym przedsiębiorstwie) nie życzy sobie rozmów o pracy w domu. Zdawać by się mogło, że przy takim trybie życia nie ma już miejsca na nic innego. Ale to tylko złudzenie. Bo Majka dodatkowo jest jeszcze mamą. Celowo piszę tylko o niej. Bo Adam niezbyt długo jest obecny w jej życiu. Już na samym początku powieści dzwoni do Mai i stwierdza, że on pasuje i musi zrobić sobie przerwę. I tak nasza bohaterka zostaje sama z czteroletnim Krzysiem, kredytem do spłacania i szefem tyranem, który za nic nie może dowiedzieć się, że Majka jest samotną matką. Powszechnie wiadomo bowiem, że w firmie Leona Burskiego dla samotnych rodziców nie ma miejsca. Jak widać czasami zaklinanie rzeczywistości nie przynosi pożądanych rezultatów.
Swoją drogą to już od pierwszych stron miałam ochotę zamordować i Leona Burskiego i Adama partnera Majki. Ją samą też miałam ochotę złapać za ramiona i mocno nią potrząsnąć i powiedzieć jej parę słów do słuchu. Ale jedyne co mogłam to kibicować jej i jej małemu synkowi i trzymać za nią kciuki. Bo właśnie ta książka różni się od innych tym, że nie tylko śledzi się losy bohaterki. Tutaj ewidentnie jej się kibicuje. Autorce, Krystynie Mirek, udało się związać czytelnika z Majką i jej synkiem niewidoczną, ale bardzo mocną nicią. Tak mocną, że ja podczas lektury też musiałam stoczyć ze sobą niejeden pojedynek, żeby książkę odłożyć i zająć się obowiązkami:)
"Pojedynek uczuć" to nie tylko opowieść o młodej mamie. To wiele historii: prezesa Leona Burskiego, jego żony Marylki, synów, którzy już dawno odcięli się od ojca i ze wszystkich sił starają się być od niego inni. To opowieść o Adamie, cynicznym i perfekcyjnie planującym swoje życie (swoją drogą zadziwiające, jak można dać pobić się własną bronią), o siostrze Majki - Adzie i mamie Mai i Ady. Losy tych ludzi sprawiają, że książki nie sposób odłożyć i cóż jeżeli chodzi o to, to ja swój pojedynek sromotnie przegrałam i zamiast w piątek przykładnie pracować kończyłam lekturę powieści pani Mirek:). Powieści, która jest jednocześnie opowieścią o miłości, zdradzie, wybaczeniu, które niestety nie zawsze przychodzi w porę. I o tragedii, która niekiedy jest konieczna żeby otworzyć ludziom oczy i przywrócić właściwe proporcje.
Dla mnie najbardziej wzruszającym wątkiem był ten z Krzysiem. Być może dlatego, że sama jestem mamą małego chłopca i że całą sobą czułam samotność małego dziecka i strach jego matki, gdy zostawiała go samego. Nie wyobrażam sobie co musiała czuć, gdy po powrocie zastawała w domu taki widok:

"Krzyś leżał na podłodze. Na jego buzi były wyraźnie widoczne ślady po kanapce z Nutellą, ale także niestety łez. W brudnym ubranku, skulony z zimna, spał na poduszce." 

"Pojedynek uczuć" to powieść pokazująca jak bardzo przerażająca jest samotność w świecie, którym żądzą pieniądze i wszechwładni właściciele firm, ukazująca bezradność młodych ludzi, ale też opowieść o tym, że niekiedy zakręt i zawalenie całego poukładanego świata jest niezbędne, by zacząć coś od nowa i dać szansę nowemu, lepszemu. To historia o tym, że nic nie jest ani białe ani czarne, a to co dobre jest czasami na wyciągnięciu ręki tylko nie zawsze to dostrzegamy.
Na koniec dodam jeszcze, że nie zawsze musimy czekać na księcia na białym koniu. Czasem wystarczy hydraulik:) Ale o co mi dokładnie chodzi musicie przekonać się sami. Gwarantuję, że "Pojedynek Uczuć" wciągnie was od pierwszej strony, a gdy dotrzecie do ostatniej będzie Wam szkoda, że to już koniec.

Za możliwość przeczytania "Pojedynku uczuć" dziękuję wydawnictwu Feeria i Pani Karolinie.