Jeżeli myślicie, że chcę Wam w ten sposób zasugerować, że będzie o pogodzie to absolutnie nie macie racji :) Choć właściwie może jednak trochę będzie... I o deszczu i o burzach i o pięknych słonecznych dniach. O poczuciu bezpieczeństwa, o herbacie pitej na tarasie, o zapachu szarlotki, o miłości... Tej, która już niejedno przetrwała i tej która dopiero stawia pierwsze kroki. A także o tej, która gdzieś się zgubiła i na nowo trzeba utorować jej drogę. Dodatkowo nie można nie wspomnieć o ciepłym domu, który nieustannie czeka i czuwa nad mieszkańcami. Nawet tymi, którzy już opuścili jego bezpieczne progi. Ale taki dom ma moc przyciągania. I to do niego się wraca gdy zdarza się, że życie daje w kość. Do domu ale przede wszystkim do ludzi. Bo to oni otwierają najpierw drzwi a potem ramiona, które przytulają zziębnięte serca ukochanych bliskich.
To wszystko właśnie znajdziecie w najnowszej sadze rodzinnej Krysi Mirek "Jabłoniowy sad" "Szczęśliwy dom" (tom pierwszy) i "Rodzinne sekrety" tom drugi. Przyznaje się bez bicia, że mam słabość do opowieści, w których dom odgrywa główną rolę. Być może jest tak dlatego, że w moim sercu mam obraz tego wymarzonego, wyśnionego, wyczekiwanego... Ale przyznacie, że nie jestem wyjątkiem. Każdy chyba nosi w sobie taką wizję domu, który chce lub chciał własnymi rękami zbudować. Jednym się już udało drudzy cały czas na to czekają. I nie chodzi mi tutaj o postawieniu ścian tylko o to co sprawia, że dom staje się nie tylko budynkiem ale azylem, miejscem do którego tęsknimy. Miejscem, na którego widok z naszych piersi wydobywa się głębokie westchnienie ulgi. Dom jest tam gdzie czekają na nas kochający ludzie, bo bez nich nawet najpiękniejsze budynki pozostają martwe.
Taki dom właśnie stworzyli dla swoich córek państwo Zagórscy. Wprawdzie czas płynął dziewczynki z małych brzdąców z włosami związanymi w kitki zmieniły się w kobiety ale jedno nadal pozostawało niezmienne. Rodzinny dom, otoczony sadem, taras, na którym ich rodzice od zawsze zasiadali by wspólnie wypić aromatyczną herbatę, skrzypiąca gdzie niegadzie podłoga, półki wypełnione książkami i spiżarnia po brzegi zastawiona konfiturami i innymi dobrami, których nie skąpiły czule pielęgnowane i zadbane drzewka owocowe.
Rodzinę Zagórskich poznajemy w momencie gdy rodzice dziewcząt, Helena i Jan, przygotowują się do uroczystych obchodów czterdziestej rocznicy ślubu. Biorąc pod uwagę ile już lat są ze sobą i to jak bardzo się kochają można by było przypuszczać, że żadna poważna zawierucha im nie grozi.
Z kolei ich córki, niby dorosłe, wychowane w atmosferze troski i z ogromną miłością wyglądają na nieco pogubione.
Gabrysia od lat starająca się o zajście w ciąże nie umie myśleć o niczym innym. Powoli traci radość życia i nie dostrzega skradającego się, złowróżbnego niebezpieczeństwa.
Julia pracuje w przychodni weterynaryjnej, kocha swoją pracę i mężczyznę z którym spotyka się od dłuższego czasu. Ba, ma nawet się z nim zaręczyć. Tyle tylko, że w jej głowie żyją cały czas, gorące i siejące zamęt w sercu, wspomnienia związane z całkiem innym chłopcem. Coraz częściej nachodzą ją wątpliwości czy jej obecne uczucie to na pewno miłość? Czy może jednak przyjaźń?
Maryla ma dwóch synków i byłego męża. I mnóstwo miłostek, które niczym wicher porywają ją, przez moment niosą ogromnym pędem a potem porzucają na pastwę losu. A przecież Maryla pragnie czegoś zupełnie zwyczajnego: miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tego czym z taką naturalnością obdarzyli ją rodzice.
Anielka, najmłodsza z córek jest najbardziej tajemnicza. Nikt nie wie kim jest ojciec jej córeczki. Wszystkie pytania zahaczające o tajemniczą postać jej byłego partnera pozostają bez odpowiedzi. Ale jak wiadomo los nie lubi niedopowiedzeń.
I tak nad rodziną Zagórskich rozpęta się burza. I ta prawdziwa, niosąca zniszczenie w gospodarstwie i ta emocjonalna, która nierzadko w spadku po sobie zostawia porwane na strzępy dusze i serca.
Czy miłość jest wystarczająco mocnym przeciwnikiem by pokonać przeciwności losu? Już widzę wasze uśmiechy, które mówią, że odpowiedź sama się nasuwa. Ale nie bądźcie tacy pewni, bo w drugiej części "Jabłoniowego sadu" zdarzy się wiele. I nie wszystko zakończy się tak jak by się na początku wydawało. Przyjazd brata Jana wszystko skomplikuje. Stabilność rodziny zawiśnie na włosku. Nie wyjaśnione sprawy z przeszłości cały czas będą dawały o sobie znać. A jak wiadomo gdy coś w ten sposób o sobie przypomina nie można tego zlekceważyć. Trzeba w końcu stawić czoła trudnym sprawom. I to takim, które tkwiły niczym zadra w sercu od ponad czterdziestu lat.
I tak oto zostawiam Was z pytaniem czy rodzina Zagórskich pomimo wielu przebytych burz nauczyła się tańczyć w deszczu? Czy w ogóle nabycie takich umiejętności jest możliwe? Musicie przekonać się sami :)
Ja ze swojej strony powiem, że Zagórscy na stałe zamieszkali w moim sercu. A ich dom na czas lektury otworzył przede mną drzwi i pozwolił ogrzać się w cieple mądrości, miłości i poczuciu zrozumienia.
A na koniec dla wszystkich wytrwałych konkurs. Do przytulenia dwie części "Jabłoniowego sadu", tom pierwszy "Szczęśliwy dom" i tom drugi "Rodzinne sekrety". Książki powędrują do jednej z osób prosto od Krysi Mirek więc będą z autografem :) A żeby je zdobyć w komentarzach napiszcie kilka zdań o szczególnej osobie, która przewijała się w waszym domu. Takiej cioci, babci, sąsiadce, bez obecności której Wasz dom i wspomnienia o nim wiele by straciły :) Dla rodziny Zagórskich takim kimś była ciocia Marta, o której nie wspomniałam w recenzji, ale to jedna z moich ulubionych bohaterek. Jestem przekonana, że Wy również zachowaliście we wspomnieniach kogoś takiego :) Konkurs trwa do piątku, do 24:00. Zwycięską odpowiedź wybierzemy wspólnie z Krysią.
Taki dom właśnie stworzyli dla swoich córek państwo Zagórscy. Wprawdzie czas płynął dziewczynki z małych brzdąców z włosami związanymi w kitki zmieniły się w kobiety ale jedno nadal pozostawało niezmienne. Rodzinny dom, otoczony sadem, taras, na którym ich rodzice od zawsze zasiadali by wspólnie wypić aromatyczną herbatę, skrzypiąca gdzie niegadzie podłoga, półki wypełnione książkami i spiżarnia po brzegi zastawiona konfiturami i innymi dobrami, których nie skąpiły czule pielęgnowane i zadbane drzewka owocowe.
Rodzinę Zagórskich poznajemy w momencie gdy rodzice dziewcząt, Helena i Jan, przygotowują się do uroczystych obchodów czterdziestej rocznicy ślubu. Biorąc pod uwagę ile już lat są ze sobą i to jak bardzo się kochają można by było przypuszczać, że żadna poważna zawierucha im nie grozi.
Z kolei ich córki, niby dorosłe, wychowane w atmosferze troski i z ogromną miłością wyglądają na nieco pogubione.
Gabrysia od lat starająca się o zajście w ciąże nie umie myśleć o niczym innym. Powoli traci radość życia i nie dostrzega skradającego się, złowróżbnego niebezpieczeństwa.
Julia pracuje w przychodni weterynaryjnej, kocha swoją pracę i mężczyznę z którym spotyka się od dłuższego czasu. Ba, ma nawet się z nim zaręczyć. Tyle tylko, że w jej głowie żyją cały czas, gorące i siejące zamęt w sercu, wspomnienia związane z całkiem innym chłopcem. Coraz częściej nachodzą ją wątpliwości czy jej obecne uczucie to na pewno miłość? Czy może jednak przyjaźń?
Maryla ma dwóch synków i byłego męża. I mnóstwo miłostek, które niczym wicher porywają ją, przez moment niosą ogromnym pędem a potem porzucają na pastwę losu. A przecież Maryla pragnie czegoś zupełnie zwyczajnego: miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tego czym z taką naturalnością obdarzyli ją rodzice.
Anielka, najmłodsza z córek jest najbardziej tajemnicza. Nikt nie wie kim jest ojciec jej córeczki. Wszystkie pytania zahaczające o tajemniczą postać jej byłego partnera pozostają bez odpowiedzi. Ale jak wiadomo los nie lubi niedopowiedzeń.
I tak nad rodziną Zagórskich rozpęta się burza. I ta prawdziwa, niosąca zniszczenie w gospodarstwie i ta emocjonalna, która nierzadko w spadku po sobie zostawia porwane na strzępy dusze i serca.
Czy miłość jest wystarczająco mocnym przeciwnikiem by pokonać przeciwności losu? Już widzę wasze uśmiechy, które mówią, że odpowiedź sama się nasuwa. Ale nie bądźcie tacy pewni, bo w drugiej części "Jabłoniowego sadu" zdarzy się wiele. I nie wszystko zakończy się tak jak by się na początku wydawało. Przyjazd brata Jana wszystko skomplikuje. Stabilność rodziny zawiśnie na włosku. Nie wyjaśnione sprawy z przeszłości cały czas będą dawały o sobie znać. A jak wiadomo gdy coś w ten sposób o sobie przypomina nie można tego zlekceważyć. Trzeba w końcu stawić czoła trudnym sprawom. I to takim, które tkwiły niczym zadra w sercu od ponad czterdziestu lat.
I tak oto zostawiam Was z pytaniem czy rodzina Zagórskich pomimo wielu przebytych burz nauczyła się tańczyć w deszczu? Czy w ogóle nabycie takich umiejętności jest możliwe? Musicie przekonać się sami :)
Ja ze swojej strony powiem, że Zagórscy na stałe zamieszkali w moim sercu. A ich dom na czas lektury otworzył przede mną drzwi i pozwolił ogrzać się w cieple mądrości, miłości i poczuciu zrozumienia.
A na koniec dla wszystkich wytrwałych konkurs. Do przytulenia dwie części "Jabłoniowego sadu", tom pierwszy "Szczęśliwy dom" i tom drugi "Rodzinne sekrety". Książki powędrują do jednej z osób prosto od Krysi Mirek więc będą z autografem :) A żeby je zdobyć w komentarzach napiszcie kilka zdań o szczególnej osobie, która przewijała się w waszym domu. Takiej cioci, babci, sąsiadce, bez obecności której Wasz dom i wspomnienia o nim wiele by straciły :) Dla rodziny Zagórskich takim kimś była ciocia Marta, o której nie wspomniałam w recenzji, ale to jedna z moich ulubionych bohaterek. Jestem przekonana, że Wy również zachowaliście we wspomnieniach kogoś takiego :) Konkurs trwa do piątku, do 24:00. Zwycięską odpowiedź wybierzemy wspólnie z Krysią.

