Ostatnimi czasy w ramach odstresowania i lekkiej lektury sięgnęłam po "Single" Meredith Goldstein. Uznałam że po chorobie mojej lekko skołowanej głowie coś takiego jest właśnie potrzebne. Poza tym przyznam się szczerze, że otwierając książkę czułam się jakbym za moment miała przekroczyć granicę do świata o lekkim zabarwieniu fantasy:). Tak, tak gdy ktoś tak jak ja jest już tyle lat w związku, bycie singlem jawi mu się właśnie jako coś bardzo nierealnego. Ostatnio złapałam się nawet na tym, że w sklepie zdziwiona sprzedawczyni bacznie mi się przyglądała, gdy po dokonaniu zakupów powiedziałam: dziękujemy bardzo! Pełne zdziwienia spojrzenie było uzasadnione bo w sklepie byłam sama i liczba mnoga nijak nie pasowała. Biedna kobieta nie wiedziała, że ja po prostu zwykle jestem z jednym albo drugim dzieckiem, albo z mężem i tak już z przyzwyczajenia mówię od razu my a nie ja:) Tak więc lektura "Singli" jawiła mi się jako wyprawa w świat lekko nieznany.Akcja książki dzieje się podczas ślubu Bee, która na tę uroczystość poza rodziną zaprasza też swoich najbliższych przyjaciół ze studiów. Większość z nich nie ma partnerów i tu zaczynają się schody. Okazuje się, że bycie singlem bywa kłopotliwe nie tylko dla niego samego, ale też dla panny młodej i organizatora przyjęcia. Nie wiadomo co z takimi pojedynczymi osobnikami uczynić, jak ich usadzić, jak sprawić by dobrze się bawili i nie wywołali skandalu, który biorąc pod uwagę sprzyjające okoliczności może wybuchnąć w każdej chwili i stremowana przyszła panna młoda doskonale zdaje sobie sprawę z takiej możliwości . Szczególnie, że jej przyjaciół nie zawsze łączyły więzy wyłącznie koleżeńskie. I tak wśród nich ma być Hannah, która poza tym, że jest druhną spotka na weselu swojego byłego chłopaka z jego nową partnerką, Vicky cierpiąca na depresję i zabierająca w każdą podróż lampę przeciwdepresyjną i romanse erotyczne, które namiętnie podczytuje skrycie marząc o nieokiełznanym i spontanicznym seksie i Rob, który w ostatnim momencie odwołuje przyjazd. Poza tym bez partnerów mają zjawić się wujek Bee - Joe, który nie jest ulubieńcem rodziny i Nancy przyjaciółka matki panny młodej, która w rezultacie nie przyjeżdża a za nią przybywa jej syn - Phil, mający reprezentować rodzinę. Jak cudze wesele może wpłynąć na życie zgromadzonych na przyjęciu gości? Czy spełnią się ich marzenia i obawy? Czy jedna noc może zaważyć na reszcie życia i jakie konsekwencje może mieć zażycie mieszaniny pigułek i niedokręcanie mebli i jak to wszystko ma się do ślubu?
Sięgając po książkę zastanawiałam się czy nie będzie zanadto cukierkowa i przesłodzona. Jednak moje obawy okazały się płonne. Powieść jest momentami zabawna ale też skłaniająca do refleksji. Pokazująca jak łatwo jest się pogubić i jak wiele trudu trzeba włożyć, by znów odnaleźć się w życiu. I jak czasami rzeczywistość różni się od naszych wyobrażeń. Książka uzmysławia też jak łatwo przeoczyć to co najistotniejsze, ale też pozwala uwierzyć, że warto zawalczyć i o siebie i o swoje marzenia. Bardzo dobrze mi się ją czytało. A wątek z Robem i jego miłością do chorej na epilepsję suczki podbił moje serce. Tak więc polecam z czystym sumieniem nie tylko Singlom:)
Za możliwość przeczytania dziękuję pani Dorocie i wydawnictwu M
