Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 kwietnia 2017

Niedziela pod psem czyli Zgubna Trucizna, Jan Morawski i potencjalny czworonóg

Żeby zaostrzyć i pobudzić Wasz apetyt na początek przypomnę poprzednią książkę Kasi "Zbrodnię w szkarłacie".

Lubicie zagadki, tajemnice rodzinne, stare dwory z tradycjami i ich mieszkańców, którzy dodatkowo mają wyraźnie zarysowane charaktery?  Jeżeli tak to "Zbrodnia w szkarłacie" jest książką właśnie dla Was. A jeżeli jeszcze lubicie jak książka Wam pachnie dobrą kuchnią, taką, że aż ślinka cieknie, jeżeli z rozrzewnieniem myślicie o dawnych spiżarniach zapełnionych frykasami to tym bardziej nie powinniście przegapić tej powieści. A jeśli dodatkowo marzy Wam się możliwość podejrzenia tego jak odbywały się przygotowania do ślubu mieszkanki dworu to... Sami wiecie:) Koniecznie musicie sięgnąć po książkę autorstwa pani Kasi.
A ślub poprzedzają niecodzienne okoliczności. Panna Helena, przyszła panna młoda, nie ma posagu, choć teoretycznie jest on na wyciągnięcie ręki, ukryty gdzieś na terenie posiadłości, przez jej dziadka. Dodatkowo rodzina ma kłopoty finansowe, stoi na skraju bankructwa. Dwór jest zadłużony, przyszła panna młoda z rezerwą odnosi się do narzeczonego a jakby tego było mało w jednym z pokoi dochodzi do morderstwa. Sami przyznacie, że to dość trudne warunki do urządzenia romantycznego ślubu.
I z tym wszystkim będzie musiał poradzić sobie  nietuzinkowy detektyw Jan Morawski (wspominałam już, że uwielbiam Jana :)) , który początkowo miał li i jedynie zająć się poszukiwaniem ukrytego skarbu.  Teraz będzie miał pełne ręce roboty. I on i jego lokaj, Mateusz, który zaraz po Janie jest drugą ulubioną przeze mnie postacią.

Kim jest morderca? Czy dojdzie do ślubu? Dlaczego pruski urzędnik jest tak podejrzanie miły? Czy uda się ocalić dwór, który nie jest tylko majątkiem ale uosabia wszystko to co polskie?  
Cóż nie odpowiem na żadne z tych pytań. Nie mogłabym odebrać Wam przyjemności z odkrywania tych wszystkich tajemnic, ze smakowania każdej strony. Bo "Zbrodnia w Szkarłacie" jest właśnie taką powieścią, którą się smakuje.Można się w niej rozkochać.
Dzięki niej dane mi było przenieść się w czasie do roku 1900, zamieszkać w Jeziorach - wielkopolskim dworze, słuchać zegara wygrywającego w szczególnych momentach Mazurek Dąbrowskiego, zasiadać wraz z mieszkańcami do posiłków, kłopotać się problemami życia codziennego i z zapartym tchem uczestniczyć w poszukiwaniu sprawcy zbrodni.
Katarzyna Kwiatkowska stworzyła barwną i nietuzinkową galerię postaci, splotła ze sobą ich losy i tak je zagmatwała, że nie sposób oderwać się od lektury. Tajemnica goni tajemnicę, napięcie rośnie, bohaterowie co rusz nas zaskakują a ich poczynania sprawiają, że to co początkowo zdawało się oczywiste staje pod znakiem zapytania.
„Zbrodnia w szkarłacie” to nie tylko kryminał ale też świetna powieść historyczna, szpiegowska i przygodowa, z pasjonującym wątkiem miłosnym. To powieść o tym, że nawet gdy Polski nie było na mapach istniała w sercach Polaków. O patriotyzmie, tradycjach skrzętnie pielęgnowanych w polskich domach.  Do końca czytałam z wypiekami na twarzy. A gdy dotarłam do ostatniej strony było mi żal żegnać się z mieszkańcami Jezior i z dworem, w którym nieoczekiwanie dla samej siebie się zadomowiłam.

Tak było. Z nową powieścią jest podobnie. Otworzycie książkę i nie będziecie mogli odłożyć dopóki nie skończycie.

A teraz ostatnie już pytanie konkursowe: Jakiego psa powinien mieć Jan Morawski? Jaka rasa by do niego pasowała i dlaczego?

Cudownej niedzieli Wam życzę! A i jeszcze jedno, podoba Wam się nowa odsłona bloga?

sobota, 1 kwietnia 2017

Mordercza sobota czyli Katarzyna Kwiatkowska i Zgubna Trucizna

No i wszystko jasne. Odgadliście bezbłędnie: chodziło o Kasię Kwiatkowską i Jana Morawskiego. A przywołałam osobę pani Katarzyny i bohatera jej powieści nie bez kozery, bo właśnie w księgarniach ukazała się jej najnowsza powieść  "Zgubna trucizna".

Poznań, luty 1901 roku. Jan Morawski poszukuje znanego fałszerza banknotów, ale gdy dochodzi do morderstwa, zaczyna podejrzewać, że fałszerstwo to zaledwie element wielkiej układanki. Musi znaleźć zabójcę, bo jak na razie jedynym podejrzanym jest właśnie on. 
W towarzystwie nie najlepiej się o nim mówi. Czy to możliwe, żeby Morawski zdradził sprawę polską? Dlaczego pracuje dla Banku Rzeszy? A może ten lekkoduch to żaden detektyw, tylko sprytny bywalec małżeńskiej giełdy, który potrafi jedynie prowokować zwierzenia dam, tańcząc na ostatkowych balach?
Nowa powieść Katarzyny Kwiatkowskiej to nie tylko kolejna znakomicie skonstruowana intryga kryminalna. To także wspaniały portret Poznania z początku XX wieku: ulice, pałace i sale balowe. Opisane tak, że można niemal wyczuć zapach perfum, woń cygar, usłyszeć szelest sukien, stłumione szepty i balową muzykę.

"Opisane tak, że można niemal wyczuć zapach perfum, woń cygar, usłyszeć szelest sukien, stłumione szepty i balową muzykę."
W to akurat nie jest trudno mi uwierzyć. Książki Kasi rzeczywiście pachną, smakują, szepczą i wabią. Niewątpliwie ma dar i świat o którym pisze staje się realny i niezwykle kuszący. do tego stopnia, że nie sposób się mu oprzeć. Przynajmniej ja nie mogę :)



I tutaj właśnie pytanie do Was:

Co Was pociąga w książkach retro? Dlaczego chętnie je czytacie? Piszcie w komentarzach. Na jedną osobę, której odpowiedź wyjątkowo mi się spodoba czeka egzemplarz najnowszej powieści Katarzyny Kwiatkowskiej "Zgubna Trucizna". Na odpowiedzi czekam do jutra, do 23:00.



   



 






wtorek, 8 grudnia 2015

Kasia Kwiatkowska uchyla rąbek tajemnicy... Czyli wywiad.

Zapraszam Was wszystkich do przeczytania wywiadu. Pytania są Wasze, mieliście okazję podpytać o to co naprawdę Was interesuje. Już niebawem ogłoszenie konkursu, zdradzę tylko, że po części już wiadomo do kogo powędruje zbrodnia... Ale wybór jest trudny i dlatego proszę o jeszcze chwilę cierpliwości. A teraz zapraszam do lektury:

Monika Płatek:
1. Który z kryminałów Agathy Christie jest pani ulubioną pozycją, do której pani chętnie wraca i dlaczego?
Najbardziej lubię chyba „Morderstwo w Orient Ekspresie” i „Śmierć na Nilu”. Obie są perfekcyjnie skonstruowane, każda scena coś wnosi, zakończenie jest zaskakujące. I akcja obu rozgrywa się w ciekawym otoczeniu.
2. Nie czytałam dotychczas żadnej pani książki. Jestem ciekawa w jaki sposób, w postaci trzech argumentów, zachęciłaby mnie pani do sięgnięcia po którąś z książek.
Trudne zadanie… Wątpię, czy znajdę aż trzy argumenty. Mogę co najwyżej służyć rekomendacjami:
- jeśli lubi Pani zagadki kryminalne, w których trup nie odgrywa głównej roli, a agresja się nie pojawia,
- jeśli chciałaby Pani zamieszkać na kilka dni w ziemiańskim dworze na przełomie XIX i XX wieku,
- i jeśli chciałaby Pani odrobinę (naprawdę odrobinę) poznać szczegóły życia Polaków pod pruskim butem,
to być może moje książki spodobałyby się Pani.
3. I ostatnie pytanie jak brzmi pani życiowe motto?
Zawsze jest to imperatyw Kanta, sprowadzający się do zalecenia: Traktuj innych, jak sam chciałbyś być traktowany. Lubię też pocieszać się słowami Szekspira: „Pamiętaj, że najlepszych ludzi uformowało naprawianie własnych błędów”.
Aniela Ruczaj:
4. Pisze Pani o zbrodniach i chociaż domyślam się, że raczej nie jest Pani zawodową zbrodniarką (;-)), to czy zdarza się Pani pomyśleć: dobrze by było tą/tego osobnika...
Jasne, że tak J. A od przejścia do czynów powstrzymuje mnie świadomość, że nie potrafiłabym popełnić zbrodni doskonałej.
5. Czy pisząc kryminały, próbuje je pani zaplanować od razy w czasie historycznym, czy też najpierw "dzieją się" one w naszych czasach?
Podstawową kwestię – kto kogo zabił i dlaczego – rozważam w oderwaniu od epoki   historycznej. Dalej jest to niemożliwe, gdyż wszystkie elementy książki uzależnione są od określonego czasu: sposób popełnienia zbrodni zależy od stanu techniki, prowadzenie śledztwa zależy od stanu medycyny i techniki, motywacja od priorytetów społeczeństwa. Do tego dochodzi całe tło – nowinki, wnętrza, kulinaria, cała codzienność – typowe dla ściśle zdefiniowanego czasu.
Jola:
6. Kocham książki utrzymane w klimacie retro i bardzo mnie cieszy każdy kryminał napisany w tej konwencji. Oczywiście nie ma się co dziwić, że mój ukochany kryminał to "Arszenik i stare koronki" Proszę podać tytuł swojego ulubionego kryminału retro?
Szczerze mówiąc, bardziej od kryminałów retro lubię kryminały historyczne – przede wszystkim powieści Stevena Saylora o Gordianusie (zwłaszcza kilka pierwszych części), także niektóre tomy historii o Eraście Fandorinie.
7. Czy wśród naszych współczesnych autorów tego typu kryminałów/a jest ich sporo/ znajduje pani kogoś, kogo twórczość jakoś panią uwiodła?
                Bardzo podobają mi się (niektóre) książki dwóch polskich autorów kryminałów historycznych,                ale nie powiedziałabym, by mnie uwiodły. Przynajmniej nie tak, jak Saylor.    
8. Czy lubi pani i czyta typowo "babską" literaturę, czy też może omija pani ją szerokim łukiem?
Właściwie od kilku lat czytam przede wszystkim powieści, których akcja rozgrywa się w XIX i na początku XX wieku – to pomaga pozostać w kręgu tamtych spraw, lepiej wczuć się w mentalność tych ludzi, by łatwiej potem o nich pisać. Bardzo lubię książki Jane Austen i George Eliot, choć powieści tej ostatniej, zwłaszcza Miasteczko Middlemarch, należą raczej do literatury społecznej.
Ze współcześnie napisanych książek, które można by zaliczyć do literatury kobiecej, przeczytałam dwa tomy Cukierni pod Aniołem, a także Tajemnicę bzów. Bardzo mi się podobały, zatem odpowiedź na pytanie brzmi: nie, nie omijam tej literatury, choć sięgam raczej po książki nawiązujące do przeszłości.
Margotka z Krakowa
9. Czy Jan zaprzyjaźniłby się z krakowianinem? Mam na myśli Kacpra Ryxa.
Marzy mi się spotkanie Jana z innym krakowianinem: Tadeuszem Boyem Żeleńskim, moim ulubieńcem. Kacper Ryx i Jan to trochę odległe epoki, ale ich przyjaźń byłaby teoretycznie możliwa. Na pewno by się nie nudzili.
Anonim:
10. Czy u Pani pomysły na książki rodzą się niejako "na zamówienie". W sensie skończyłam jedną, co by tu teraz napisać? Czy wręcz przeciwnie - siedzą w łowie całymi stadami, a Pani "odławia" jeden z wielu?
Pomysły na książkę rodzą się stopniowo – zbieram drobiazgi, pomysły na motyw, pięknie brzmiące zdania, notuję absurdalne sytuacje, dziwaczne nawyki, ciekawe historie. Pewnego dnia dwa elementy dopasowują się – niczym puzzle – i od tego miejsca zaczynam dokładać kolejne klocki: miejsce, osobę, słowa, wydarzenie historyczne, następną osobę itd. Książka to raczej zbitek bardzo, bardzo wielu drobnych pomysłów, oplecionych wokół wątku głównego.
10A. I czy książka w całości jest zaplanowana, czy niesie Panią historia bez bardziej szczegółowego, wcześniejszego planu?
Myślę, że kryminału nie można napisać bez planu. Te wszystkie zbiegi okoliczności, dozowane prawdy, kłamstwa, zmyłki, tropy i dowody, wszystkie one muszą zostać starannie przemyślane i rozmieszczone. Odpowiadając zatem na pytanie: szczegółowo rozplanowuję każdą powieść. A to planowanie trwa dłużej niż pisanie pierwszej wersji.
Izunia R.
11. Opisze Pani "swoje miejsce na ziemi"?
Jest ciche, jasne i jest w nim pies. A w pobliżu są przyjaźni ludzie, którzy nigdy się nie narzucają.
12. Przypisze Pani do każdej litery imienia cechę, która Panią opisuje?
                K – krnąbrna, A – apodyktyczna, S – sceptyczna, I – introwertyczna, A - ambitna
13. Kocha Pani podróże? Jakie jest najbardziej malownicze miejsce, w którym Pani była?
Kochać to może nie, to trochę za duże słowo. Po prostu lubię podróże. Najbardziej malownicze znane mi miejsce to wyspa Capri.
14. Dzieciństwo. Opowie mi Pani coś o swoim? Jakieś wspomnienie? Zapach, który zawsze będzie się Pani kojarzył z dzieciństwem?
Oto wspomnienia: Złotowłosy pies. Przedszkole w parku. Groszek wyjadany wprost ze strączka. Skakanka. Pyzy z sosem powidłowym i kopytka z cukrem. „Dzieci z Bullerbyn”. Sukienka z kaczuszką. Wujek, który wyglądał jak Julio Iglesias. Plaża. Melodia, którą gwizdał Tata (teraz wiem, że to temat z „Ojca chrzestnego”).
15. Jaka jest Pani ulubiona potrawa?
                Ratatouille.
15A. Jeśli już przy tym jesteśmy, załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa. Jakie według Pani powinna mieć składniki?
Staram się komponować tę potrawę z trzech głównych składników: zagadka kryminalna, obyczajowość (z kulturą materialną) i zjawisko historyczne typowe dla Wielkopolski.
16. Co sprawia Pani największą trudność w pisaniu?
                Opisywanie emocji bohaterów.
17. Jakie to uczucie:
* widzieć w księgarni swoją powieść,
                W moim przypadku – żadne.
* wziąć pierwszy raz do ręki swoje dzieło,
                Jak wyżej.
* czytać recenzje swojej książki,
Jest to ogromny stres. Liczyłam, że osłabnie, ale z każdą kolejną książką zdenerwowanie jest większe.
* usłyszeć opinie bliskich o swojej powieści?
                Z założenia nie biorę tych opinii pod uwagę, bo nie są obiektywne.
18. Załóżmy, że mogłaby Pani na chwilę przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści, jaką by Pani książkę wybrała i dlaczego? A może żadną?
Gdy czytam książkę, która mi się podoba, zawsze chcę przenieść się w opisywany świat. Ten stan szybko jednak mija, gdy tylko praktycyzm weźmie górę i uświadomię sobie, z jakimi niedogodnościami musiałabym się zmierzyć w tej innej rzeczywistości. Wolę więc pozostać przy znanych sobie kłopotach, niż oswajać nowe. Ale przez kilka lat marzyłam, by móc przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda.
19. Jakiego gatunki książki Pani nigdy nie napisze?
                Science fiction. Po prostu nie znam się na tym.
Kasia Piwoda:
20. Okres mikołajkowo-przedświąteczny czuć już na każdym kroku, czy łatwo jest Pani wybrać prezenty dla swoich najbliższych, czy tak jak i ja ma z tym wyborem problemy i kupuje Pani prezenty w ostatniej chwili, nie do końca będąc pewną, czy dobrze Pani wybrała?
Ha! Muszę się pochwalić. Jestem rodzinnym mistrzem w wymyślaniu prezentów (działam również na zlecenie i organizuję prezenty w imieniu wielu osób dla wielu osób), a do tego zabieram się za to z wyprzedzeniem. Tu akurat powód jest prozaiczny – nie znoszę tłumów i zamieszania.
20A.  I czy daje/dała Pani komuś w prezencie choinkowym/mikołajkowym swoją książkę?
Nie. Ani w urodzinowym, imieninowym czy rocznicowym. Prezent kojarzy mi się z czymś cennym, ważnym dla obdarowywanego, a nie chcę samowolnie umieszczać swoich książek w tej kategorii.
21. Czy lubi Pani kończyć pisać daną książkę, czy wręcz przeciwnie, odwleka Pani ten moment, bo jest Pani zżyta ze swoimi bohaterami i ciężko jest z nimi się rozstać?
Tak jak wspomniałam wyżej, kryminał pisze się – czy raczej: ja piszę – według planu. Wydarzenia następują w określonej kolejności, śledztwo się toczy, wszystko zmierza do nieuchronnego finału, którego nie można odwlekać, którego nie da się odwlekać. Przyznaję natomiast, że zdarzają się bohaterowie, którzy w założeniu mieli być postacią trzecioplanową, ale tak dobrze się sprawują, są zabawni lub urozmaicają akcję tak wyśmienicie, że ich rola już w trakcie pisania wyrasta poza plan. To jednak nie ma wpływu na nadejście końca.
22. Jak zachęciłaby Pani kogoś, kto stroni od książek, żeby się przełamał i chociaż spróbował przeczytać właśnie Pani książkę?
Jeśli ktoś stroni od książek, to absolutnie nie zachęcałabym go do rozpoczynania  kariery czytelniczej od moich książek. Bo jeśli ktoś nie czyta, to najprawdopodobniej ogląda filmy i lepiej byłoby podsunąć takiej osobie książkę o bardziej dynamicznej akcji, bez tego dodatku historyczno-społecznego. Zaproponowałabym coś uniwersalnego: klasyk Agathy Christie lub „Co do grosza” Archera.
J.smolarek:
23. Jaki kolor ma Pani szczęście?
                Czerwony.
24. Czy wierzy Pani w duchy i zjawy, w spotkania z nimi i to, że jak się ukazują, to chcą ostrzec?
                Nie.
25. Czy jest pani przesądna?
Nie wierzę w czarne koty, drabiny i pechowe trzynastki, ale bywają dni, gdy zaczynam wierzyć w różna prawa – w prawo serii, prawo Murphy’ego. Istnieją też liczby, które wolę od innych, ale nie wiążą się z tym żadne przesądy.
26. Co pani sądzi o kobiecej intuicji?
Myślę, że intuicja to typowa dla kobiet zdolność do mimowolnego  dostrzegania bardzo wielu szczegółów, które mężczyznom umykają. Przeczucia kobiet nie biorą się z jakiejś nadnaturalnej mocy, lecz są wypadkową poczynionych, nieuświadomionych obserwacji.
27. Czy ma pani jakiś talizman, coś, co przynosi szczęście, pomaga przetrwać gorsze dni?
Nie, nie mam talizmanu. A na gorsze dni polecam rozmowę z psem: wysłucha, popatrzy współczująco i nigdy nie powie: „A nie mówiłem?”.
28. Pani recepta na chandrę.
                Wykonać jakąś pracę, której efekty są od razu widoczne.
29. Pani ukochana książka to… i dlaczego....
                „W poszukiwaniu straconego czasu” – bo tak jak autor uwielbiam dzielić włos na czworo.

Magdalena Kordel:
30. Gdyby dane nam było przenieść się w czasie i trafilibyśmy w lata, w których żył Jan i zupełnie przypadkiem wylądowalibyśmy 24 grudnia w wielkopolskim dworze co byśmy tam zastali? Jakie potrawy tradycyjne przygotowywano na wieczerzę wigilijną?
Myślę, że ze wszystkich dni w roku, ten szczególny – w razie nagłej podróży w czasie – zaskoczyłby  nas najmniej. Wiele codziennych zwyczajów przeminęło, nasz tryb życia zmienił się całkowicie, ale nadal kultywujemy większość wigilijnych tradycji: biały obrus, choinka, Gwiazdor, pierwsza gwiazdka, dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, wspólna wyprawa na pasterkę.
Gdybyśmy więc nagle znaleźli się 24 grudnia 1900 roku w wielkopolskim dworze, najpierw porządnie byśmy zgłodnieli, bo w dniu wigilii od rana obowiązywał post ścisły, czyli dopuszczano jeden posiłek do syta. Posiłek był bezmięsny, więc zjedlibyśmy zapewne ziemniaki z olejem (masło wykluczone) lub chleb z powidłami. Odczucie głodu byłoby szalone, bo zewsząd dochodziłyby upojne aromaty pieczonych ciast.
Do wieczerzy zasiedlibyśmy po ukazaniu się pierwszej gwiazdki i po podzieleniu się opłatkiem.
Najpierw podawano zupy – dwie lub nawet trzy do wyboru: barszcz z uszkami, zupę rybną z łazankami, zupę grzybową, a w niektórych domach także zapomnianą już zupę migdałową.
Równolegle z zupą lub tuż po niej podawano paszteciki drożdżowe lub z ciasta francuskiego, wypełnione farszem grzybowym lub rybnym.
Po tej przystawce nadchodził czas na dwa lub trzy dania rybne, przy czym karp nie był pozycją obowiązkową. Popularne były szczupaki, sandacze, łososie, a w zamożnych domach także turboty. Rybom towarzyszyły ziemniaki i jarzyny, w tym obowiązkowo kapusta z grzybami.
Wieczerzę zamykały desery: kompot z suszu i makiełki, czyli kluski z masą makowo-bakaliową.

Im dom bogatszy lub ambicje pani domu większe, tym bardziej odchodzono od tradycyjnych polskich potraw i przesuwano się w stronę wykwintnej kuchni europejskiej – podawano kawior, sardele, zimne musy i majonezy, a na deser skomplikowane torty.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Stare dwory, tradycje, koronki... I zbrodnia.

No właśnie nomen omen zabójcza kombinacja. Ale za to absolutnie doskonała.
A twórczynią tego cudu jest nie kto inny tylko Katarzyna Kwiatkowska.  Autorka kryminałów retro, tłumaczka Elizabeth Gaskell. Za debiut, – Zbrodnia w błękicie – nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru, otrzymała specjalne wyróżnienie zasiadającej w jury Janiny Paradowskiej. Recenzenci przyrównują styl pisania Kwiatkowskiej do Agathy Christie, podkreślając jednocześnie, że jest ona świetną pisarką, a nie tylko naśladowczynią. 
Poznanianka z urodzenia i wychowania: w domu wpojono jej wielkopolski kult oszczędności i pracy, a także szacunek dla czasu. Zafascynowana dworami wielkopolskimi, kulturą i tradycjami ziemiaństwa.
Biorąc jej powieści do ręki możecie być pewni, że się zakochacie. Miłością wielką i absolutną. W klimacie, który tworzy, no któż nie tęskni za nastrojowymi dworami, za dawnymi obyczajami, wspólnymi wieczerzami, bezbrzeżną gościnnością, którą szczyciły się polskie domy, szarmanckimi dżentelmenami... No własnie i tu dochodzimy do najbardziej istotnego elementu gwarantującego, że książki Pani Kasi skradną wam serce. Nawet jeżeli pozostaliście odporni na klimat, który tworzy to teraz przepadliście, (no dobrze bardziej panie przepadły a panowie mogą usychać z zazdrości), bo na scenie pojawia się Jan. Wysoki, szczupły szatyn, poskramiacz niewieścich serc, dżentelmen w każdym calu. Inteligentny, bystry, oczytany. Nie bojący się wyzwań, podróżnik i... Birbant i hulaka :) Niejednej pannie złamał serce a i kilka mężatek wypłakiwało po nim oczy. Już to że jego pierwszą miłością była paryska kurtyzana jest dowodem na to, że Jan ma fantazję. Zapewne jego wszystkie miłosne wybryki nie byłyby puszczone płazem gdyby nie to, że szczyci się doskonałym pochodzeniem, które otwiera przed nim drzwi do arystokratycznych domów. Choć w czasie składania przez niego wizyt panienki są skrupulatnie pilnowane przez zaniepokojonych tatusiów i braci:) Ale jednocześnie Jan jest lojalnym przyjacielem, człowiekiem, który wiele zaryzykuje jeżeli ktoś  bliski potrzebuje pomocy. Jednym słowem Jan jest marzeniem nieomal każdej kobiety. I Zresztą przekonacie się same jak tylko sięgniecie po "Zbrodnię w błękicie" albo "Zbrodnię w szkarłacie". Jan was oczaruje nieomal od pierwszej strony.
Mamy więc już dwór, Jana, klimat... Została nam jeszcze zbrodnia. W końcu nie można zapomnieć, że do naszych rąk trafia kryminał. I tu mogę Was zapewnić, że autorka jest mistrzynią. To w jaki sposób plącze i gmatwa wątki, rzuca podejrzenia po to tylko by za chwilę zbić argumenty... Geniusz! Nie dajcie się zwieść niby konwencjonalnej formie jaką Pani Kasia stosuje. Tam nic nie jest takie jak nam się wydaje. Zresztą wystarczy przypomnieć, co ona sama o tym powiedziała:

Przede wszystkim te staroświeckie pomysły idealnie pasują do przytulnych
wnętrz, podwieczorków i kart wizytowych, do arszeniku i koronek. Ponadto wszyscy jesteśmy trochę jak inżynier Mamoń – podoba nam się to, co już znamy. Wiadomo, że liczba motywów literackich jest skończona, autorowi pozostaje zatem tworzenie z nich różnorodnych kombinacji. Poza tym na takich wyświechtanych trikach czytelnik najłatwiej się poślizgnie, dlatego właśnie, że są stare. Już jest pewien, że wszystko wie – zna przecież te numery na pamięć – przestaje myśleć, a tu niespodzianka. Coś poszło inaczej, niż oczekiwał.

Cóż jeżeli chodzi o mnie to Pani Kasia za każdym razem wyprowadzała mnie w pole. Nigdy nie odgadłam kto i dlaczego :)

A teraz kilka słów o "Zbrodni w szkarłacie".

Lubicie zagadki, tajemnice rodzinne, stare dwory z tradycjami i ich mieszkańców, którzy dodatkowo mają wyraźnie zarysowane charaktery?  Jeżeli tak to "Zbrodnia w szkarłacie" jest książką właśnie dla Was. A jeżeli jeszcze lubicie jak książka Wam pachnie dobrą kuchnią, taką, że aż ślinka cieknie, jeżeli z rozrzewnieniem myślicie o dawnych spiżarniach zapełnionych frykasami to tym bardziej nie powinniście przegapić tej powieści. A jeśli dodatkowo marzy Wam się możliwość podejrzenia tego jak odbywały się przygotowania do ślubu mieszkanki dworu to... Sami wiecie:) Koniecznie musicie sięgnąć po książkę autorstwa pani Kasi.
A ślub poprzedzają niecodzienne okoliczności. Panna Helena, przyszła panna młoda, nie ma posagu, choć teoretycznie jest on na wyciągnięcie ręki, ukryty gdzieś na terenie posiadłości, przez jej dziadka. Dodatkowo rodzina ma kłopoty finansowe, stoi na skraju bankructwa. Dwór jest zadłużony, przyszła panna młoda z rezerwą odnosi się do narzeczonego a jakby tego było mało w jednym z pokoi dochodzi do morderstwa. Sami przyznacie, że to dość trudne warunki do urządzenia romantycznego ślubu.
I z tym wszystkim będzie musiał poradzić sobie  nietuzinkowy detektyw Jan Morawski (wspominałam już, że uwielbiam Jana :)) , który początkowo miał li i jedynie zająć się poszukiwaniem ukrytego skarbu.  Teraz będzie miał pełne ręce roboty. I on i jego lokaj, Mateusz, który zaraz po Janie jest drugą ulubioną przeze mnie postacią.
Kim jest morderca? Czy dojdzie do ślubu? Dlaczego pruski urzędnik jest tak podejrzanie miły? Czy uda się ocalić dwór, który nie jest tylko majątkiem ale uosabia wszystko to co polskie?  
Cóż nie odpowiem na żadne z tych pytań. Nie mogłabym odebrać Wam przyjemności z odkrywania tych wszystkich tajemnic, ze smakowania każdej strony. Bo "Zbrodnia w Szkarłacie" jest właśnie taką powieścią, którą się smakuje.Można się w niej rozkochać.
Dzięki niej dane mi było przenieść się w czasie do roku 1900, zamieszkać w Jeziorach - wielkopolskim dworze, słuchać zegara wygrywającego w szczególnych momentach Mazurek Dąbrowskiego, zasiadać wraz z mieszkańcami do posiłków, kłopotać się problemami życia codziennego i z zapartym tchem uczestniczyć w poszukiwaniu sprawcy zbrodni.
Katarzyna Kwiatkowska stworzyła barwną i nietuzinkową galerię postaci, splotła ze sobą ich losy i tak je zagmatwała, że nie sposób oderwać się od lektury. Tajemnica goni tajemnicę, napięcie rośnie, bohaterowie co rusz nas zaskakują a ich poczynania sprawiają, że to co początkowo zdawało się oczywiste staje pod znakiem zapytania.
„Zbrodnia w szkarłacie” to nie tylko kryminał ale też świetna powieść historyczna, szpiegowska i przygodowa, z pasjonującym wątkiem miłosnym. To powieść o tym, że nawet gdy Polski nie było na mapach istniała w sercach Polaków. O patriotyzmie, tradycjach skrzętnie pielęgnowanych w polskich domach.  Do końca czytałam z wypiekami na twarzy. A gdy dotarłam do ostatniej strony było mi żal żegnać się z mieszkańcami Jezior i z dworem, w którym nieoczekiwanie dla samej siebie się zadomowiłam.

A właśnie jeżeli chodzi o Jeziora. Taki dwór rzeczywiście istniał. Pani Kasia narysowała nawet jego plan i plan podwórza.

krzyżyk to miejsce zbrodni....



Tak jak wspominałam na początku wielu czytelników przyrównuje twórczość Katarzyny Kwiatkowskiej do twórczości Agathy Christie. Moim zdaniem to zupełnie niepotrzebne. Pani Kasia jest Katarzyną Kwiatkowską i pisze jak Katarzyna Kwiatkowska. Bawi, wzrusza i zaskakuje. Zupełnie oryginalnie i niepowtarzalnie.

Przypomina, że można wygrać "Zbrodnię w szkarłacie" Trzeba tylko kliknąć Sakiewkę z pytaniami (TUTAJ) i zadać Pani Kasi jakieś pytanie. W środę Katarzyna Kwiatkowska sama nam troszkę o sobie opowie. No i będzie jeszcze mowa o "Zbrodni w błękicie"... I kolejny konkurs... Ostrzegałam, że będzie się działo :)

Wypowiedź pani Kasi pochodzi STĄD  

Sakiewka z pytaniami :) Uwaga kolejna "Zbrodnia do przytulenia!

Zaczynamy zadawać pytania Pani Kasi. Pod tym postem w komentarzach. Jedno z najciekawszych, najbardziej intrygujących pytań (wyboru dokona autorka) wygra "Zbrodnię w szkarłacie". Pytania zbieramy do czwartku włącznie (3 grudnia) To do dzieła :)

środa, 26 sierpnia 2015

Zbrodnia w Szkarłacie, musicie, po prostu musicie przeczytać!

Lubicie zagadki, tajemnice rodzinne, stare dwory z tradycjami i ich mieszkańców, którzy dodatkowo mają wyraźnie zarysowane charaktery?  Jeżeli tak to "Zbrodnia w szkarłacie" jest książką właśnie dla Was. A jeżeli jeszcze lubicie jak książka Wam pachnie dobrą kuchnią, taką, że aż ślinka cieknie, jeżeli z rozrzewnieniem myślicie o dawnych spiżarniach zapełnionych frykasami to tym bardziej nie powinniście przegapić tej powieści. A jeśli dodatkowo marzy Wam się możliwość podejrzenia tego jak odbywały się przygotowania do ślubu mieszkanki dworu to... Sami wiecie:) Koniecznie musicie sięgnąć po książkę autorstwa pani Kasi.
A ślub poprzedzają niecodzienne okoliczności. Panna Helena, przyszła panna młoda, nie ma posagu, choć teoretycznie jest on na wyciągnięcie ręki, ukryty gdzieś na terenie posiadłości, przez jej dziadka. Dodatkowo rodzina ma kłopoty finansowe, stoi na skraju bankructwa. Dwór jest zadłużony, przyszła panna młoda z rezerwą odnosi się do narzeczonego a jakby tego było mało w jednym z pokoi dochodzi do morderstwa. Sami przyznacie, że to dość trudne warunki do urządzenia romantycznego ślubu. 
I z tym wszystkim będzie musiał poradzić sobie  nietuzinkowy detektyw Jan Morawski (osobiście uwielbiam Jana. Bo jak nie kochać kogoś takiego? Inteligentny, przystojny, błyskotliwy. Po prostu marzenie :)) , który początkowo miał li i jedynie zająć się poszukiwaniem ukrytego skarbu.  Teraz będzie miał pełne ręce roboty. 
Kim jest morderca? Czy dojdzie do ślubu? Dlaczego pruski urzędnik jest tak podejrzanie miły? Czy uda się ocalić dwór, który nie jest tylko majątkiem ale uosabia wszystko to co polskie?    
Cóż nie odpowiem na żadne z tych pytań. Nie mogłabym odebrać Wam przyjemności z odkrywania tych wszystkich tajemnic, ze smakowania każdej strony. Bo "Zbrodnia w Szkarłacie" jest właśnie taką powieścią, którą się smakuje.Można się w niej rozkochać. 
Dzięki niej dane mi było przenieść się w czasie do roku 1900, zamieszkać w Jeziorach - wielkopolskim dworze, słuchać zegara wygrywającego w szczególnych momentach Mazurek Dąbrowskiego, zasiadać wraz z mieszkańcami do posiłków, kłopotać się problemami życia codziennego i z zapartym tchem uczestniczyć w poszukiwaniu sprawcy zbrodni.
Katarzyna Kwiatkowska stworzyła barwną i nietuzinkową galerię postaci, splotła ze sobą ich losy i tak je zagmatwała, że nie sposób oderwać się od lektury. Tajemnica goni tajemnicę, napięcie rośnie, bohaterowie co rusz nas zaskakują a ich poczynania sprawiają, że to co początkowo zdawało się oczywiste staje pod znakiem zapytania.
„Zbrodnia w szkarłacie” to nie tylko kryminał ale też świetna powieść historyczna, szpiegowska i przygodowa, z pasjonującym wątkiem miłosnym. To powieść o tym, że nawet gdy Polski nie było na mapach istniała w sercach Polaków. O patriotyzmie, tradycjach skrzętnie pielęgnowanych w polskich domach.  Do końca czytałam z wypiekami na twarzy. A gdy dotarłam do ostatniej strony było mi żal żegnać się z mieszkańcami Jezior i z dworem, w którym nieoczekiwanie dla samej siebie się zadomowiłam.

Koniecznie musicie przeczytać!