wtorek, 29 października 2013

O ojcobójcach, mlecznych zębach w guzikach czyli słów kilka na temat mody męskiej:)


Pan w surducie
Damskij žurnal’ 1825
Zawsze wydawało mi się, że jeżeli chodzi o modę to zwykle panie musiały sprostać większym wyzwaniom. Te wszystkie suknie dzienne, toalety balowe, które nie mogły się powtarzać, pantofelki, mufki, pelerynki, gorsety zdawały się nie mieć końca. Gdy tymczasem (podkreślam, że tak mi się zdawało) panowie wkładali spodnie, koszule, frak, surdut czy co tam aktualnie było modne i mieli z głowy. No i traf chciał, że zupełnie niechcący wygrzebałam artykuł na temat mody męskiej w XIX wieku. I zapewne ci z Was, którzy mnie choć trochę znają wiedzą już, że na jednym artykule się nie skończyło. Zaczęłam kopać i nie pozostaje mi nic innego jak zwrócić panom honor. Otóż byłam w błędzie. Panowie chcąc być modnymi też musieli się nieźle natrudzić i sprostać wielu wymaganiom. Ba, nawet cierpieli niewygody. Tak czy inaczej mam wrażenie, że dziś wszyscy mamy bardzo ułatwione zadanie. Bycie modnym w obecnych czasach to pestka. Przynajmniej w porównaniu z powiedzmy takim wiekiem XIX.

Wtedy to modny mężczyzna musiał stać się, czy tego chciał czy nie chciał, dandysem. Bo tak jak stolicą mody damskiej był wtedy Paryż, tak centrum elegancji męskiej był Londyn. Tam też pojawiło się zjawisko jakim był dandy - elegant w każdym calu. O dandysach mówiono, że to nie tylko ubiór ale też styl życia. Tak jak inni ubierali się żeby żyć tak dandysi żyli żeby się ubierać. Ale to nie wszystko. Bycie dandysem to nie tylko strój, ale też styl życia. Wyrafinowany, elegancki, z nienagannymi manierami, nacechowany poczuciem humoru i nonszalancją. Dandys nie tylko dbał o siebie ale też o otoczenie. Tutaj można przytoczyć przykład Fryderyka Chopina, który być może nie był stuprocentowym dandysem, ale pewne cechy tego wyrafinowanego eleganta przejawiał. I tak na przykład nasz Frycek miał lekkiego szmergla na punkcie kamizelek, śnieżnobiałych rękawiczek i butów. Co do tych ostatnich, to musiał mieć naprawdę dobry gust, bo jego obuwie tak zachwyciło malarza Eugene’a Delacroix, że w te pędy postanowił zamówić podobne u szewca, który uszył buty Fryderykowi. Poza tym Chopin dbał z niezwykłą starannością o pokoje, w których przyjmował gości. Zasłynął z fiołkowych dekoracji. Bukieciki tych kwiatuszków były ponoć wszędzie, a dbała o nie wynajęta specjalnie po to kwiaciarka. Innym polskim modnisiem był nie kto inny ale nasz Julek Słowacki. Nosił między innymi fantazyjną kamizelkę w ogromne kwiaty.
Takim guru ówczesnej mody był George Bryan Brummel, zwany Beau (z fr. Pięknym) Brummelem. Był to dżentelmen w każdym calu. Dbał o higienę, częste kąpiele, mycie zębów. To za jego przykładem panowie zaczęli wieczorem wkładać ciemnoniebieski frak, podobne w odcieniu pantalony, białą kamizelkę i trzewiki z czarnej lakierowanej skóry, które posiadający widać niebywałą fantazję Brummel kazał polerować... Ni mniej ni więcej tylko szampanem. Niestety nie wiem, czy naśladowcy też czyścili buty szlachetnym trunkiem. Choć zapewne skoro był ich guru to mogło się tak zdarzyć.
Modne też były wysokie, sztywne, sięgające policzków kołnierzyki. O tym jakimi uczuciami je darzono świadczy ich nazwa Vatermorder co w tłumaczeniu znaczy ojcobójca. Widać komfort chodzenia w takim ustrojstwie nie był zbyt wielki, ale w sumie nie od dziś wiadomo, że żeby być pięknym trzeba cierpieć:)

Magazyn Mód. Dziennik przyjemnych wiadomości 1835
W pewnym momencie moda męska zaczęła nieco przypominać modę kobiecą. Spadziste ramiona, wąska talia. Ba, posuwano się nawet do tego, że rozkloszowywano poły surduta by uzyskać efekt pełnych kobiecych bioder. Jeżeli chodzi o wąską talię, to co niektórzy panowie nie wahali się korzystać z pomocy gorsetu. Również fryzury były kobiece: loczki, fale, a bokobrody nawiązywały do damskich loków okalających dziewczęce buzie. Na pantoflach dość często przypinano ozdobne kokardki a krawaty wiązano tak by przypominały ozdobne kokardy i wstążki na kobiecych sukniach. Co do tych
Les Modes Parisiennes 1847
krawatów to w ogóle stanowiły niemałe wyzwanie.  W XIX wieku istniało bowiem aż 72 sposoby ich wiązania, Brummel na przykład słynął ze swoich krawatowych wiązań i podobno nigdy nie używał powtórnie tego samego fulara. W XIX wieku rygorystycznie też przestrzegano dobierania właściwego stroju do pory dnia. I tak na przykład negliż oznaczał przedpołudniowy luźny strój, w którym spokojnie przyjmowano gości, półstrój był to ubiór dzienny, wychodzono w nim na przykład na spacery, a strój był ubiorem wieczorowym.

„Ubranie negliżowe, stanowi żakieta z materjału angielskiego, koloru tabaczkowego w duże czarne kraty, kołnierz niski /.../ pantalony szerokie z tego samego co żakieta materjału, wreszcie rękawiczki popielate i kapelusz prosty z rondem równem dopełniają ubrania. /.../ Tak zwanego ubrania na miasto mamy kilka rodzajów, oto niektórych z nich wydatniejsze okazy: 1) Żakieta granatowa /.../ Pantalony ceglastego koloru w podłużne czarne paski. Surdut prosty jednorzędny, czyli żakieta do figury /.../ koloru ciemno-oliwkowego /.../ Pantalony szerokie, popielatego koloru. /.../ surdut do figury jasno-granatowego koloru /.../.  Do ubrania wizytowego na miasto używa się: Surdut czarny /.../”(Tygodnik Mód i Nowości Dotyczących Gospodarstwa Domowego 1863 nr 49, s. 8) 

Ponadto mężczyzna, który chciał się wydać tajemniczy i pełen egzotycznego uroku powinien mieć w swej garderobie strój orientalny i w nim właśnie przyjmować przedpołudniem gości. Na ów strój składał się szlafrok uszyty z tureckich tkanin i podszyty jedwabiem lub wełną, przepasany jedwabnym sznurem z ozdobnymi chwostami. Głowę powinna zdobić bogato haftowana orientalna czapeczka albo turecki fez. Na nogi najlepiej wsunąć egzotyczne chińskie, kazańskie czy czerkieskie pantofle o podwiniętych nosach. I już można było paląc fajkę na długim cybuchu, oczarowywać niewiasty.  A fajki były nie byle jakie! Cybuchy miały niekiedy długość 1 metra! I oczywiście były bogato zdobione scenkami rodzajowymi, herbami sentencjami itp.
Magazyn Mód. Dziennik przyjemnych wiadomości 1838


W garderobie eleganckiego pana nie mogło zabraknąć też cylindra. Stworzył go londyński kapelusznik John Heathcote. Cylinder noszono i w ciągu dnia i wieczorem Najpierw wyrabiano je wysokogatunkowego filcu z sierści bobra, potem z jedwabiu z meszkiem. Ale myliłby się ten kto by myślał, że wystarczyło cylinder posiadać. Otóż moi drodzy wokół tego nakrycia głowy było sporo zachodu. Cylinder trzeba bowiem było polerować, czyścić, szczotkować, nadawać połysk. A czasami najlepiej było oddać do specjalnego zakładu gdzie cylinder przechodził lifting i wracał do właściciela jak nowy.
Ale cylindry były dosyć nieporęczne, a jak wiadomo potrzeba jest matką wynalazku i paryski kapelusznik Antoine Gibus wynalazł i opatentował w latach trzydziestych sprężynowy mechanizm pozwalający na złożenie cylindra do formy płaskiego placka. Na cześć wynalazcy nazywano ten rodzaj nakrycia głowy gimbusem lub szapoklakiem (fr. chapeau claque), od dźwięku wydawanego przez sprężynę, która odskakując (po odpowiednim uderzeniu rondkiem o ramię), przywracała cylindrowi pierwotny kształt.
Eleganccy panowie używali również biżuterii. Choć tutaj wskazany był umiar, ale też i fantazja. I tak w powszechnym użyciu były złote dewizki do zegarków, spinki do mankietów, szpilki do krawatów i koszul, często ozdobne i rzeźbione. Na palcach noszono sygnety i obrączki. Ale nawiązując do wspomnianej wcześniej fantazji, to panowała moda na na guziki, w których umieszczano za szkłem rozmaite pamiątki, muszelki, suszone kwiatki, włosy żony lub mleczne zęby dzieci.
Poza tym wyróżniano m.in. stroje: domowe i wizytowe, a te dzielono na – ranne domowe oraz ranne wizytowe; ponadto należało mieć odpowiedni ubiór domowy na wsi, ubranie ranne do wód, bo
Podróże do wód mineralnych stały się potrzebą wszechwładnej mody, pobyt też w kąpielach jest nader ważną rzeczą w obecnej chwili”(Magazyn Mód. Dziennik przyjemnych wiadomości 1850 nr 25, s. 151),
a w mieście: na ulicę czy do rannej przechadzki oraz ubranie do jazdy konnej oraz do polowania,
„Ponieważ dobry ton wymaga po każdym elegancie, aby był myśliwym” (Magazyn Mód. Dziennik przyjemnych wiadomości 1849 nr 36, s. 216). 
    Magazyn Mód instruował:
 „Panowie dbający o siebie, nawet nie wielcy strojnisie, robią dwa ubrania dziennie. Rano czy do wód czy na przechadzkę, ubranie się składa z bonżurki, marynarki, wreszcie z jakiei kto chce nazwy lekkiej katanki z dymy, nankinu lub płótna zwanego Jedwab chiński /.../. W południe frak negliżowy na jeden rząd zapinany, kamizelki szkockie. /.../ Pantalony na wieczór zawsze w kolorach jasnych, fraki czarne lub szafirowe.” (Magazyn Mód. Dziennik przyjemnych wiadomości 1851 nr 29, s. 166)

No to moje kochane panie nie pozostaje nam nic innego jak przyjrzeć się bardzo dokładnie szafom naszych panów, choć obawiam się, że gdyby mieli znaleźć się w XIX wieku mieliby spore problemy z przystosowaniem:) Swoją drogą ciekawe co by ówcześni dandysi powiedzieli na dżinsy i koszule w kratę... To naprawdę intrygujące:)

A teraz jeszcze tylko wspomnę, że wyniki konkursu bieliźnianego będą dzisiaj, jak tylko mąż mój powróci z pracy więc proszę o jeszcze chwilkę cierpliwości:)

Wiadomości między innymi pochodzą STĄD i STĄD)

9 komentarzy:

  1. Pani Magdo!
    Pięknie to Pani przedstawiła. Temat jest bardzo mi bliski, bo chcąc nie chcąc jestem z pierwszego zawodu technikiem odzieżowcem. Co prawda odzieży damskiej lekkiej, ale modę męską też przerabialiśmy. Dlatego chylę czoła Pani wspaniałemu tekstowi.
    Pozdrawiam:)
    P.S. Czy moja wiadomość meilowa do Pani dotarła? Mam ostatnio kłopoty z internetem i nie jestem pewna, czy po prostu to, co do Pani wysłałam doszło? Jakby co proszę dać znać, napiszę ponownie:)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie część tych wiadomości była totalną nowością. Bo to, że facet nosił gorset? Albo metrowa fajka? Nie wiedziałam. Nie mówiąc już o czyszczeniu butów szampanem:) Cieszę się, że dobrze się czytało:) Maila nie widziałam, sprawdzę, czy mi nie przerzuciło do spamu, bo takie cuda też potrafią się dziać.
    Serdeczności przesyłam i cieplutkie pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. frak negliżowy! to jest akurat to, czego Ślubnemu brakuje!( bo na razie lata w samym negliżu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olqa on jest po prostu prekursorem nowego stylu:) Ja to się zastanawiam jak by nasi panowie wyglądali powiedzmy w takich loczkach, albo w bucikach z kokardkami, bo o gorsecie nawet nie myślę. Obawiam się, że gdybym mojego monsza zobaczyła tak wystrojonego padłabym najpierw ze śmiechu a potem na zawał:)

      Usuń
  4. hi, hi ci faceci w gorsetach z taliami jak osy! Ubawiłam się nieźle. A współcześni panowie to raczej woleliby szampana wypić nić czyścić nim buty. Przypuszczam, że panie też.
    Pozdrawiam serdecznie
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to jak dla mnie to zbyt ci mężczyźni byli delikatni i kobiecy:) Wolę współczesnych panów. A czyszczenie butów, kto wie może te bąbelki działały cuda?:)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. A jeszcze Werter w dość oryginalnym stroju. :) Udało się Goethemu mieć wpływ na modę tamtych czasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewątpliwie:) Żółta kamizelka i bodajże niebieski frak stały się niebywale modne. Nie wspominając już o fali samobójstw. Ciekawe czy naśladowcy cierpiącego Wertera umierali ubrani jak ich guru.

      Usuń
  6. Niby tacy "nieskomplikowani" w ubiorze a tu proszę;-)
    Cieszę się, że rozwinęłaś ten temat, teraz i mnie będzie zastanawiać jak współcześni panowie odnaleźli by się w tamtych czasach i odwrotnie, to by było ciekawe doświadczenie dla nich niewątpliwie;-)
    Ależ ty rozwijasz moją wiedzę o świecie Kochana, i ciągle nie przestajesz pozytywnie zaskakiwać tematami;-)

    OdpowiedzUsuń